NBA. Cavaliers rekordowo zdemolowali Celtics

Tęgie lanie dostali koszykarze Boston Celtics w drugim meczu finału Konferencji Wschodniej, przegrali z Cleveland Cavaliers aż 86:130. LeBron James i spółka mecz rozstrzygnęli w zasadzie już w pierwszej kwarcie, a do przerwy prowadzili rekordową różnicą 41 punktów.

Gdy po pierwszym meczu z Celtics, w którym Cavaliers prowadzili różnicą nawet 28 punktów, a wygrali ostatecznie 117:104, LeBron James stwierdził, że jego zespół wcale nie zagrał dobrze i stać ich na więcej, dziennikarze kręcili zdumieni głowami. Po piątkowym meczu lider Cavs wrócił do tej wypowiedzi.

- Gdy powiedziałem, że możemy wejść na kolejny poziom, patrzyliście na mnie jak na szaleńca. Wierzę, że stać nas na jeszcze lepszą grę. Zagraliśmy dziś naprawdę dobrze, ale było wiele rzeczy, które mogliśmy zrobić jeszcze lepiej, ale jesteśmy zadowoleni z tego, w którą stronę zmierzamy - powiedział James, po meczu, który jego drużyna wygrała aż 130:86.

Sam James zdobył 30 punktów (12/18 z gry), miał cztery zbiórki, siedem asyst, cztery przechwyty i trzy bloki. Gdy był na parkiecie, jego drużyna wygrała ten fragment meczu różnicą aż 46 punktów. 23 punkty dorzucił Kyrie Irving, a 21 miał Kevin Love.

Cavaliers prowadzili od samego początku meczu. Grali niesamowicie w ataku i piekielnie skutecznie w obronie, a do tego trafiali szalone rzuty jak ten J.R. Smitha z rogu boiska, który dał Cavs prowadzenie 72:31 (!) po pierwszej połowie. 41 punktów po jednej połowie. to największa różnica w historii play-off NBA.

Ale to nie jedyne rekordy, które Cavs ustanowili. 44-punktowe zwycięstwo to najwyższe zwycięstwo drużyny z Cleveland w play-off i zarazem najwyższa porażka Celtics u siebie. Cavaliers nigdy wcześniej w play-off nie rzucili aż 130 punktów, a jeśli liczyć z ubiegłorocznymi finałami to piątkowe zwycięstwo było ich 13 z rzędu w play-off.

Wygrana Cavaliers była na tyle imponująca, że stacja TNT w pomeczowym studio pokazała tylko skrót pierwszej połowy. - Jeśli pokażemy jeszcze choć trochę akcji z tego meczu, to dla ludzi będzie tortura - stwierdził Charles Barkley. - Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wcześniej w finałach konferencji nie było sensu pokazywania powtórek z drugiej połowy - mówił Ernie Johnson, prowadzący studio.

Być może dodatkową motywacją dla Jamesa przed piątkowym meczem w tym meczu było to, że nie został wybrany do trójki finalistów w wyborach na najbardziej wartościowego zawodnika ligi (wybrani zostali Russell Westbrook, James Harden i Kawhi Leonard). Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy od 2008 roku, a warto zaznaczyć, że w tym sezonie James miał swoje najlepsze średnie zbiórek, asyst w karierze, nigdy wcześniej nie trafiał aż tylu rzutów z dystansu.

- Dla mnie najważniejsze jest, bym był MVP tej drużyny. A w lidze wiedzą, co potrafię zrobić - stwierdził.

Cavaliers na początku drugiej połowy odskoczyli nawet na 50 punktów, a potem do gry weszli rezerwowi, którzy zbytnio Celtics nie odpuścili. - Na początku czwartej kwarty mieli na boisku gości, którzy są w tej lidze od wielu lat, a grali na maksa, gdy ich zespół prowadził różnicą 45 punktów. To dla nas wzór do naśladowania - powiedział Brad Stevens, trener Celtics.

Najwięcej punktów dla Celtics - 19 - rzucił rezerwowy Jaylen Brown. Lider zespoły Isaiah Thomas dorzucił tylko dwa i nie zagrał w ogóle w drugiej połowie. Po meczu okazało się, że od tygodnia gra z poważnie stłuczonym biodrem. Nie wiadomo, czy będzie mógł wystąpić w kolejnym meczu.

W rywalizacji do czterech zwycięstw Cavaliers prowadzą 2-0. Dwa kolejne spotkania rozegrają na własnym parkiecie, najbliżśzy w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu. Zespoły LeBrona Jamesa jeszcze nigdy nie roztrwoniły takiego prowadzenia w play-off. Po dwóch spotkaniach z Celtics trudno sobie wyobrazić, by tak było w tym roku.

Na Zachodzie Golden State Warriors prowadzą 2-0 z San Antonio Spurs. Mecz numer trzy w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu.

10 lat Marcina Gortata w NBA. Zobacz jego najlepsze akcje