Nadchodzi rewolucja w kadrze polskich koszykarzy. Tu nie będzie zabawy

Amerykanin Mike Taylor śmiał się, gdy w jego urodziny koszykarze rozmazali mu tort na głowie i pozwolił opublikować wideo w sieci. Chorwat Igor Milicić nigdy sobie na to nie pozwoli i to nie tylko dlatego, że krem zniszczy jego fryzurę. On jest jak prezes korporacji zorientowany na cel, a nie dobrą zabawę.

Kilka dni temu Polski Związek Koszykówki poinformował, że zakończył współpracę z Mikiem Taylorem – Amerykaninem, który prowadził reprezentację od 2014 r. Wydobył ją z poważnego dołka, odmłodził skład, poprowadził do ósmego miejsca na mistrzostwach świata w 2019 r. Szefowie związku uznali jednak, że teraz nadszedł czas na nowe rozdanie. W piątek ogłoszą, że nowym selekcjonerem został Igor Milicić – Chorwat z polskim paszportem, zadomowiony w naszym kraju trener, który ostatnio zdobył trzy tytuły mistrza Polski (dwukrotnie z Anwilem Włocławek, raz ze Stalą Ostrów Wlkp.).

Zobacz wideo Legia szaleje w LE! Taktyczny koncert Michniewicza i nieoczywisty bohater

Celem Milicicia będzie nie tylko dobry wynik na przyszłorocznym EuroBaskecie i awans na mistrzostwa świata. Nowy trener ma także odmłodzić skład, przeprowadzić zmianę pokoleniową. Zmiana na stanowisku selekcjonera na samym początku oznacza też na pewno zmianę kultury pracy.

Ekscytacja i amerykański przełom

Mike Taylor w 2014 r. wprowadził do reprezentacji luz. Ten dobrze znany, amerykański. Od początku zadbał o dobre relacje z zawodnikami – zaufał im, zbudował pewność siebie, natchnął optymizmem, nauczył cieszyć się z samego faktu bycia reprezentantem Polski. Przed jego przyjściem to wcale nie było takie oczywiste.

Słowem rozpoznawczym Taylora było "excited" – powtarzał je od początku, właściwie w każdej wypowiedzi. Tą ekscytacją zaraził koszykarzy, na bazie atmosfery zbudował zespół. Ale oczywiście nie było tak, że jego praca opierała się tylko na tym – na początku każdego zgrupowania każdy z zawodników otrzymywał opasły tom z zagrywkami, koszykarze musieli uczyć się taktyki, o wariantach rozegrania kilkudziesięciu akcji krążyły legendy. Taylor miał swój pomysł na reprezentację.

– Preferował, lubił graczy, którzy mieli za sobą amerykańskie uczelnie, wdrażał amerykański system do kadry – mówi Szymon Szewczyk, pierwszy kapitan kadry Taylora. - Moim zdaniem za jego kadencji doszło do przełomu: weszliśmy na wyższy poziom nowinek, nauczyliśmy się nowoczesności. Zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną rzecz: a dokładnie na to, ilu trenerów urosło u jego boku. Jego asystenci w większości pracują w ekstraklasie, mają swoje zespoły – zauważa obecny zawodnik Anwilu.

"Biznesowe" podejście Igora Milicicia

Dobre spojrzenie na styl pracy Taylora i Milicicia ma też Kamil Łączyński, doświadczony rozgrywający, który grał u obu szkoleniowców. – Mike Taylor to trener, któremu przede wszystkim zależy na dobrym samopoczuciu zawodników. Dla niego atmosfera jest szalenie istotna, po przyjeździe na kadrę masz się czuć komfortowo w każdej sytuacji. Wiadomo, przyjeżdżasz ciężko pracować, by osiągnąć cel, ale na początku masz czuć się po prostu dobrze – mówi "Łączka".

– Natomiast Igor Milicić to wielki perfekcjonista. Oczywiście, Taylor też miał wszystko dopracowane, ale różnica jest znacząca – dodaje Łączyński. – Milicić wszystko ma rozpisane i zaplanowane, wszystko realizuje zgodnie z założeniami. Ma takie "biznesowe" podejście do drużyny. Jak wchodzi do hali, to nie wita się z zawodnikami, nie żartuje z nimi. Raczej się nie uśmiecha, rozpoczyna pracę. To zupełnie inaczej niż Taylor, który przybijał piątki, żartował.

– Oczkiem w głowie Milicicia jest taktyka – podkreśla Łączyński. – Pod tym względem jest perfekcyjnie przygotowany. Przemyślane ma nie tylko każde ustawienie, ale też każdy wariant, każdą zmianę. Wie, jak mamy grać w zależności od różnych układów piątki przeciwnika. 

– Mike Taylor też wiele czasu poświęcał taktyce, miał konkretny plan meczowy z wieloma założeniami. Ale Milicić idzie krok dalej, wszystko jest doprecyzowane, pogłębione w zdecydowanie większym stopniu. Analiza każdego zawodnika drużyny przeciwnej obejmuje kilka sezonów wstecz. Igor chce wiedzieć wszystko o jego przyzwyczajeniach, reakcjach – wylicza rozgrywający Anwilu.

Granie w kadrze było frajdą

Różnica w relacjach z koszykarzami może być znacząca. Taylor potrafił się śmiać, gdy koszykarze z okazji urodzin rozmazali mu na głowie tort z okazji urodzin. Nie miał nic przeciwko temu, by nagranie z tego wydarzenia zamieścić w mediach społecznościowych. 

Milicicia nie sposób wyobrazić sobie w takiej sytuacji. Nowy selekcjoner znany jest z dbałości o detale nie tylko dotyczące gry – Chorwat z polskim paszportem zwraca uwagę na swój wizerunek, u niego wszystko jest dopracowane. Zarówno garderoba, jak i relacje z dziennikarzami. Na przypadek nie ma miejsca.

– Wielu osobom nie pasował styl Taylora – ciągle "cool", ciągle "excited". Ale prawda jest taka, że on otworzył nam oczy na inny sposób komunikacji. Nie tylko na zewnątrz, ale i w samym zespole. Ludzie przyjeżdżali i chcieli grać w tej kadrze, to była frajda – wspomina Szewczyk.

– Oczywiście: to nie tak, że to był jakiś "śmieszek", a tak też go próbowano przedstawiać. Kiedy był na to czas, było fajnie, luźno. Ale potrafił też wyrazić dosadnie swoje zdanie – dodaje były kapitan kadry.

Przykładem może być sytuacja z Adamem Waczyńskim. Były kapitan reprezentacji w 2019 r. poróżnił się z prezesem PZKosz Radosławem Piesiewiczem, konflikt urósł do tego stopnia, że czołowy zawodnik zespołu zrezygnował z gry w kadrze. Taylor był nieugięty, trochę wbrew oczekiwaniom nie zachował się jako tzw. player’s coach, który zawsze stoi po stronie zawodnika. Ostatecznie, zmęczony tym, że Waczyński zmienia zdanie i jest niezadowolony ze sposobu wyboru kapitana reprezentacji, zrezygnował z koszykarza.

Od najlepszych wymagać łatwiej

Milicić, który ma wielkie doświadczenie z pracy w polskich klubach, relacji z gwiazdami przyjeżdżającymi na zgrupowania będzie się dopiero uczył. Nigdy nie prowadził reprezentacji, a w kadrze pracuje się zupełnie inaczej niż w klubie. Nie ma czasu na codzienne poprawki, okienka na mecze kadry są krótkie, nawiązanie porozumienia z zawodnikami i przekonanie ich do swojej filozofii i wymagań, na początku może być dla Milicicia wyzwaniem.

– Czy będzie umiał zbudować sobie autorytet? Myślę, że już go ma – mówi Szewczyk. - Polscy gracze widzą, czego dokonał w naszej lidze: zdobył trzy tytuły mistrza Polski. Poza tym to typ trenera, z którym można się porozumieć, umie stworzyć z zawodnikami więź – podkreśla doświadczony podkoszowy.

– Jestem bardzo ciekawy, jak Milicić przełoży swój styl pracy z klubu na reprezentację. Jak zorganizuje pracę w krótkim czasie – dodaje Łączyński. – Ma mnóstwo pomysłów, jest wymagający, oczekuje realizacji wszystkich szczegółów. Z drugiej strony – w reprezentacji spotka najlepszych polskich graczy, tych, którzy mają wysoką inteligencję koszykarską. W takim gronie łatwiej przekonywać do swojej przemyślanej wizji, a potem ją egzekwować – zauważa "Łączka".

Pytań jest sporo, odpowiedzi dopiero poznamy. Jedno jest pewne – nowy szef reprezentacji wprowadzi do kadry nowy styl pracy. Miliciciowi bliżej do prezesa korporacji, który jest nastawiony na cel i oczekuje systematycznej realizacji zadań. Będzie mniej luzu i uśmiechów, więcej koncentracji i rozliczania z pracy. Umowną zabawę i dobrą atmosferę zastąpią podejście biznesowe i skupienie na taktyce. Ale najważniejsze, żeby były wyniki.

Więcej o: