Legendy NBA wezmą pod uwagę Sochana. To może być historyczny weekend dla Polski

Łukasz Cegliński
Wszechstronność, efektowne wsady, boiskowa energia, a także farbowane włosy prowadzą Jeremy'ego Sochana w kierunku Weekendu Gwiazd NBA, który odbędzie się w lutym w Salt Lake City. Fani kochają dobrą koszykówkę, ale też niebanalny show, a 19-letni Polak z San Antonio Spurs jest w stanie pokazać i jedno, i drugie. Turniej z udziałem wschodzących gwiazd dokładnie za miesiąc.

- Gortat został pominięty, a miał wspaniały rok. Wiem, co czujesz, brachu - komentował Shaquille O’Neal wybory rezerwowych graczy na Mecz Gwiazd w 2015 r. W głosowaniu kibiców Marcin Gortat był wówczas czwarty wśród wysokich, zdobył 570 tys. głosów. Miejsce w pierwszej piątce Wschodu środkowy Washington Wizards przegrał o 80 tys. z Carmelo Anthonym, potem nie znalazł uznania w oczach trenerów wybierających zmienników. I to był właściwie jedyny raz, kiedy polski koszykarz miał realną szansę na udział w Weekendzie Gwiazd NBA. Cezary Trybański i Maciej Lampe byli zdecydowanie poza tą galaktyką, Gortat ani wcześniej, ani później już się do niej nie zbliżył.

Zobacz wideo Jeremy Sochan porównany do gwiazdy NBA. "W tym wieku to imponujące"

Teraz wśród gwiazd może znaleźć się Jeremy Sochan. 19-letni debiutant nie ma oczywiście szans, by zagrać w zaplanowanym na niedzielę 19 lutego Meczu Gwiazd, ale podczas weekendu w Salt Lake City może odegrać swoją rolę. Dwa dni wcześniej, w piątek 17 lutego, odbędzie się Rising Stars Challenge, czyli turniej wschodzących gwiazd. I Sochan ma szansę wśród nich się znaleźć.

Dla debiutantów jest 12 miejsc. Jakby nie liczyć, Sochan się mieści

Mecze ligowej młodzieży przy okazji Weekendu Gwiazd rozgrywane są od 1994 r., w trakcie niespełna dwóch dekad format spotkania zmieniano czterokrotnie. Od poprzedniego roku zamiast meczu odbywa się turniej czterech zespołów – najpierw rozgrywane są półfinały, a potem finał. Każda z drużyn ma w składzie siedmiu graczy, których wybiorą legendy NBA.

Jeremy SochanDrużyna Sochana pobiła rekord NBA. Kibice poszli na całość. Brawo, brawo

Nazwiska byłych gwiazd, które zbudują i poprowadzą drużyny, nie są jeszcze znane, ale wiadomo za to, że wśród 28 koszykarzy będzie 12 debiutantów, 12 zawodników grających w NBA drugi sezon oraz czterech z jej zaplecza, czyli G League. Sochan, mierzący 203 cm wzrostu skrzydłowy San Antonio Spurs, mieści się oczywiście w tej pierwszej kategorii.

Czy zmieści się w gronie wybranych? Pod względem najbardziej typowych statystyk reprezentant Polski od początku sezonu znajduje się w szerokiej czołówce debiutantów:

  • jest ósmy, jeśli chodzi o czas gry (średnio 25,7 minuty na mecz)
  • ósmy pod względem zdobywanych punktów (8,8)
  • siódmy w zbiórkach (4,8)
  • piąty w asystach (2,4)

Nie są to liczby olśniewające, ale solidne - na pewno. W gronie pierwszoroczniaków Sochan mieści się też w pierwszych dziesiątkach pod względem przechwytów (0,8) i bloków (0,5), a podsumowując krótką wyliczankę, można powiedzieć, że pod względem statystyk Polak jest mniej więcej tam, gdzie był w drafcie – Spurs wybrali go w czerwcu z dziewiątym numerem.

"Jeremy powinien być pewniakiem. To jeden z najlepszych debiutantów w lidze"

Teraz, w połowie sezonu, w rozmaitych rankingach i zestawieniach pierwszoroczniaków Sochan umieszczany jest właśnie na granicy pierwszej i drugiej dziesiątki. Błyszczą natomiast ci, którzy mieli błyszczeć – najlepszym debiutantem jest na razie wybrany z pierwszym numerem draftu Paolo Banchero z Orlando Magic (21,1 punktu oraz 6,6 zbiórki), wysoko oceniani są także Bennedict Mathurin z Indiana Pacers (17,1 punktu, w drafcie był szósty) czy Jaden Ivey z Detroit Pistons (15,1 punktu oraz 4,3 asysty, piąty w drafcie), a także Jabari Smith z Houston Rockets czy Keegan Murray z Sacramento Kings wybierani odpowiednio z numerem trzecim i czwartym.

