"Jordan był dupkiem. I nie umiał liczyć pieniędzy". Ale został miliarderem

Michael Jordan miał w nosie ten kontrakt. Chciał grać w Adidasach, a jedyne o co pytał przedstawicieli Nike, to czy dadzą mu furę. Do podpisania kontraktu zmusiła go matka. Utalentowany dzieciak z Północnej Karoliny złożył w końcu parafkę na umowie, dzięki której został pierwszym w historii sportowcem-miliarderem. A buty z jego frunącą sylwetką stały się równie legendarne, jak on sam.

- Michael Jordan był dupkiem. I nie umiał liczyć pieniędzy - wspominał ich pierwsze spotkanie Sonny Vaccaro, człowiek, który połączył kontraktem MJ’a i Nike. Dzieciak w spodenkach North Carolina nie znał się wtedy na interesach. Znał się za to na podniebnych wyczynach, a młoda firma z Oregonu postanowiła to wykorzystać. Charyzmatyczny agent o szemranym wyglądzie, Sonny Vaccaro, namówił szefów Nike’a, żeby postawili wszystko na jedną kartę, na Michaela Jordana. Mieli do dyspozycji 2,5 miliona dolarów i weszli all inn. 

Kosmiczny kontrakt dla Jordana 

W latach. 80 NBA była zdominowana przez Converse’a i Adidasa. Marki butów traktowano jako kontrakty niższej kategorii. Takie gwiazdy jak Larry Bird, Magic Johnson, czy Isiah Thomas mogły liczyć na umowy w granicach kilkudziesięciu tysięcy dolarów rocznie. Tylko Kareem Abdul-Jabbar dostawał 100 tys. dolarów. W Nike wiedzieli, że muszą przebić wszystkich. Przygotowali całą strategię sprzedaży butów: dedykowaną dla Michaela linię Air Jordan, 25 procent z każdej sprzedanej pary, dodatkowe wpływy ze sprzedaży innych butów oraz 500 tys. dolarów za trzy lata. Jordan wciąż nie wyglądał na przekonanego i dopytywał tylko - A dacie mi samochód? - wspomina Vaccaro w książce “Michael Jordan, Życie”. Był nieznośnie irytujący, ale tylko kompletny wariat nie podpisałby takiego kontraktu. Mimo wszystko MJ poszedł jeszcze na spotkania do Convers’a i Adidasa. Ich oferty nawet nie zbliżały się do tej Nike. Jordanowi przemówili do rozumu rodzice. Niedługo później zaczęło się szaleństwo. 

Zobacz wideo Marcin Gortat o sytuacji na Florydzie: Jest kompletnie inaczej niż przed potężnym huraganem

Zakazane buty

- Niech spier… - dokładnie tak zareagowali w Nike na list z NBA. Władze ligi zabraniały Jordanowi grać w kolorowych butach, a za każdy rozegrany w nich mecz Nike musiało zapłacić 5000 dolarów kary. Nic lepszego nie mogło im się trafić. Jordan dalej grał w swoich butach, Nike płaciło kary, a z zakazu NBA zrobiło kampanię reklamową. “15 września Nike stworzyło rewolucyjne buty do koszykówki. 18 października wyrzuciło je z gry. Na szczęście NBA nie może powstrzymać ciebie. Air Jordany, od Nike” brzmiał tekst reklamy. Wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej, więc ludzie dosłownie rzucili się do sklepów. Pierwsze Air Jordany nazwano “The Banned” (zakazane), a księgowe w Oregonie nie nadążały z podliczaniem słupków. Plany sprzedażowe zakładały 3 miliony dolarów w czwartym roku sprzedaży. Po pierwszym miesiącu Air Jordany przyniosły 70 mln. dolarów przychodu, po pierwszym roku 126 mln. dolarów. 

