Brittney odmieni żeńską NBA?

Ma 22 lata, 203 cm wzrostu i jest rekordzistką amerykańskiej ligi uczelnianej pod względem wsadów. Właściciel Dallas Mavericks Mark Cuban napomknął ostatnio, że Brittney Griner mogłaby przyjechać na testy do jego zespołu.

Wczoraj Griner została jednak zawodniczką WNBA, czyli żeńskiej odmiany NBA. Z pierwszym numerem draftu wybrali ją Phoenix Mercury, gdzie Griner zostanie koleżanką Diany Taurasi i Candice Dupree - czołowych koszykarek ligi. - Mamy zespół gwiazd na wiele lat. Kiedy Phoenix Mercury pojawia się w mieście, trzeba nas zobaczyć - ekscytowała się szefowa klubu Amber Cox.

Gwiazdą internetu Griner została już w 2008 roku, kiedy filmik z jej wsadami ze szkoły średniej trafił na YouTube. Za włożenie piłki z góry do kosza dodatkowych punktów się nie dostaje, ale akcje podrywają trybuny i dodają energii drużynie. W kobiecej koszykówce wsady są niespotykane - w żeńskiej akademickiej NCAA przez 25 lat wykonano ich ledwie 15. Griner w cztery lata - aż 18.

 

I nie były to wsady na rozgrzewkach. Silna i skoczna Griner wykonuje je po zwodzie i bez rozbiegu, a z naskoku. Pozwalają jej na to świetne warunki fizyczne (224 cm rozpiętości ramion!), dzięki którym w cztery lata studiów zdobyła ponad 3,2 tys. punktów (drugi najlepszy wynik w historii rozgrywek) oraz wykonała 748 bloków (więcej niż męskie rekordy NCAA). W 2012 roku w dużej mierze dzięki niej drużyna uczelni Baylor zdobyła akademickie mistrzostwo USA, wygrywając wszystkie 40 meczów w sezonie.

Cuban, ekscentryczny właściciel Mavericks, zapewniał, że zaproponowałby Griner testy w swojej drużynie. Nie byłby to pierwszy taki przypadek, bo w 1979 roku Indiana Pacers sprawdzali fenomenalną wówczas rozgrywającą Ann Meyers, obecnie - już po dodaniu nazwiska Drysdale - jedną z prezesów Mercury. - To kiedy te testy? - odpowiadała mu na Twitterze Griner.

W akademickiej NCAA swoimi możliwościami przerastała rywalki o tyle, że gdy były koszykarz Los Angeles Lakers Michael Cooper zobaczył ją po raz pierwszy, zadzwonił do Magica Johnsona, by powiedzieć mu, że właśnie widział żeńską wersję Kareema Abdula-Jabbara - najskuteczniejszego strzelca w historii NBA. Z kolei władze WNBA widzą w niej kogoś, kto jak Michael Jordan w połowie lat 80. pomoże ich lidze wejść na wyższy poziom.

Uważana za najlepszą na świecie liga WNBA przyciąga czołowe koszykarki ze wszystkich kontynentów, a zarazem rozgrywana jest latem. Po zakończeniu gwiazdy wyjeżdżają do Europy lub Azji. Szefowie ligi chcą wycisnąć z pięciu miesięcy jak najwięcej, choć frekwencja z ostatniego sezonu była najniższa w historii - średnia wyniosła 7,4 tys.

Dlatego WNBA zmieniła ostatnio logo, przedłużyła umowę z ESPN (12 mln rocznie do 2022 roku) i liczy, że Griner - poza efektownymi akcjami - będzie przyciągać kibiców. Na uczelni to się udawało - gospodarze meczów z Baylor, w których grała Griner, odnotowywali średnio wzrost frekwencji o 3,6 tys. osób. W NBA fanów w obcych halach przyciągają największe gwiazdy - LeBron James, Kobe Bryant czy efektowny Blake Griffin.

Griner bywa nieśmiała w rozmowie i - co zaznaczają amerykańskie media - niechętnie używa swojego niskiego głosu. W swojej karierze ma też zły epizod (celowe uderzenie rywalki, które zakończyło się złamaniem nosa), ale ma też potencjał, by zainteresować sobą i ligą nowych fanów. Po drafcie powiedziała, że zderzenie się z Tonym Hawkiem, mistrzem deskorolki, na korytarzu siedziby ESPN było niemal tak ważne jak to, że Mercury wybrali ją z numerem 1.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS i na Androida

Więcej o: