Ja Morant ma za sobą niezwykle burzliwe miesiące. Lista skandali wciąż młodej gwiazdy NBA jest naprawdę długa, a zaczyna ją imprezowanie z klubach nocnych, wymachiwanie w nich bronią i rozrzucanie stosów pieniędzy. Za to liga w marcu zeszłego sezonu ukarała go zawieszeniem na osiem meczów. To jednak nie nauczyło 24-latka, który niedługo po odbyciu kary znów pokazał się z pistoletem - tym razem podczas relacji na żywo na Instagramie. Komisja dyscyplinarna ligi ustaliła, że zawodnik zostanie zawieszony na 25 pierwszych meczów sezonu 2023/24.
Morant po zawieszeniu obiecał, że będzie pracował sam nad zbudowaniem formy, zadba o zdrowie psychiczne i pochyli się nad umiejętnością podejmowania życiowych decyzji. Przerwa po drakońskiej karze była niezwykle długa, a wszyscy kibice NBA czekali na jego powrót.
Doczekali się tego w nocy z wtorku na środę polskiego czasu w hali Smoothie King Center w Nowym Orleanie. Tam Morant i jego Memphis Grizzlies zmierzyli się z miejscowymi Pelicans. Początek meczu wyglądał obiecująco dla gości, ale miejscowi prowadzeni przez Brandona Ingrama już w drugiej kwarcie byli w stanie prowadzić aż 24-punktami. Na szczęście dla Grizzlies ich gwiazda wróciła w wielkim stylu.
Morant po tak długim rozbracie z ligą nie wyglądał na "zardzewiałego". Był szybki, latał nad obręczą i robił dokładnie to, do czego przyzwyczaił fanów. Zdobył w meczu 34 punkty, czyli tyle samo, co Ingram, ale dołożył do tego sześć zbiórek i osiem asysty. Ponadto pomógł drużynie odrobić stratę do rywali, a w samej końcówce dał im wygraną.
Na sekundy przed końcową syreną i przy wyniku 113:113 Morant wziął na siebie odpowiedzialność za zespół. Po prostu wparował pod kosz po efektownym minięciu dwóch rywali i niemal równo z syreną końcową trafił na wygraną 115:113. Chwilę po tym cały zespół eksplodował radością, a wielki powrót 24-letniej gwiazdy został zwieńczony w najlepszy możliwy sposób.
Takim sposobem 14. w Konferencji Zachodniej Memphis Grizzlies zanotowali siódmą wygraną w tym sezonie. New Orleans Pelicans są na miejscu siódmym. Ja Morant pokazał, że jest w kapitalnej formie i kolejną szansę na potwierdzenie tego będzie miał już 22 grudnia, kiedy to jego zespół o 2:00 czasu polskiego zagra z Indiana Pacers.