Trener Polaka nie wytrzymał. Podszedł do mikrofonu i dał karygodny "popis"

Hamburg Towers, zespół Aleksandra Dziewy, kiepsko zaczął ostatni mecz ligowy z Niners Chemnitz. W związku z tym trener Benka Barloschky poprosił o przerwę na żądanie, podczas której próbował zmotywować graczy. Zrobił to jednak w skandaliczny sposób. Później próbował się z tego wytłumaczyć, ale kara go nie ominie.

Aleksander Dziewa latem trafił do Hamburg Towers, gdzie jak na razie robi bardzo dobre wrażenie. - Z czasem udowodnił, że jest najlepszym graczem Towers. Trudno powiedzieć o kimkolwiek z tej drużyny, że jest gwiazdą, ale gdybym musiał wybierać, to wskazałbym Aleksandra - powiedział Sport.pl Rupert Fabig, dziennikarz "Hamburger Abendblatt".

Zobacz wideo Nowa rola Sochana w San Antonio. "Bardzo poważny eksperyment"

Trener Aleksandra Dziewy nie zgadzał się z decyzjami sędziów. Padły wulgarne słowa

W ostatniej serii spotkań Bundesligi zespół polskiego środkowego (który w tym spotkaniu nie zagrał) rywalizował z Niners Chemnitz. I już w pierwszej kwarcie miał problemy, przez co trener Benka Barloschky poprosił o przerwę na żądanie. Szkoleniowiec dał się jednak ponieść emocjom.

- Tylko jedna rzecz może pomóc w przełamaniu ich fizycznego stylu gry: musimy z tym walczyć - mówił do swoich graczy. - To naprawdę jedyna rzecz, jaką możemy zrobić! - dodał i z każdym zdaniem zaczął mówić coraz głośniej. Tym bardziej że był zirytowany pracą sędziów. - Oni nam nie pomogą. Nie potrzebujemy ich pomocy. K..., nie potrzebujemy! - krzyczał. W końcu wstał, podszedł do mikrofonu, którego nadawca telewizyjny używał do "podsłuchiwania" zespołu i wulgarnie podsumował prace arbitrów. - Pier... ich - rzucił.

Benka Barloschky tłumaczy się ze słów pod adresem sędziów. "Zabieg stylistyczny"

Później Barloschky próbował tłumaczyć się ze swojego nieeleganckiego zachowania. - Atmosfera w Chemnitz jest fajna, ale też chyba bardziej agresywna niż w innych halach. Poza tym grają bardzo, bardzo fizyczną koszykówkę. Zawsze przekraczają granice i wywierają presję na sędziów, aby podejmowali dobre dla nich decyzje - tłumaczył w rozmowie z "Bildem".

Poza tym przekonywał, że w tak "intymnym" momencie, jakim jest przerwa na żądanie, chodzi o dokonanie zmian taktycznych, ale i pobudzenie zespołu. - Wszystko, co się dzieje w tym momencie, jest zabiegiem stylistycznym mającym wywołać reakcję u zawodników - dodał.

Tłumaczenia szkoleniowca okazały się nieprzekonujące. W środę władze ligi nałożyły na niego karę finansową, która według "Bilda" wyniesie dwa tysiące euro. Gazeta informuje, że jak na realia niemieckiej koszykówki jest to "bardzo wysoka" kwota. Hamburg Towers i Barloschky mają czas do najbliższej soboty na odwołanie się od tej decyzji. 35-latek może być tym bardziej rozczarowany, że jego "płomienna" mowa nie przełożyła się na poprawę gry drużyny. Przegrała ona mecz 87:96.

Więcej o:
Copyright © Agora SA