Jak Jordan przebił zarobkami wszystkich Lakersów

W kilku pierwszych meczach Air Jordany nie były jeszcze gotowe. Michael grał w modelu Air Ship. “The Banned” pojawiły się jednak dość szybko. To w nich po raz pierwszy w życiu wystąpił przeciwko Knicks w Madison Square Garden, o czym opowiadał w “The Last Dance”. Czerwono-czarne buty na jego stopach fruwały też pod koszami w trakcie pierwszego weekendu gwiazd. I wtedy gdy wygrał konkurs wsadów i w meczu, w którym Isiah Thomas i Magic Johnson zmówili się przeciwko MJ’owi, by wyłączyć go z gry, choć obaj temu zaprzeczają. Podobno chodziło nie tylko o boiskową bezczelność Michaela i jego niespotykany talent, ale też o kontrakt który zalazł gwiazdom za skórę. Magic Johnson zarabiał wtedy 2,5 mln dolarów w Lakersach. Budżet całej drużyny wynosił 8,5 miliona. Tymczasem Jordan po miesiącu gry mógł liczyć na 17,5 miliona dolarów z samych butów. Kto by się nie wkurzył. Zresztą MJ nigdy o tym nie zapomniał i gdy po zakończeniu kariery wstąpił po do Galerii Sław NBA przypomniał Thomasowi i Magikowi tamten mecz. - Nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zmotywowali. Nie wiadomo, czy osiągnąłbym to, co osiągnąłem gdyby nie oni - mówił z przekąsem Jordan.

MJ: Ja tylko podskoczyłem

Sylwetka Jordana w logotypie marki nie pojawiła się od razu. Najpierw była piłka ze skrzydłami. Fruwający Jordan znalazł się na butach dopiero w 1987 roku. Inspiracja pochodziła ze zdjęcia zrobionego w stroju reprezentacji USA. Jordan zdobył przecież dwa złote medale olimpijskie. Nie tylko z Dream Teamem w Barcelonie w 1992 r., gdzie logotyp na dresie Reeboka zasłonił amerykańską flagą. Był także mistrzem olimpijskim z 1984 roku, tyle że grał wtedy w Conversach (te finałowe sprzedano na aukcji w 2017 roku, za 144 tys. USD). Historię zdjęcia zdradził w NBC - Nawet nie zapakowałem do kosza, choć ludzie tak myślą. Po prostu podskoczyłem z rozpostartymi rękami i nogami. Tak powstało zdjęcie - opowiadał Jayowi Leno. - Gdy zdecydowano o powstaniu jego własnej linii, domagał się żeby nazwać ją Michael Jordan - wspominał jego agent David Falk. Ostatecznie zgodził się na Air Jordan. Nike zależało na promocji poduszki powietrznej AIR w butach, a Jordanowi nazwa przypadła do gustu. 

Michael Jordan i Spike Lee

Współpraca ze Spikiem Lee, była zupełnie przypadkowa, ale to właśnie ta kampania, z 1991 roku, wystrzeliła Jordany na inny poziom. - Byłem kompletnie zaskoczony tą propozycją. To zmieniło kulturę, a ja mogę się tylko cieszyć, że stałem się częścią tej historii - stwierdził Spike Lee, w Good Morning America. Ma rację, bo Jordany stały się częścią popkultury. Według badań Ypulse, specjalizującego się w badaniach konsumenckich młodzieży, Nike Jordan jest jedną z najpopularniejszych marek zarówno dla Generacji Z (13-18 lat), jak i Millenialsów (19-37 lat). Te wyniki mogą zaskakiwać, bo przecież urodzeni w XXI wieku nigdy nie wiedzieli MJ’a w akcji. Dziś marka Jordana przynosi całej firmie około 3 miliardów dolarów rocznie, co stanowi zaledwie 8% przychodów, ale z drugiej strony jest najszybciej rozwijającą się linią. Michael Jordan stał się pierwszym w historii sportowcem-miliarderem, jego majątek wyceniany jest na 2,1 mld. USD. Według Forbesa zarabia rocznie ponad 140 mln USD, czyli znacznie więcej niż choćby LeBron James (90 mln USD). Nikt na razie nie policzył ile cała firma może zyskać dzięki pojawieniu się “The Last Dance”.