Sochan zszedł z parkietu i się zaczęło. Fatalne wieści na koniec roku

Jeremy Sochan inaczej wyobrażał sobie zakończenie roku w NBA. Mecz z Los Angeles Clippers skończył się dla niego przedwcześnie, a to z powodu kontuzji pleców doznanej w drugiej kwarcie, najprawdopodobniej po wsadzie. Jednak brak reprezentanta Polski nie okazał się tak bardzo odczuwalny dla San Antonio Spurs, którzy rozbili wyżej notowanych przeciwników. W pewnym momencie różnica wynosiła ponad 40 punktów!
kontuzjowany Jeremy Sochan
zrzut ekranu z https://x.com/MrBuckBuckNBA/status/1874267979904672113

Jeremy Sochan na starcie sezonu NBA doznał kontuzji palca, przez którą stracił kilka tygodni. Do gry wrócił na początku grudnia i prezentował się bardzo solidnie, jednak w ostatnim meczu w 2024 roku spotkał go duży pech.

Zobacz wideo Mundial w Arabii Saudyjskiej zimą? "Mistrzostwa to lato, działka, grill"

Jeremy Sochan nieudanie zakończy rok na parkietach NBA. Przykre obrazki

Reprezentant Polski wyszedł w pierwszej piątce na domowe starcie z wyżej notowanymi Los Angeles Clippers. W pierwszej kwarcie radził sobie przyzwoicie, zdobył cztery punkty i miał trzy zbiórki, czym pomógł zespołowi w uzyskaniu wysokiego prowadzenia 31:17. Jeszcze przed końcem tej części gry zszedł z parkietu, a wrócił w drugiej kwarcie. I w niej pojawił się kłopot.

Po mniej więcej pięciu minutach gry Sochan opuścił parkiet z ręką przyłożoną do pleców. Dolegliwość najprawdopodobniej pojawiła się po wsadzie i okazała się na tyle dokuczliwa, że skrzydłowy nie wrócił do rywalizacji - na razie nie wiadomo, jak poważny jest ten uraz.

W nieco ponad 15 minut gry przeciwko Clippers 21-latek zdobył cztery punkty (2/5 celność z gry, z czego 0/1 za trzy). Ponadto miał pięć zbiórek, dwie asysty, przechwyt, stratę i popełnił jeden faul. Ale nawet bez niego San Antonio Spurs radzili sobie świetnie.

Zobacz też: Atak na dom Luki Doncicia. Niewiarygodne, ile wynieśli

San Antonio Spurs dali radę nawet bez Jeremy'ego Sochana. Zdemolowali Los Angeles Clippers

Teksańczycy prowadzili przez cały mecz, w kulminacyjnym momencie nawet 41 punktami. Wygrali wszystkie kwarty, co przełożyło się na bardzo wysokie zwycięstwo 122:86, czyli różnicą aż 36 punktów. Najskuteczniejszy wśród wygranych był Victor Wembanyama (27 pkt), a wśród pokonanych James Harden (17 pkt).

Po tym spotkaniu San Antonio Spurs mają bilans 17 wygranych i 16 porażek, co daje im dziewiąte miejsce w Konferencji Zachodniej (Los Angeles Clippers mają 19-14 i są szóści). Kolejny mecz drużyna z Teksasu rozegra w nocy z 3 na 4 stycznia przeciwko Denver Nuggets.

Więcej o: