Łukasz Koszarek: Wygrana z Litwą we Wrocławiu to jedno z najlepszych wspomnień z kadry

Sytuacja jest podobna jak w 2009 roku. Ale teraz w hali nie będzie euforii, jak trafimy trzy rzuty za trzy z rzędu - mówi Łukasz Koszarek, kapitan reprezentacji Polski przed meczem z Litwą w kwalifikacjach do mistrzostw świata.

Walka o turniej, który w 2019 roku zorganizują Chiny, toczy się według nowych zasad. Po reformie rozgrywek spotkania reprezentacyjne rozgrywane są w trakcie sezonu, ale to koliduje z meczami NBA oraz skonfliktowanej z FIBA Euroligi. Dlatego w wielu reprezentacjach brakuje największych gwiazd.

Polska rozpoczęła grę w kwalifikacjach do mistrzostw świata od zwycięstwa z Węgrami w Bydgoszczy 70:60. W grupie ma jeszcze Kosowo, a w niedzielę zagra w Kłajpedzie z Litwą. Do kolejnej fazy awansują trzy najlepsze drużyny z grupy.

Michał Owczarek: Nowy format kwalifikacji ci się podoba?

Łukasz Koszarek: To coś zupełnie nowego. Znamy się już dobrze, ale przez to, że spotykamy się w środku sezonu, musimy się dostosować do taktyki innej niż w klubie, a mamy na to tylko trzy-cztery dni. Dużo rzeczy trzeba upraszczać, żeby się w tym połapać. Potrzeba czasu na przyzwyczajenie się. Poza tym, to dobra odskocznia mentalna od gry w klubie na co dzień.

Łatwiej zbudować coś pracując raz w roku przez dwa miesiące, czy jednak kilka razy ale krócej?

- Zdecydowanie lepiej jest, gdy jesteśmy razem przez dwa miesiące. Mamy wtedy dużo sparingów, jest czas, żeby poprawić różne niedociągnięcia. Teraz jest inaczej i było to widać w meczu z Węgrami. Gdy mocniej bronili, to nasz atak momentami wyglądał tragicznie przez to, że niektórych rzeczy nie mieliśmy przećwiczonych i nie działaliśmy automatycznie. Brakuje czasu na przygotowanie się i to wychodzi w trudnych chwilach. Każdy ma jakieś nawyki klubowe, a w reprezentacji jest inaczej.

Jakieś masz oczekiwania przed meczem z Litwą?

- Chcemy ten mecz wygrać. Na pewno będzie o to trudno, choć nie będzie to najsilniejsza reprezentacja Litwy, bo kilku dobrych zawodników brakuje. Z Kosowem mieli podobne problemy do tych, które my mieliśmy z Węgrami. W niedzielę oni zagrają u siebie, kibice będą im bardzo pomagać. Graliśmy tu w wakacje, na pewno będzie fajna atmosfera, ale my musimy być cały czas skoncentrowani, by nie stracić kilkunastu punktów z rzędu jak Kosowo.

Jakie będą wasze atuty w tym meczu?

- Postaramy się zagrać swoją koszykówkę. Gdy na parkiecie będzie Przemek Karnowski, to jemu będziemy dogrywać piłkę. Liczymy na Mateusza Ponitkę, ale mamy też zawodników, którzy potrafią trafić z dystansu. Jak obrona będzie dobra, to po prostu pobiegniemy z kontrą, rzucimy za trzy i będzie nam się grało dużo łatwiej niż z Węgrami.

Ale przecież ani z Węgrami, ani wcześniej na EuroBaskecie zbyt dużo grania z kontry nie było.

- Może nie gramy takich klasycznych kontrataków, gdzie po po wybronieniu akcji, zbiórce czy przechwycie piłka jest szybko wyprowadzana i są łatwe punkty pod drugim koszem. Dużo gramy tzw. drugą fazę kontrataku, mamy wiele takich krótkich akcji z zasłoną czy z szybkim rzutem, to zastępuje nam kontry.

Ty jako jedyny w tej kadrze pamiętasz wygrany mecz z Litwą z Wrocławia z 2009 roku.

- No jasne! Pamiętam, jak Michał Ignerski trafił trzy razy z rzędu za trzy punkty i Hala Stulecia oszalała. To jedno z najlepszych wspomnień z kadry.

To jest do powtórzenia tutaj?

- Na pewno w hali nie będzie takiej euforii, jak im trafimy trzy razy z rzędu takie rzuty. Sytuacja pod wieloma względami jest podobna. Litwa wtedy nie była w najsilniejszym składzie, był w ich składzie Ławrynowicz, a my byliśmy wtedy po zwycięstwie. Będzie ciekawie!

Zobacz wideo