Solidny Sochan to znów za mało. Kolejna porażka Spurs. Szalony wynik w Sacramento

Jeremy Sochan miał sporo pracy na parkiecie w wyjazdowym meczu San Antonio Spurs z Portland Trail Blazers. Jego zespół przegrał 110:117, ale Polak był jedną z jaśniejszych postaci ekipy z Teksasu.

Jeremy Sochan mógł zagrać jako silny skrzydłowy, czyli na swojej ulubionej pozycji. Trener San Antonio Spurs miał do dyspozycji Tre Jonesa, którego ostatnio zabrakło z powodu bólu brzucha. Wcześniej trzeba było uzupełnić lukę po nim i polski koszykarz grał na pozycji niskiego skrzydłowego. Sochan musiał jednak ciężko pracować w obronie. Blokował rzuty największej gwiazdy Portland, Damiena Lillarda. Z Polakiem na parkiecie Spurs wyglądali o niego lepiej.

Zobacz wideo Jeremy Sochan porównany do gwiazdy NBA. "W tym wieku to imponujące"

Sochan pokazał się z solidnej strony

Jedyny koszykarz z Polski w NBA był na parkiecie w Portland przez prawie 27 minut. W tym czasie zdobył sześć punktów, zanotował cztery zbiórki (wszystkie w obronie) i cztery asysty. Dorzucił do tego dwa bloki (oba na Lillardzie). Jeden blok miał miejsce pod samym koszem, a za drugim razem zablokował rzut za trzy punkty. Zanotował tylko jedną stratę, ale miał aż pięć fauli na koncie. Po szóstym zostałby wyrzucony z boiska.

Sochan grał solidnie w defensywie, gdzie wyróżniał się na tle kolegów wyczuciem czasu i zaangażowaniem. Z nim na parkiecie Spurs byli zdecydowanie na plusie, mieli aż 18 punktów więcej od Portland. Kluczowy był jednak czas gry dla Polaka, kiedy zespół ze stanu Oregon rzucał jak natchniony i mieli wówczas 25 punktów zdobytych więcej.

Trening reprezentacji IranuBurza przed startem MŚ. Legenda odmówiła wyjazdu na mundial. Wyjątkowa decyzja

Spurs postawili się faworytom

Portland prowadzi w tabeli Konferencji Zachodniej, ale trzeba przyznać, że "Ostrogi" napsuły im krwi. Pierwszą kwartę Trail Blazers wygrali minimalnie, 30:29. W drugiej wyrobili sobie kilka punktów przewagi. Trzecią odsłonę niespodziewanie przegrali 31:33 i do czwartej kwarty gospodarze przystępowali z czterema punktami przewagi.

Na siedem minut przed końcem meczu pachniało sensacją, bowiem Spurs prowadzili 104:98. Jednak od tego momentu Portland rzucało jak natchnione. W ciągu kilku minut gospodarze rzucili 19 punktów, co pozwoliło im wygrać 117:110.

Robert Lewandowski i Czesław MichniewiczTakim składem Polska ma zagrać z Chile. Michniewicz podjął kluczową decyzję

San Antonio przegrało siódme z ostatnich ośmiu spotkań. Przed sezonem można było się spodziewać serii gorszych wyników, ale na pewno zaskoczeniem jest postawa ekipy z Teksasu, która sporą część meczu nie odstawała od Portland. Wpływ na to miała dobra gra Sochana w obronie. Najskuteczniejszy w ekipie gości był Jako Poeltl, który zdobył 31 punktów.

Z kolei w Portland trzech zawodników popisało się wysoką skutecznością. Lillard, Jerami Grant i Anfernee Simons zdobyli razem aż 74 punkty.

Spurs są na 13. miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej, co oznaczałoby dla nich koniec sezonu po fazie zasadniczej.

 

Szalona noc w NBA

Wszystkie zespoły grające w nocnych meczach NBA rzuciły ponad 100 punktów. Niespodzianką jest wysoka wygrana Sacramento Kings z Brooklyn Nets. Zespół z Kalifornii rzucił aż 153 punkty przy 121 punktach przeciwnika.

Ważne zwycięstwo zanotowali koszykarze New York Knicks, ogrywając na wyjeździe Utah Jazz 118:111. Z kolei Dallas Mavericks wypuścili wysokie prowadzenie z Los Angeles Clippers. Zbyt często się dekoncentrowali, ale ostatecznie dowieźli wygraną do końca, zwyciężając 103:101. W ostatnim nocnym meczu New Orleans Pelicans ograli Memphis Grizzlies 113:102.

Więcej o: