Polacy pokazali moc. Chorwacja pokonana i mamy 1. miejsce w grupie

Dwa mecze, dwa zwycięstwa. Reprezentacja Polski koszykarzy udanie zakończyła rok. Zwyciężyła najpierw ze Szwajcarią, a potem z Chorwacją 87:79. O ile w pierwszym meczu Polacy wypadli dość przeciętnie, o tyle w niedzielę w Zagrzebiu pokazali moc. I wskoczyli na pierwsze miejsce w grupie.

W niedzielę zmierzyliśmy się z inną Chorwacją niż ta, która ograła Polaków przed EuroBasketem na Torwarze. Wtedy po parkiecie biegali Dario Sarić, Ivica Zubac, Bojan Bogdanović, Krunoslav Simon, Mario Hezonja czy naturalizowany Amerykanin Jaleen Smith.

Zobacz wideo Jak bardzo zaskoczył Michniewicz? "Wprowadził nas wszystkich nieco w maliny"

W niedzielę – taki urok listopadowego okienka – Chorwaci musieli radzić sobie bez gwiazd z NBA i Euroligi.

Ale i my nie byliśmy w Zagrzebiu tą samą ekipą, co w sierpniu w Warszawie. W niedzielę w zespole Igora Milicicia zabrakło Mateusza Ponitki z euroligowego Panathinaikosu czy odpoczywającego A.J Slaughtera.

Letnie starcie obu ekip było dla polskich kibiców preludium do gigantycznych emocji, które przyniosły mistrzostwa Europy i mecze o medal. Na Torwarze Ponitka i spółka postawili się naszpikowanej gwiazdami Chorwacji, byli o krok od zwycięstwa, przegrali minimalnie 69:72.

Dziś jesteśmy jednak w zupełnie innym miejscu. Mecze prekwalifikacji nie mają już takiej temperatury, jako współgospodarz awans do EuroBasketu w 2025 r. dostaliśmy z urzędu. Dlatego wynik niedzielnego starcia w Zagrzebiu nie był aż tak istotny. Ale styl gry, podtrzymanie genu zwyciężania – już jak najbardziej.

Selekcjoner nie ma łatwego zadania: z jednej strony musi dawać szanse młodym graczom, jak Andrzej Pluta junior, czy Szymon Wójcik, a z drugiej budować już drużynę na imprezę, do której zostały niemal trzy lata. W czwartek ze Szwajcarią wyszło słodko-gorzko: polscy koszykarze wygrali co prawda w Lublinie 79:64, ale do przerwy przegrywali ze słabeuszem pięcioma punktami i mogli się wstydzić tego, jak grają.

W niedzielę z Chorwacją wyszło dużo lepiej – znowu wygraliśmy, ale styl zwycięstwa był już o wiele lepszy.

Choć do przerwy przegrywaliśmy 34:37 i nie wyglądaliśmy dobrze. W ataku trafialiśmy ledwie co trzeci rzut z gry, a przede wszystkim graliśmy zbyt wolno, aby zaskoczyć Chorwatów. A w obronie mieliśmy problem z dwójkową grą rywali.

Z dobrej strony pokazali się ci, którzy mogą stanowić o sile zespołu w 2025 r. – Aleksander Balcerowski już w pierwszej kwarcie zdobył siedem punktów, błysnął odważny debiutant, czyli Andrzej Pluta junior, który do przerwy zdobył osiem punktów, a potencjał w roli rozgrywającego pokazał Łukasz Kolenda.

Reszta zawodziła, na czele z debiutantem, o którym mówiło się najwięcej, czyli Geoffreyem Grossellem.

Status 29-letniego amerykańskiego środkowego Legii jest jasny: otrzymał polski paszport, więc grzechem Milicicia byłoby go nie sprawdzić. Ale na karierę w kadrze Grosselle raczej liczyć nie powinien, ponieważ PZKosz chciałby zaproponować kolejny paszport graczowi obwodowemu, bo tam mamy największe deficyty.

Grosselle w Zagrzebiu był bezproduktywny. Zagrał ledwie 11 minut, nie trafił ani jednego rzutu, zebrał dwie piłki. I w drugiej połowie ugrzązł na ławce. Na parkiet już nie wrócił, tym bardziej że Polacy – tak samo jak w czwartek w Lublinie – w drugiej połowie wrzucili wyższy bieg i grali wręcz z nut.

Już trzecią kwartę wygraliśmy 24:19, ale to w czwartej zagraliśmy prawdziwy koncert. Seriami trafialiśmy za trzy (Jarosław Zyskowski i Jakub Garbacz trafili w meczu odpowiednio trzy na cztery oraz pięć na 11 za trzy), doskonale prezentował się Balcerowski, który pokazał, że na pozycji środkowego nie ma przeciwnika, Andrzej Pluta także dołożył trójkę i kilka udanych akcji. I w pewnym momencie przejęliśmy mecz - nasze najwyższe prowadzenie w ostatniej ćwiartce wynosiło 15 punktów!

Ale w końcówce przyszło rozluźnienie. I do końca musieliśmy bronić nie tyle zwycięstwa w meczu, ile wygranej co najmniej czterema punktami – bo takie pozwoliło nam przeskoczyć Chorwację i wskoczyć na fotel lidera grupy E prekwalifikacji.

Końcówka była chaotyczna, ale skończyło się dobrze dla Polaków – wygraliśmy 87:79 i zrewanżowaliśmy się Chorwatom za porażkę w sierpniu.

Prekwalifikacje do EuroBasketu 2025, Chorwacja - Polska 79:87 (21:18, 13:19, 24:19, 29:23)

Więcej o: