Odrodzenie potęgi. Legia w wielkim finale. Największy sukces od 1969 r.

Jeszcze dekadę temu Legia tułała się po odmętach III ligi. Dziś jest już pewna gry w wielkim finale Energa Basket Ligi. W poniedziałek zespół Wojciecha Kamińskiego pokonał Anwil Włocławek 87:77 i wygrał całą serię 3-0.

Niecałe dwie minuty do końca meczu. W hali na warszawskim Bemowie parno, gorąco, głośno. Legia prowadzi, ale tylko trzema punktami 75:72. Piłkę w ręce ma Kamil Łączyński, jeden z najlepszych w Polsce rozgrywających, warszawiak w barwach Anwilu. Może wyrównać, rzuca za trzy. Ale pudłuje.

Zobacz wideo Marcin Gortat i Bogusław Leśnodorski zainwestowali w żyłę złota. Biznes marzeń

Jarosław JechorekJarosław Jechorek: Umieram. Jestem pogodzony. Rak mnie pokona

Odrodzenie potęgi – z III ligi do wielkiego finału

Akcja przenosi się na drugą stronę z parkietu, tym razem piłkę trzyma pod pachą Łukasz Koszarek – weteran, legendarny rozgrywający, od tego sezonu występujący w Legii, ale związany z Warszawą od przeszło 20 lat, wychowujący się w Polonii u trenera Wojciecha Kamińskiego – dziś jego szefa w Legii.

I trafia, za trzy! Robi się 78:72, legioniści nie oddają już prowadzenia, odczekują kilkadziesiąt sekund, by za chwilę pofrunąć pod sam sufit hali – jest zwycięstwo w trzecim meczu serii z Anwilem, jest awans do wielkiego finału Energa Basket Ligi!

Dla Legii to jeden z największych sukcesów w jej historii, ukoronowanie "odrodzenia potęgi" – jak jej władze nazywają wskrzeszenie koszykarskiej sekcji warszawskiego klubu. Równo dekadę temu Legia wegetowała w III lidze, na czwartym poziomie – amatorskim. Jej kibice zrzucali się, by drużyna miała za co wlać benzynę do baku przed meczem wyjazdowym, a koszykarze mieli przyzwoite buty do gry.

Awans do I ligi uzyskała w 2014 r., też na Bemowie, też w hali wypełnionej po brzeg, trzy lata później spełniła marzenie o awansie do ekstraklasy. A dziś jest już jedną z dwóch najlepszych drużyn w kraju. W niedzielę awans do finału ekstraklasy mógł zapewnić sobie Śląsk, ale być może najlepszy mecz w swojej historii zagrali Czarni, którzy wrocławian zmiażdżyli różnicą 63 punktów. Śląsk wciąż prowadzi w serii 2-1, ale szampany jeszcze muszą się mrozić.

Oszałamiający kontrakt dla Jokicia? Ponad ćwierć miliarda dolarów. Najwięcej w NBAOszałamiający kontrakt dla Jokicia? Ponad ćwierć miliarda dolarów. Najwięcej w NBA

Legia przed poniedziałkowym meczem też prowadziła 2-0, ale w tegorocznych play-off była i jest niemal bezbłędna. W pierwszej serii bez porażki wyrzuciła z rozgrywek mistrza Polski – Stal Ostrów. I z Anwilem rozprawiła się w tym samym stylu – wygrywając 3-0.

Poniedziałkowy mecz był taki, jak jej ostatnie akcje – Legia próbowała zbudować przewagę, odskoczyć, dać sobie komfort gry, ale wciąż czuła na karku oddech Anwilu – zdziesiątkowanego, ale walczącego.

Co prawda w drugiej kwarcie Legia zbudowała aż 12-punktową przewagę, to jednak ekipa Przemysława Frasunkiewicza wciąż była w grze – tym razem za sprawą Michała Nowakowskiego i Kyndalla Dykesa. Zresztą szkoleniowiec Anwilu szukał na Bemowie nowych rozwiązań – po ostatnim meczu, w którym włocławianie przegrali z Legią 71:77, kapitulując w pierwszej kwarcie (3:23), tym razem więcej szans gry otrzymali dotychczasowi rezerwowi. Jonah Mathews zagrał 25 minut (zdobył ledwie dziewięć punktów), Kamil Łączyński na parkiecie spędził bezproduktywne 24, Żiga Dimec – 17.

Ale Legia w tegorocznych play-off nie zawodzi. W poniedziałek rozrzucała się za trzy. Raymond Cowels już w pierwszej połowie trafił trzykrotnie, Muhammad-Ali Abdur-Rakhman trafił przy dobrej selekcji trzy trójki na cztery próby, łącznie zespół uzbierał 10.

Imponowali też podkoszowi – Adam Kemp w 11 minut (zalany krwią, musiał zejść z parkietu) trafił sześć punktów, ale niemal wyłączył środkowych rywali, a Dariusz Wyka dołożył pięć zbiórek i osiem punktów – w tym dwa po wsadzie na finiszu czwartej kwarty, po którym hala eksplodowała z radości.

Łukasz Koszarek przypieczętował awans

Ale to Koszarek postawił kropkę nad i. – Nie wiem, czy zdobędę średnio siedem punktów na mecz, czy dwa więcej. Ani nie da mi to lepszego kontraktu, ani awansu do innego klubu. Chcę by zespół był dobry, żeby wszyscy byli z niego zadowoleni – mówił Sport.pl przed sezonem. Misja wypełniona.

W 10 lat, od kiedy Legia urosła z III ligi do ekstraklasy, zmieniło się niemal wszystko – ma możnych sponsorów, wsparcie „dużej" Legii. I już dziś jest jedną z najlepszych drużyn w kraju. Nie zmieniły się zaś dwie rzeczy – Legia wciąż ma oddanych kibiców, a mecze rozgrywa na Bemowie, w dawnym hangarze dla samolotów. Panuje to specyficzna, niespotykana nigdzie indziej atmosfera.

To będzie jej pierwszy medal mistrzostw Polski od 1969 r. – premierem w PRL był Józef Cyrankiewicz, rolę Jamesa Bonda „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" odegrał George Lazenby, a na taśmach produkcyjnych pojawił się najnowszy Fiat 125p. Najwyższy na nowy rozdział.

Drugi finalista może zostać wyłoniony we wtorek, gdy Śląsk o 20.20 podejmie Czarnych Słupsk. Transmisja w Polsacie Sport.

Legia Warszawa – Anwil Włocławek 87:77 (21:16, 27:28, 15:16, 24:17)

Więcej o: