Sport.pl

Były asystent Mike'a Taylora. "Często mam wrażenie, że chcę i wymagam za dużo"

- Często mam wrażenie, że chcę i wymagam za dużo, ale próbuję maksymalnie wykorzystać czas, który mam - mówi Krzysztof Szablowski, były asystent Mike'a Taylora, który obecnie pracuje w koszykarskiej Legii.

Już w najbliższy weekend w Warszawie rozegrany zostanie finałowy turniej I edycji Młodzieżowego Pucharu Polski, a za kilka tygodni osiem najlepszych w kraju drużyn do lat 20 zacznie rywalizację o medale mistrzostw Polski juniorów starszych. W obu tych turniejach wystąpią koszykarze Akademii Koszykówki Legii Warszawa, która konsekwentnie pnie się w hierarchii klubów mogących chwalić się szkoleniem młodzieży. Szkoleniowcem legionistów jest Krzysztof Szablowski, do niedawna jeden z asystentów Mike’a Taylora, trenera reprezentacji Polski. Posiadający ogromne doświadczenie trener był związany w przeszłości m.in. z Anwilem Włocławek, Treflem Sopot, Polfarmeksem Kutno a w Akademii Koszykówki Legii Warszawa odpowiada również za opracowanie i wdrożenie programu szkoleniowego.

Radosław Kaczmarski: Rozmowę zacznę od gratulacji  - prowadzona przez pana drużyna juniorów starszych Legii  zagra w finałach mistrzostw Polski. To największy sukces legijnej młodzieży od 11 lat. Towarzyszy panu uczucie dokonania czegoś naprawdę dużego?

Krzysztof Szablowski: Dziękuję bardzo za gratulacje w imieniu całej drużyny. Moi zawodnicy dosłownie wyszarpali ten awans po bardzo trudnych meczach. Dlatego towarzyszy mi przede wszystkim uczucie dumy z tego, że mimo wielu perypetii stworzyliśmy wreszcie drużynę i stąd ten awans. Nasza wspólna praca przynosi pozytywne efekty w postaci dobrych wyników, ale my jeszcze niczego dużego nie osiągnęliśmy. Cieszy nas wszystkich oczywiście fakt, że po tak długiej przerwie juniorzy starsi Legii znowu zagrają w finałach mistrzostw Polski.

Apetyt na pewno rośnie w miarę jedzenia. Na co stać pańską drużynę w trwającym sezonie?

- Na pewno będziemy walczyć o wszystko co możliwe, czyli zdobycie młodzieżowego Pucharu Polski i mistrzostwa Polski juniorów starszych. Taki cel postawiliśmy sobie już na samym początku - mimo, że nie jesteśmy faworytami do zdobycia tych tytułów. Trzeba jednak stawiać sobie wysokie cele, jeśli są one możliwe do zrealizowania, a uważam, że tę drużynę stać na to, jeśli zagramy na swoim optymalnym poziomie.

Po wielu latach powrócił pan do pracy z młodzieżą. Jakie wrażenia, wnioski? Coś pana zaskoczyło?

- Tak naprawdę cały czas miałem kontakt ze szkoleniem młodzieży pracując w kadrach młodzieżowych, czy ostatnio w Kutnie, gdzie prowadziłem, a potem pomagałem w prowadzeniu drużyny juniorów starszych. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tej pracy, która jest niezwykle istotna dla rozwoju całej dyscypliny, ale również trudna i bardzo odpowiedzialna. Wniosków jest dużo i można by tutaj się o nich rozpisywać, ale najważniejszym myślę jest odpowiednie dobieranie ilości materiału i środków, którymi rozwijamy umiejętności graczy, czyli planowanie pracy. Nie nauczymy wszystkiego w ciągu jednego sezonu i trzeba odpowiednio sobie wszystko poukładać. Ja zawsze staram się przekazać na początku jak najwięcej, ale później, po weryfikacji możliwości poszczególnych zawodników, muszę dokonywać korekt. Tak było i tym razem. Często mam wrażenie, że chcę i wymagam za dużo, ale próbuję maksymalnie wykorzystać czas, który mam.

Marcin Gortat: Odpuśćmy komentarze, że jestem zły, bo nie gram w koszykówkę [WIDEO]

W Akademii Legii prowadzi pan drużynę drugoligową oraz juniorów starszych. Jak wygląda pańska codzienna praca? Jak funkcjonuje cała organizacja?

- Drużyna drugoligowa składa się przede wszystkim z juniorów starszych i jest w tej chwili tylko jeden o rok starszy zawodnik, który trenuje i gra z nami. Wcześniej, przed odejściem z klubu, drużynę uzupełniał czasami jeszcze jeden, również o rok starszy zawodnik. Drużyna pracuje razem w jednym procesie szkoleniowym. Mamy codziennie jedną jednostkę treningową w różnych wymiarach czasowych. Regularne spotkania przed treningami, na których omawiamy naszą pracę lub przygotowujemy się taktycznie do meczów. Poza tym są poranne zajęcia w siłowni i od czasu do czasu, w miarę możliwości, dodatkowe poranne zajęcia w sali, na których skupiamy się na pracy indywidualnej. Staram się również nadzorować pracę drużyny juniorów i pomagam trenerowi Łukaszowi Pacosze w jej organizacji. Regularnie dołączam też do swoich treningów wyróżniających się juniorów. Od czasu do czasu chodzę też na treningi najmłodszych w Legia Basket Schools, które tak naprawdę typowymi treningami nie są. Są to zajęcia wypełnione grami i zabawami, ale przede wszystkim dobrym humorem. Jest to fajna odskocznia od mojej codziennej pracy, która zawsze doładowuje mnie pozytywną energią. Poza tym wykonujemy dużo pracy związanej z rozwojem Akademii, planujemy przyszłość i często o tym rozmawiamy. Cała organizacja funkcjonuje bardzo profesjonalnie i stale się rozwija. Po zidentyfikowaniu potrzeb w tym sezonie, mamy już plany jak zoptymalizować cały proces szkoleniowy w kolejnych latach. Każdy ciężko pracuje, by Akademia stała się czołowym ośrodkiem szkolenia młodzieży w Polsce. Budujemy jednak wszystko bez pośpiechu, skupiając się na szczegółach, aby nic nam nie umknęło i aby nie popełniać błędów, co pozwoli nam na stały rozwój.

W obecnym sezonie juniorzy starsi rywalizują również w II lidze. To obecnie najlepsze rozwiązanie? Młodym zawodnikom brakuje meczów w rozgrywkach do lat 20 i stąd pomysł, aby mierzyli się z silnymi rywalami na trzecim poziomie rozgrywkowym?

- Podstawową składową optymalnego procesu szkolenia jest rywalizacja. Niestety poziom rozgrywek w ligach wojewódzkich, nie tylko juniorów starszych, jest niski i mało jest w tych ligach zaciętych spotkań. Poza tym często drużyn jest mało i w związku z tym mało jest też gier. Dopiero w rozgrywkach centralnych najlepsze drużyny rozgrywają trudne mecze. Jest to główny problem szkolenia w Polsce, dlatego start w rozgrywkach II ligi jest aktualnie najlepszym rozwiązaniem dla juniorów starszych. Nie są to łatwe mecze, gdyż w lidze tej grają zawodnicy z przeszłością w wyższych klasach rozgrywkowych, a w niektórych drużynach również zawodnicy reprezentujący swoje kluby nawet w ekstraklasie. Poza tym jest duża dysproporcja siły fizycznej, co ma często decydujący wpływ na wynik. Jest to jednak świetna okazja do grania z mocniejszymi rywalami i w tej chwili faktycznie najlepsze rozwiązanie dla optymalnego rozwoju zawodników.

Miał pan okazje poznać od podszewki rozgrywki juniorów starszych w województwie mazowieckim. Jest tu wielu zawodników z potencjałem do gry na wysokim poziomie?

- Jako trener chciałbym, aby takich zawodników było jak najwięcej, ale muszę szczerze powiedzieć, że jest ich niewielu. Oczywiście, jeśli mówimy przynajmniej o grze w ekstraklasie jako wysokim poziomie. Mam jednak nadzieję, że również dzięki działalności Akademii Legii Warszawa, zacznie ich przybywać.

Finałowy turniej młodzieżowego Pucharu Polski, czołowa ósemka mistrzostw Polski juniorów starszych - to może być przełomowy sezon po którym drużyny Akademii Koszykówki Legii Warszawa regularnie będą się meldować w krajowej czołówce?

- Takie są nasze plany. Chcemy przede wszystkim szkolić zawodników i dawać im szansę na spełnianie swoich marzeń o grze w koszykówkę. Jeśli ta praca będzie przynosiła efekty to i drużyny Akademii będą walczyły o najwyższe cele.

W przyszłym sezonie czeka nas mała reforma, znikają m.in. rozgrywki U20. Rywalizacja toczyć się będzie pod znakiem walki drużyn do lat 19, 17,15 i 13. Jak pan ocenia tę zmianę?

- Muszę przyznać, że nie jestem zwolennikiem tej zmiany, ale jak każde rozwiązanie ma ono swoje plusy i minusy. Nie chcę od razu tego pomysłu oceniać i poczekam jak będzie wyglądała jego realizacja. Zwrócę jednak uwagę na to, że w tej chwili mało jest zawodników dwudziestoletnich, którzy odgrywają ważne lub nawet jakieś role w drużynach seniorskich. Proces przejścia z rozgrywek młodzieżowych do seniorskich wymaga pracy i czasu, a poprzez tę zmianę zabieramy wciąż jeszcze młodym zawodnikom rok grania. Kto się nie odnajdzie na poziomie seniorskim, co nie jest łatwe z różnych powodów, w wieku 19 lat skończy przygodę z koszykówką. W NCAA zawodnicy występują nawet do 23. roku życia zanim rozpoczną profesjonalne granie. Patrzę również na to, jak wygląda nasza rywalizacja w II lidze. Jak mówiłem są duże dysproporcje fizyczne i nie wyobrażam sobie rywalizacji drużyny U19 w tych rozgrywkach bez wsparcia kilku starszych zawodników. Jest jeszcze kilka innych kwestii, o których można dyskutować, ale nie chcę teraz tego tematu bardziej rozwijać. Tak jak wspomniałem, każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Pojawiają się także pomysły powołania ligi rezerw drużyn grających w Energa Basket Lidze. To dobry pomysł, czy powinno być tak jak teraz - zaplecze ekstraklasowych drużyn uczestniczy w zwykłej drabince ligowej, mogąc występować w I, II czy III lidze?

- Wydaje mi się, że jest to ciekawy pomysł, ale tylko wtedy, kiedy każda z drużyn Energa Basket Ligi podeszłaby do tego w pełni profesjonalnie. Chodzi o zapewnienie wysokiego poziomu tych rozgrywek oraz nadania im odpowiedniego prestiżu.

Więcej o: