Jeremy Sochan powoli zaczyna stabilizować formę w NBA. Coraz rzadziej przytrafiają mu się spotkania, gdy zdobywa mniej niż 10 punktów. A w ostatnim spotkaniu z New Orleans Pelicans dołożył do tego niezwykle skuteczną grę na tablicach.
Polak zaczął mecz w wyjściowej piątce i również dzięki niemu Spurs poczynali sobie naprawdę dobrze. Do przerwy prowadzili 65:58, ale na koniec trzeciej kwarty już był remis 88:88. Rozstrzygnięcie zapadło w samej końcówce, zespół z San Antonio był nieskuteczny, a cztery punkty Ziona Williamsona dały Pelicans wygraną 114:113.
To właśnie Williamson z 33 punktami był najskuteczniejszym graczem spotkania. Dla Spurs najwięcej punktów zdobył Devin Vassell (28 pkt), natomiast najwięcej zbiórek zaliczył Sochan. Miał ich aż 16, co jest jego rekordem kariery. W dodatku rzucił 15 pkt i w ten sposób zaliczył piąte w karierze double-double. Co więcej, dokonał tego w drugim meczu z rzędu (poprzednio z Orlando Magic), co wcześniej mu się nie zdarzyło. Ponadto jest to dopiero pierwszy raz, gdy w obu najlepszych statystykach uzyskał wynik 15+. Można zatem mówić o przełomowym meczu Polaka, który popisał się kilkoma efektowymi akcjami.
Być może Sochan uzyskałby jeszcze lepszy wynik punktowy, gdyby nie mocno przeciętna skuteczność. Trafił sześć z 12 rzutów z gry (w tym 0/4 za trzy punkty), wykorzystał trzy z sześciu rzutów wolnych. Miał też trzy asysty, dwa przechwyty oraz trzy straty.
Mimo udanego występu Polak może żałować, że jego drużyna nie odniosła zwycięstwa. Dla Spurs to trzecia porażka z rzędu, ich bilans z całego sezonu to 10-39. Są najgorszą drużyną Konferencji Zachodniej, w całej lidze gorsi są tylko Washington Wizards i Detroit Pistons.