Tak grał Adam Wójcik

Latał nad obręczami, trafiał z dystansu, imponował niesamowitymi umiejętnościami. Taki był Adam Wójcik. W sobotę w wieku 47 lat przegrał walkę z białaczką.

Jak kiedyś wytłumaczyć dzieciom, że jeszcze w czasach Adama Wójcika Polska była krajem koszykówki? - zapytał na Twitterze mój redakcyjny kolega Paweł Wilkowicz. Na pewno będzie to niesamowicie trudne, bo choć Wójcik słynął z pięknych, wręcz spektakularnych wsadów, to wykonywał je w erze, gdzie magnetowidów nie było w każdym domu, a YouTube’a nie było w planach.

Wójcik był jednym z najwybitniejszych polskich koszykarzy w historii. Grał jako silny skrzydłowy i środkowy. W latach 90. był symbolem polskiej koszykówki, która wyrosła na dyscyplinę numer dwa w kraju. Imponował niesamowitym stylem, pięknymi akcjami i wysokimi lotami nad obręczami.

Nieliczni mogli podziwiać wsady i akcje na żywo, bo mecze koszykarze rozgrywali w małych i ciasnych halach, tysiące śledziły transmisje telewizyjne, ale jakoś wciąż do internetu urywki z tamtych czasów nie dotarły.

A Adam Wójcik był koszykarzem wyjątkowym. Legendą jeszcze w trakcie swojej koszykarskiej kariery. Długo zastanawiałem się, czy to nie przesada, ale wydaje mi się, że nie - był w swoich czasach dla polskiej koszykówki tym, kim Michael Jordan dla NBA. Nie było osoby, która by nie kojarzyła Adama Wójcika.

A jak grał? Imponował niesamowitym stylem, pięknymi akcjami i wysokimi lotami nad obręczami. Jego wsady czy to z polskiej ligi z reprezentacji Polski kibice pamiętają do dziś. Każdy chciał tak „dawać z góry” jak on. Z nabiegu, zza głowy, z impetem pakując piłkę w obręcz.

 

Ale Adam Wójcik to nie tylko wsady. To koszykarz kompletny. 208 cm niesamowitych umiejętności, swoją grą wyprzedzał czasy, w których przyszło mu rywalizować. W 1993 roku był zaproszony na testy do Los Angeles Clippers, ale kontraktu w NBA nie podpisał. Gdyby urodził się kilka lat później, miałby zagwarantowane miejsce w lidze.

Wysoki, szczupły, atletyczny i bardzo silny. Był w stanie rywalizować z graczami od siebie wydawało się potężniejszymi. A do tego potrafił zagrozić rzutem z dystansu, minąć po serii zwodów. Tak robił w 1995 roku w finałach mistrzostw Polski przeciwko Polonii Przemyśl jako 25 latek.

 

Ale i w 2007 roku jako 37 letni koszykarz umiał sobie całkiem nieźle poradzić z młodszymi o ponad dekadę i grającymi wtedy w NBA Ronnym Turiafem czy Borisem Diawem. Imponował sprytem i technicznymi umiejętnościami.

 

W 2012 roku przekroczył barierę 10 tys. punktów zdobytych w polskiej lidze. Karierę zakończył z dokładnie 10087 punktami.

 

Latał nad obręczami, trafiał z dystansu, imponował niesamowitymi umiejętnościami. Takim zapamięta go koszykarska Polska.