W sobotę San Antonio Spurs dość niespodziewanie przerwali serię porażek, ogrywając Los Angeles Lakers 129:115 i mogli liczyć, że powtórzą dobry wynik już w niedzielnej konfrontacji z New Orleans Pelicans. Wiadomo było jednak, że pomimo atutu własnej hali będzie to niezwykle trudne. Niestety rzeczywistość dla zespołu Gregga Popovicha była niezwykle brutalna.
Już od samego początku meczu San Antonio oddało inicjatywę rywalom i w pierwszej kwarcie przegrało 20:33, a na parkiecie szalał Brandon Ingram, który zdobył aż 11 punktów w pierwszych 12 minutach. W drugiej kwarcie Spurs zagrali nieco lepiej i zdobyli o trzy punkty więcej od rywali, ale połowę zakończyli, przegrywając 51:62.
W przerwie w hali Frost Bank Center odbyło się wielkie święto, podczas którego uhonorowano Tony'ego Parkera. W lecie czterokrotny mistrz NBA ze Spurs został wprowadzony do Galerii Sław ligi i wreszcie do jego koszulki zawieszonej nad halą dodano specjalne elementy Hall of Fame. Francuz przemawiał do kibiców, a ci oklaskiwali go i wspominali lata sukcesów.
Niestety tego wieczora tylko wspominanie sukcesów Parkera mogło podtrzymać na duchu fanów organizacji. Po przerwie Pelicans kompletnie odjechali Sochanowi i jego kolegom. Goście trafili aż 22 rzuty za trzy punkty, czym ustalili własny rekord i miażdżyli rywali.
Finalnie mecz zakończył się wynikiem 146:110 na korzyść Pelicans a najlepiej punktującym ich zespołu był C.J. McCollum z dorobkiem 29 punktów, dwóch zbiórek i dwóch asyst. W Spurs najlepiej spisał się Victor Wembanyama, który zanotował double-double z 17 punktami i 13 zbiórkami. Znów słabo grał Jeremy Sochan, który uzyskał zaledwie pięć punktów, trzy zbiórki i cztery asysty.
Dla San Antonio Spurs była to już 21 porażka w tym sezonie. Dokładając do tego zaledwie cztery wygrane, zawodnicy z Texasu są na dnie tabeli Konferencji Zachodniej. Kolejny mecz rozegrają już w środę 20 grudnia o 2:00 czasu polskiego. Ich rywalem będzie drużyna Milwaukee Bucks, zajmująca drugie miejsce w Konferencji Wschodniej.