Po wyjazdowej porażce z tureckim Bahcesekirem i wysokim zwycięstwie u siebie z litewską Jonavą Legia Warszawa w walce o awans do ćwierćfinału FIBA Europe Cup musi patrzeć najbardziej na portugalski Sporting Lizbona, który także przegrał z Turkami i wygrał z Litwinami. Tak jak w sezonie 2016/17 w piłkarskiej Lidze Mistrzów Legia wyrzuciła Sporting z europejskich pucharów, tak teraz te drużyny rywalizują ze sobą w koszykówce.
W środę na warszawskim Bemowie doszło do pierwszego bezpośredniego starcia Legii ze Sportingiem. Pierwsza kwarta tej rywalizacji to była rollercoaster w wykonaniu obu drużyn. Od 9:2 dla Legii do 18:14 dla Sportingu, by po dziesięciu minutach gry znowu prowadzili gospodarze - 23:18.
Kluczowe w tym spotkaniu było jednak to, co wydarzyło się pod koniec pierwszej połowy, gdy Legia od remisowego stanu 33:33 znowu przyspieszyła i z minuty na minutę miała coraz większą przewagę. Dzięki temu już do przerwy wygrywała różnicą dziesięciu punktów 53:43.
W drugiej połowie zespół Wojciecha Kamińskiego nawet na chwilę nie dał sobie odebrać prowadzenia, choć pomiędzy trzecią a czwartą kwartą mogło się zrobić dość gorąco, gdy Sporting doszedł Legię na zaledwie cztery punkty (70:66). Warszawianie zdołali w ostatniej odsłonie utrzymać nerwy na wodzy, dzięki czemu wygrali dość pewnie - 93:84.
Najskuteczniejszym zawodnikiem po stronie Legii Warszawa był niezawodny w europejskich pucharach Christian Vital. Amerykanin rzucił aż 31 punktów. 19 "oczek" dorzucił P.J. Pipes, a dwucyfrową liczbę punktów zdobyło także trzech innych "Legionistów" Raymond Cowels (11), Josep Sobin (10) i Aric Holman (10). Po stronie gości najlepiej punktowali Mike Moore (20 pkt) i Eddie Ekiyor (17).
Dzięki tej wygranej Legia Warszawa jest na drugiej pozycji w grupie L, a w swoim kolejnym spotkaniu podejmie we własnej hali prowadzący turecki Bahcesekir 24 stycznia.
Swego rodzaju ulgę odczują z pewnością koszykarze i kibice Śląska Wrocław, bo wicemistrz Polski odniósł w środę drugie zwycięstwo w swoim 14. meczu Eurocupu. Wrocławianie sprawili niemałą niespodziankę, bo pokonali 100:88 we własnej hali czwarty w grupie B niemiecki Ratiopharm Ulm, który przed tym meczem szczycił się bilansem 8-5.
Śląsk zagrał jeden z najlepszych meczów w tym sezonie i gdy objął prowadzenie 21:19 w końcówce pierwszej kwarty, tak utrzymał je aż do samego końca spotkania. W optymalnym punkcie, na przerwę pomiędzy połowami, przewaga WKS wynosiła aż 15 punktów (52:37).
Najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania był Karim Jallow z Ulmu (22 punkty), ale po stronie gospodarzy aż siedmiu koszykarzy zdobyło od 12 do 19 punktów, a najwięcej (właśnie 19) Dusan Miletić.
Mimo tego zwycięstwa Śląsk zajmuje oczywiście ostatnie, dziesiąte miejsce w grupie B z bilansem 2-12.