Tyrell Terry został wybrany w 2020 r. w drafcie przez Dallas Mavericks. W październiku zeszłego roku został zwolniony przez klub z Teksasu. Dwa miesiące później podpisał 10-dniowy kontrakt z Memphis Grizzlies, który pozwolił przenieść go do Memphis Hustle grającego w NBA G League. Tam po niezłym początku zaczął przesiadywać całe mecze na ławce rezerwowych. Ostatni raz w składzie meczowym widniał w kwietniu tego roku, w ostatnim meczu rundy zasadniczej minionego sezonu. Z jego zdrowiem psychicznym było coraz gorzej.
Od wiosny Terry nie miał żadnej styczności z profesjonalną koszykówką. Potencjalny powrót oddalał się z każdym dniem. Ostatecznie 22-latek postanowił nie tylko zakończyć karierę, ale też całkowicie zrezygnować z basketu. Bez regularnej gry i treningów odstawał od reszty kandydatów do NBA, ale na decyzję aspekt sportowy praktycznie nie miał wpływu. Jego psychika miała dosyć koszykówki.
Terry zapowiadał się jako jeden z najinteligentniejszych koszykarzy swojego pokolenia w USA. Pobił rekord w teście IQ organizowanym przez firmy związane z NBA. Czarował w liceum, a skauci zaczęli go obserwować już na pierwszym roku jego studiów i gry w Stanford. Podjął jednak decyzję o zmianie życiowej drogi.
"Zdecydowałem się całkowicie porzucić grę, która była częścią mojej tożsamości. Czymś, co kierowało mną przez życie, odkąd zacząłem stawiać pierwsze kroki. Choć osiągnąłem coś niesamowitego, mam wyjątkowe wspomnienia i zdobyłem przyjaciół na całe życie, to przeżyłem też najgorsze chwile w moim życiu. Było źle do tego stopnia, że koszykówka zamiast mnie budować i motywować, zaczęła mnie niszczyć" - napisał w poście na Instagramie. Profil ustawił jego prywatny.
W trakcie koszykarskiej kariery zmagał się z silnymi napadami lękowymi, ogarniało go uczucie niepokoju. Kłopoty ze zdrowiem psychicznym mocno się na nim odbiły. Przestał kochać koszykówkę.
22-letni Terry nie zdradził, co planuje w przyszłości, ani czy wróci do sportu w jakiejkolwiek roli.