18-latek pozbawił nadziei Polaków. "Błagam, nie rób tego więcej"

Piotr Wesołowicz
Nastawialiśmy się na to, by powstrzymać gwiazdy NBA z reprezentacji Bahamów, ale załatwił nas 18-letni młokos. Valdez Edgecombe kroczy śladami Jeremy'ego Sochana i niedługo może trafić do NBA. Jako jej przyszła gwiazda. Nastolatek o mało "nie zakończył kariery" jednemu z Polaków.

– Jesteśmy w stanie spacyfikować jedną czy dwie gwiazdy z NBA – tak, jak dwa lata temu podczas EuroBasketu, kiedy ograliśmy Słowenię. Ale dzisiaj u rywali "odpaliło" aż czterech gości, którzy grają lub za chwilę będą grać NBA – żalił się po przegranym 81:90 meczu z Bahamami kapitan reprezentacji Mateusz Ponitka. W środę Polacy w nieudany sposób zaczęli turniej kwalifikacyjny do igrzysk, który odbywa się w Walencji.

Zobacz wideo Gruzińscy piłkarze witani w swoim kraju jak bohaterowie

Gwiazdy, o których mówił Ponitka i na które mieliśmy uważać, to oczywiście Buddy Hield, Eric Gordon i Deandre Ayton – gracze, którzy w NBA spędzili już łącznie 30 sezonów. Ale kto by się spodziewał, że zaskoczy nas anonimowy – przynajmniej dla nas – 18-latek?

"Edgecombe skradł show". Większy niż gwiazdy NBA

– To wyjątkowy chłopak. Dla niego sufit nie istnieje. Dajemy mu wskazówki, ale ważne, by pozostał sobą. Musi tylko stawiać Boga na pierwszym miejscu, a wszystko się ułoży – mówił o nim Hield, koszykarz Filadelfii 76ers.

Tak, to Hield trafił w meczu z Polakami pięć trójek (łącznie zdobył 17 punktów) i rozdał 10 asyst. Tak, to Ayton był bliski double-double (18 punktów i dziewięć zbiórek), a Gordon był prawie nieomylny (5/6 z gry, 12 punktów). Ale koszykarski światek mówi dziś głównie o piekielnie zdolnym Valdezie Edgecombe.

"Edgecombe skradł show" – pisze o nim "Nassau Guardian". 18-letni gracz zdobył przeciwko nam aż 21 punktów, w tym najważniejsze – w końcówce, gdy próbowaliśmy gonić Bahamy. 34 sekundy przed końcem Edgecombe trafił najważniejszą trójkę w swojej króciutkiej karierze i ustalił wynik meczu na 90:81.

Na pomeczowych konferencjach zwykle panuje powaga. Trenerzy i koszykarze zbroją się w poważny wyraz twarzy, ale… nie Edgecombe. On w kuluarach hali "La Fonteta" wyglądał na tego, kim w zasadzie jest – nastolatka, który właśnie znalazł się między dorosłymi i zagrał przepiękny mecz.

Wesołe oczy, uśmiech od ucha do ucha, cierpliwe odpowiedzi na wszystkie pytania głodnych wiedzy dziennikarzy. Media z Bahamów miały rację – Edgecombe rzeczywiście skradł w Walencji show. – Cieszę się, że tu jestem, ale wiem, o co toczy się gra. Muszę po prostu pozostać skupionym i kontynuować to, co robiłem przez ostatnie dwa mecze – zrobić wszystko, co trzeba, abyśmy wygrali – zachowywał pokorę nastolatek.

To dosłownie pierwsze zetknięcie tego gracza z dorosłą koszykówką. V.J. – jak mówi się o nim w skrócie – dopiero co ukończył chrześcijańską szkołę średnią w Brookville w stanie Nowy Jork i wybiera się na studia. Wybrał Baylor, czyli uczelnię, z której do NBA dwa lata temu trafił  Jeremy Sochan, obecnie kluczowy gracz reprezentacji Polski i pierwszopiątkowy zawodnik San Antonio Spurs.

V.J. ma szansę pójść w jego ślady. Jeszcze rok temu był anonimowy nie tylko dla kibiców, ale też wielu skautów NBA, ale teraz – po dobrych występach na campach i turniejach organizowanych dla koszykarzy szkół średnich – jest w ścisłej czołówce w swoim roczniku i już za rok może brylować w NBA.

Rodzi się gwiazda. Od nowego sezonu Raptors?

To wyjątkowa historia, bo gracz urodzony w maluteńkim Bimini (wyspy, których populacja to 2,5 tys. mieszkańców) jeszcze rok temu był niezauważany przez środowisko, a dziś serwis ESPN przewiduje, że w 2025 r. z siódmym numerem draftu wybiorą go Toronto Raptors.  

Warunki ma fantastyczne – 193 cm wzrostu, świetny zasięg ramion, a do tego sprężyny w nogach. Gdy na początku drugiej kwarty próbował wykonać wsad nad mierzącym 207 cm wzrostu Igorem Miliciciem jr., kibice zerwali się z nóg. To mógł być wsad roku. "Błagam, nie rób tego więcej" – śmiał się zszokowany komentator tego meczu, który nie mógł uwierzyć w młodzieńczą fantazję V.J.-a. "Miał głowę przy obręczy! Ten młody chłopak nie ma żadnych limitów. Bądźcie gotowi na nową gwiazdę!" – dodawali komentatorzy.

Kiedyś Aleksander Balcerowski, po próbie wsadu nad Jusufem Nurkiciem, powiedział: "Prawie skończyłem mu karierę!" Teraz to samo mógłby krzyknąć Edgecombe. Plakat z Miliciciem stałby się viralem w sieci. "To była próba morderstwa" – czytaliśmy na Twitterze.

Edgecombe to odkrycie turnieju w Walencji. W pierwszym meczu z Finlandią – wygranym przez Bahamy 96:85 – też był bohaterem, zdobywając 20 punktów. Szkoda, że i nas tak brutalnie skrzywdził. Ale oglądać go w akcji w trakcie turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk to sama przyjemność.

Teraz jednak czas na trochę przyjemności od Polaków, którzy w czwartek o 20.30 zmierzą się w swoim drugim meczu turnieju z Finlandią. I żeby zachować szanse na awans do Paryża, muszą wygrać.

Czy zdołamy jeszcze awansować na igrzyska?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.