Rodman opowiedział o imprezie z Kim Dzong Unem. "Byliśmy pijani jak cholera"

- Gdy poprosili mnie o wyjazd do Korei Północnej, pomyślałem sobie: "Tak, czemu nie, pojadę, rozdam trochę autografów, zrobię show i zagram w meczu koszykówki". Wtedy nie wiedziałem nic o Korei. Byłem cholernie głupi - powiedział Dennis Rodman, były koszykarz Chicago Bulls, w podcaście Mike'a Tysona, Hotboxin'.

Dennis Rodman to jedna z legend Chicago Bulls. Wiedzą o tym z pewnością m.in. wszyscy, którzy oglądają hitową produkcję Netfliksa, "Last Dance". Rodman to jednak nie tylko legenda "Byków" i całej NBA. To także jeden z najbardziej kontrowersyjnych zawodników w historii.

Zobacz wideo Marcin Gortat o sytuacji na Florydzie: Jest kompletnie inaczej niż przed potężnym huraganem

"Myślałem, że idę do więzienia"

Kontrowersji związanych z Rodmanem nie brakuje także po zakończeniu jego kariery, o czym świadczy m.in. jego relacja z pierwszej wizyty w Korei Północnej, gdzie były zawodnik poznał dyktatora Kim Dzong Una, którego później wielokrotnie nazywał swoim przyjacielem. Na początku o nim i jego kraju nie wiedział jednak zbyt wiele. 

- Gdy poprosili mnie o wyjazd do Korei Północnej, pomyślałem sobie: "Tak, czemu nie, pojadę, rozdam trochę autografów, zrobię show". Wtedy nie wiedziałem nic o Korei. Byłem cholernie głupi - powiedział Rodman w podcaście Mike'a Tysona, Hotboxin'. - Powiedziałem mojemu agentowi, że pojadę tam, jeśli będę bezpieczny i tak dalej. Było tak fajnie, kiedy wysiadłem z samolotu, a przed nim czekał czerwony dywan. Wyszedłem, a wokół było 80 osób, które pytały: "Czy jesteś szczęśliwy, że przyleciałeś do Korei Północnej?" - dodał.

Później nie było już tak kolorowo. Rodman w pewnym momencie znalazł się w eskorcie służb mundurowych i pomyślał, że jest aresztowany. - Myślałem, że idę do więzienia. Zastanawiałem się: "Co ja ku*wa zrobiłem w Ameryce?".

Rodmana nikt rzecz jasna nie aresztował. Służby mundurowe eskortowały go jedynie na spotkanie z dyktatorem i przywódcą kraju, Kim Dzong Unem. Do momentu samego spotkania Rodman nie wiedział jednak, kim jest Kim Dzong Un, z którym miał się spotkać na koszykarskiej arenie.

- Podszedłem do biurka i usiadłem na jednym z krzeseł w królewskim stylu. Nagle 22 tysiące Koreańczyków zaczęło klaskać. To było głośne klaskanie i wiwatowanie. Myślałem, że robią to dla mnie, więc wstałem i zacząłem machać. Ktoś powiedział wtedy: "To nie dla ciebie, to dla niego". I wskazał na jakiegoś faceta. Zapytałem: "Kim on jest?". Odpowiedziano mi: "Przywódcą". Ja na to: "Przywódcą czego?" - opowiedział 58-latek.

Denis Rodman o spotkaniu z Kim Dzong Unem: "Byliśmy pijani jak cholera"

- Kiedy on wszedł, ludzie zaczęli płakać. Kiedy w końcu przeszedł przez tłum, on usiadł obok mnie i zaczął ze mną rozmawiać po koreańsku. Obok byli tłumacze, którzy przekazywali mi jego słowa. "Lubisz mój kraj?".

- Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o koszykówce. Mecz się skończył, a on powiedział do mnie: "Cieszymy się twoim towarzystwem, zjedzmy dziś wieczorem kolację, będzie trochę karaoke, napijemy się trochę wódki" - zdradził Rodman. - Następną rzeczą, jaką pamiętam, była kolacja, na której byliśmy pijani jak cholera. On zaczął śpiewać karaoke, ale nie miałem pojęcia, o czym śpiewa. Wszyscy zaczęli klaskać, a później przed nami zaczął tańczyć zespół 18 dziewczyn. Były gorące, ale tańczyły tylko przy jednej piosence" - dodał.

- Byliśmy dobrymi przyjaciółmi. A w politykę się nie angażowałem. Relacja wywiązała się ze sportu, więc nigdy nie rozmawiałem z nim o polityce. Widziałem wojsko, widziałem pociski. Widziałem wszystko - zakończył Rodman.

Przeczytaj także: