Zwycięstwo koszykarzy z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Dawno nie było meczu o taką stawkę w polskim baskecie

Gdyby Polacy nie wygrali z Wybrzeżem Kości Słoniowej, cały trud z wyszarpanego zwycięstwa z Chinami poszedłby na marne. Oczywiście awansowaliby do drugiej fazy turnieju, ale ten jeden punkt więcej robi dużą różnicę. Dzięki tej wygranej biało-czerwoni mają całkiem realne szanse na ćwierćfinał mistrzostw świata.
Zobacz wideo

Takie mecze, jak z Wybrzeżem Kości Słoniowej wcale nie są łatwe, o czym przekonała się o tym niejedna drużyna. Kiedy po bardzo intensywnym spotkaniu pod względem fizycznym i mentalnym przychodzi teoretycznie łatwiejsze, trudno zachować ten sam poziom koncentracji i podświadomie zawodnicy grają na nieco zwolnionych obrotach. Sytuacja potrafi wymknąć się z rąk i zmienić o 180 stopni. Być może to miał na myśli sir Alex Fergusson  mówiąc kiedyś o tym, że mistrzostwo zdobywa się zwycięstwami z zespołami z dołu tabeli. Tymczasem w meczu z WKS Polacy mieli wszystko pod kontrolą, od początku do końca.

Przełamanie Waczyńskiego

Oczywiście zdarzały się momenty, kiedy wynik zbliżał się do remisu, ale kto zna się na koszykówce ten wiedział, jaką mamy przewagę pod każdym względem. Jak górujemy nad rywalem taktycznie i technicznie, a co ważniejsze potrafimy to wykorzystać. Może takiego właśnie meczu potrzebował Adam Waczyński, strzelec wyborowy, który w meczu z Chinami wyglądał na pogubionego. Z WKS trafił 3/3 rzuty z dystansu i z parkietu schodził z uśmiechem na twarzy. „Waca" w dobrej formie strzeleckiej, to postrach dla każdej drużyny, a to dobra wiadomość przed kolejnym spotkaniem. Swoje minuty dostali Ci, którzy rzadziej pokazują się na boisku: Dominik Olejniczak, Karol Gruszecki i Kamil Łączyński. Ten ostatni zaliczył 100. występ w reprezentacji i choć zagrał jedynie 1. minutę, ta z mistrzostw świata smakuje pewnie zupełnie inaczej.

Mecz za meczem

Koszykarski mundial rozgrywany jest w zawrotnym tempie. Mecz, dzień przerwy, mecz, dzień przerwy… i tak w kółko. Nawet po pierwszej fazie grupowej nie ma dłuższego odpoczynku, i po dniu przerwy znowu trzeba walczyć na boisku. W piątek Polacy zagrają o awans do ćwierćfinału, bo przecież ewentualna wygrana z Rosją da nam miejsce w pierwszej ósemce turnieju. Nawet, gdyby coś poszło nie tak, zostaje nam jeszcze spotkanie z Argentyną, która pokonała naszych wschodnich sąsiadów. Mecz był brzydki, pełen walki i błędów. Jeśli Rosjanie nie wskoczą na znacznie wyższy poziom, śmiało możemy nawiązać z nimi walkę. Jak mawiał trener piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta: „Mecze z Ruskimi zawsze wzbudzają wielkie emocje”. Choć będą faworytami piątkowego spotkania warto przypomnieć, że na Eurobaskecie we Francji w 2015 r. wygraliśmy z nimi 82-79. Graliśmy praktycznie w tym samym składzie, tyle że z Marcinem Gortatem.

Jak po maśle

Jak na razie, na tym turnieju, wszystko idzie jak po maśle (chociaż z Chinami masło było prosto z lodówki). Polacy dobrze zaczęli, wygrali kluczowy mecz w grupie, świetnie wypadli ze słabszymi rywalami. Tak, jakby przyszli po swoje na te mistrzostwa. Długo grają już ze sobą i może wreszcie przyszła chwila, żeby przez lata nastawiane i regulowane mechanizmy zaskoczyły w idealnym momencie. - Dawno nie było takiej stawki w polskim baskecie - powiedział po ostatnim meczu Łukasz Koszarek. Dawno też nie było meczu o taka stawkę, przed którym bylibyśmy w tak dobrej sytuacji i tak mocni.