Prezes obiecywał złote góry. "A to i tak mało". Ale po MŚ Polacy nie zobaczyli premii. Absurdalne umowy

Podczas mistrzostw świata we wrześniu 2019 roku polscy koszykarze zajęli zaskakująco wysokie, ósme miejsce. Do dziś nie wszyscy otrzymali jednak za swój sukces premię, którą obiecał im PZKosz - informuje Rafał Tymiński z "Przeglądu Sportowego".

Polski Związek Koszykówki w trakcie wrześniowej imprezy w Chinach, przede wszystkim słowami prezesa Radosława Piesiewicza chwalił się, że koszykarze otrzymają gigantyczne premie. - 600 tysięcy za awans do ćwierćfinału? To mało. To bardzo mało w porównaniu do tego, na co się umówiliśmy. I powiem więcej: bardzo żałuję, że nie mogę wypłacić większych środków za awans do półfinału. Dla tak fantastycznych zawodników wykopałbym pieniądze nawet spod ziemi. Oni zrobili kapitalną robotę w Chinach - mówił Piesiewicz w rozmowie z WP SportoweFakty.

Zobacz wideo Marcin Gortat: "Dzisiaj skończyła się moja gra w koszykówkę"

Marcin Gortat komentuje: Mamy do czynienia z jakimś absurdem

Ale pieniędzy koszykarze jeszcze nie otrzymali. I tu dochodzimy do istoty sprawy, a więc do jesieni ubiegłego roku, kiedy koszykarze grubo po MŚ dowiedzieli się, że w premie wliczone są ministerialne stypendia, które przysługują sportowcom za zajęcie określonego miejsca w rywalizacji międzynarodowej. A około 60 procent z ustalonego w rozmowach miliona dla drużyny sfinansuje umowa ambasadorska z Energą, a więc głównym sponsorem koszykarskiej kadry.

Problem w tym, że przed turniejem nie wszyscy tę umowę podpisali. Nie zrobili tego kapitan kadry Adam Waczyński czy Mateusz Ponitka, który jako koszykarz Zenita Petersburg jest niejako związany z konkurencyjnym Gazpromem. Wstrzymał się również Dominik Olejniczak, który jako gracz NCAA [ligi akademickiej w USA] takiego podpisu po prostu złożyć nie mógł. Dokumentu nie parafował również Amerykanin z polskim paszportem, A.J Slaughter - informuje Rafał Tymiński z "Przeglądu Sportowego".

Do sprawy publicznie odniósł Marcin Gortat, który kilka lat temu zrezygnował z gry w kadrze. - Wypłacenie premii uzależnione od przekazania praw do wizerunku? O czym my tu w ogóle mówimy? Przez cały okres mojej gry w kadrze sprawa premii wyglądała tak, że pieniądze po prostu przekazywano na konto. Jedyne, co miałem podpisać, to pokwitowanie. Tutaj mamy do czynienia z jakimś absurdem - pisał Gortat o działaniach PZKosz na Twitterze.

"Od razu zwróciłem na to uwagę"

Koszykarze w rozmowie z Tymińskim przyznają, że pewne zapisy w umowie mocno ich zdziwiły. W dokumentach mogli np. przeczytać: "zakaz propagowania postaw i ideologii sprzecznych z art. 18 Konstytucji RP, stanowiącym, iż małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej".

- Od razu zwróciłem na to uwagę. Nie wiem, co by było, gdybym wypowiedział się na temat równouprawnienia osób homoseksualnych? Raczej zastosowano by wobec mnie jakieś potrącenie, bo konsultowałem się z prawnikiem. Uznałem jednak, że podpiszę, bo po prostu chciałem dostać pieniądze! Nie będę samotnie kładł się przed czołgiem - mówi Tymińskiemu jeden z zawodników, który zachowuje anonimowość.

"Grube nieporozumienie"

Anonimowo nie wypowiada się za to Waczyński, który nie został powołany przez Mike'a Taylora na lutowe mecze eliminacyjne z Izraelem i Hiszpanią do EuroBasketu. On nie podpisał umowy, a całą sprawę nazywa teraz "grubym nieporozumieniem". Waczyński dodaje, że w trakcie rozmów z PZKosz nie było mowy o tym, że wypłacenie premii może mieć jakikolwiek związek z zawieraniem przez koszykarzy umów sponsorskich.

Co na to sam PZKosz? Rzecznik Paweł Łakomski zapewnił "PS", że związek dogada się ze wszystkimi graczami i wypłaci im całość pieniędzy inną drogą niż poprzez umowę "ambasadorską". Podobnie Energa, która zapewniła gazetę, że "weryfikuje treść zawartych umów ambasadorskich oraz rozważa dostosowanie ich do nowych standardów".

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .



Więcej o: