Finały NBA zgromadziły na trybunach wielu celebrytów i znanych w świecie sportu postaci. Jedną z nich był Conor McGregor, były mistrz UFC, który podczas czwartego starcia miał promować swój nowy preparat przeciwbólowy. Z tego powodu zaplanowano scenkę, podczas której Irlandczyk miał znokautować maskotkę ekipy z Miami - Burniego. Zrobił to jednak na tyle mocno, że ten musiał udać się do szpitala, a wideo z zajścia obiegło cały świat.
Według "The Athletic" mężczyzna, który przebiera się za maskotę Heat, po całej sytuacji trafił do szpitala na rutynowe badania. Otrzymał leki przeciwbólowe i jeszcze tego samego dnia został wypisany do domu. Był jednak w szoku, ponieważ pierwszy raz w życiu został tak znokautowany.
Media informowały, że nie pierwszy cios, który powalił Burniego na deski, był groźny, a dobicie go przez McGregora na ziemi. Irlandczyk wyjaśnia jednak, że to wszystko było zaplanowane i nie przesadził z impetem i siłą ciosu.
- Z maskotką wszystko dobrze. To był skecz i wszystko jest w porządku - przekazał były gwiazdor UFC, pytany przez TMZ Sports. Ponadto przekonuje, że powalony na parkiet nie ma do niego żadnych pretensji. - Później spędziliśmy razem dużo czasu i rozmawialiśmy o tym wszystkim. To było częścią show i wszystko jest świetnie - podsumował.
Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.
Conorowi McGregorowi nie brakuje rozgłosu medialnego, ale ponowne znalezienie się na ustach całego świata może mieć wpływ na promocję jego nadchodzącej walki. Były mistrz szykuje się do powrotu do UFC, gdzie prawdopodobnie zmierzy się z Michaelem Chandlerem. Data pojedynku nie jest jeszcze znana, ale dla Irlandczyka byłoby to pierwsze wejście do klatki od porażki z Dustinem Poirierem w lipcu 2021 r.