Jeremy Sochan i Gregg PopovichRewolucja w rzutach Sochana. Co za przemiana. "Wielu obawiałoby się, że to ich zawstydzi"

Ich udział w meczu wschodzących gwiazd podczas Weekendu Gwiazd jest przesądzony, o ile nie przeszkodzą im kontuzje. Ale i Sochan ma na to duże szanse. – Jeremy powinien być pewniakiem – uważa Tom Orsborn, dziennikarz "San Antonio Express News". – To jeden z najlepszych debiutantów w lidze i trzeba podkreślić, że jego wkład w grę jest większy niż widać to w statystykach.

- Sochan praktycznie mecz w mecz pilnuje czołowych graczy rywali i często gra jako rozgrywający, a to nie są łatwe zadania dla debiutanta. Dość oczywiste jest, że z biegiem czasu Jeremy rozwinie się na gracza pokroju Draymonda Greena [skrzydłowy mistrzowskich Golden State Warriors – red.], czyli gracza, który dobrze broni, podaje, zbiera i może rozciągać defensywę rywala dzięki zagrożeniu rzutem za trzy. Już poprawił skuteczność z wolnych, od kiedy zaczął rzucać jedną ręką, kwestią czasu jest, gdy poprawi trójki. Reasumując: Sochan spisuje się naprawdę dobrze jak na 19-latka, który tylko rok grał na uczelni – mówi Orsborn.

Sochan od początku sezonu gra dość równo, ale jednocześnie widać delikatny postęp. Jego 38 dotychczasowych występów można podzielić na 20 spotkań przed listopadową kontuzją mięśnia uda i 18 meczów, które rozegrał po jej wyleczeniu. W najbardziej widocznych statystykach widać między tymi niemal równymi częściami różnice:

  • minuty wzrosły z 24,7 do 26,5 na mecz
  • punkty z 8,05 na 9,6
  • zbiórki z 4,05 na 5,7
  • asysty z 2,0 na 2,8

Sochan chce dawać radość dzieciakom

Ale, jak mówi Orsborn, statystyki to nie wszystko. Sochan to najbardziej efektowny gracz Spurs, który regularnie podrywa kibiców imponującymi wsadami. Tymi z powietrza, gdy ładuje z góry piłki rzucane nad obręcz, ale też akcjami, w których skacze nad głowami przeciwników. Wiedzą coś o tym Domantas Sabonis z Sacramento Kings czy Jaren Jackson z Memphis Grizzlies, wyróżniający się wysocy gracze ligi, których Sochan "wziął na plakat".

Jeremy SochanSochan za nic miał najlepszego obrońcę NBA. Co za akcja Polaka [WIDEO]

Reprezentant Polski gra efektownie, a do tego jest rozpoznawalny i wyrazisty. Kilka tygodni temu zmienił technikę wykonywania rzutów wolnych – odstawił lewą rękę podtrzymującą piłkę, został przy samej prawej. Niecodzienna rewolucja poprawiła skuteczność, ale też dała mu trochę rozgłosu. Podobnie jak regularnie zmieniany kolor włosów, który w połączeniu z numerem 10 na koszulce Spurs upodabnia go do Dennisa Rodmana. Właściwie nie ma transmisji, w której nie byłoby porównań Sochana do ekscentrycznego "Robaka", króla zbiórek w NBA. Ostatnio Polak zaprezentował blond z niebieskimi i fioletowymi kwiatami, i niewątpliwie przygotowałby coś równie oryginalnego na tak wyjątkowe wydarzenie, jak Weekend Gwiazd.

O tym, czy ostatecznie się tam pojawi, zadecydują ligowe legendy - rok temu drużyny wybierali Rick Barry, Gary Payton, Isiah Thomas i James Worthy. Teraz, niezależnie od tego, kto się pojawi w tym gronie, trudno sobie wyobrazić, by Sochan nie był brany pod uwagę. Fani NBA kochają dobrą koszykówkę, ale też niebanalny show, a Polak jest w stanie pokazać i jedno, i drugie. - Chcąc być profesjonalistą, zawodowym koszykarzem, chcę jednocześnie jak najlepiej się bawić, czuć jak największą radość - mówił Sport.pl Sochan miesiąc przed tym, jak Spurs wybrali go w drafcie.

- Kocham tę grę, mam wielką pasję. Ale chcę też mieć z niej jak najwięcej radości i chcę ją pokazywać – tak, żeby dzieciaki czy nawet inni gracze to czuli i widzieli, że można się nią cieszyć, będąc naturalnym - tłumaczył Sochan. I z takim nastawieniem też pasuje do Weekendu Gwiazd.

Więcej o: