Koszykówka. Kult butów

W nocy, na siarczystym mrozie ponad sto osób czekało, by kupić stary model jordanów. To sneakerheadzi, kolekcjonerzy wyjątkowych koszykarskich butów.

Kochają NBA, uwielbiają Chicago Bulls, czczą Michaela Jordana. - Za to, co osiągał, za to, w jakich grał butach i dlaczego akurat w nich - każdy but z serii Jordana ma swoją historię, dla nas to jest magia opowieści i szczegółu - mówi Michał Beta, założyciel warszawskiego sklepu Kicks. O 28 modelach jordanów i ponad trzech tysiącach kolorystycznych wariacji, może rozmawiać bez końca.

W czwartkową noc w Warszawie zorganizował jordanowską imprezę, na którą mimo ogromnego mrozu przyszło ponad 100 osób.

Wieczór był spokojny - nie tak, jak rok temu w amerykańskich miastach, gdy dzień przed Wigilią do sklepów trafiły Air Jordan XI Concord. Sprzedaż "Jedenastek", butów, w których gwiazdor Chicago Bulls zdobył tytuł w 1996 roku, wywołała tak wielkie podniecenie, że pod sklepami doszło do strzelanin, bójek na noże, tratowania się ludzi, wyłamywania drzwi... Policja miała dużo roboty, aresztowano wiele osób.

Coś więcej niż buty

Michael Jordan karierę zakończył niemal 10 lat temu, ale jego popularność i popularność butów, w których grał - kiedyś modelu, a od 1997 roku odrębnej marki Jordan produkowanej przez firmę Nike - trwa.

Słynne jordany to coś więcej niż buty - to eksponaty, relikwie, inwestycje. - Na nich nie można stracić - powtarzano w czwartek w nocy i przywoływano historie, w których buty warte kilkaset złotych udawało się sprzedawać po kilku miesiącach z dużym, kilkusetzłotowym zyskiem.

Nike miała szczęście, że zdobyła Jordana. Założona w połowie lat 60. firma zaczynała od obuwia dla biegaczy, ale po dwóch dekadach szukała przyczółka w koszykówce. Gwiazdy lat 80., Earvin "Magic" Johnson i Larry Bird, grały w butach Converse'a, Nike zaryzykowała więc z Jordanem. Zaryzykowała, bo wtedy największą nadzieją wśród młodych koszykarzy byli urodzony w Nigerii gigant Akeem Olajuwon oraz Charles Barkley, gracz z niezwykle wyrazistą osobowością.

Obaj zrobili wielkie kariery, ale koszykarskim bogiem został Jordan. Fenomen skaczący nad obręcz, rzucający mnóstwo punktów, pomagający sobie charakterystycznie wysuniętym językiem. Wszedł na szczyt i opuszczał go tylko na własnych warunkach - kiedy zaskakująco kończył karierę w 1993 roku. Próbował zostać baseballistą, ale wrócił i sprawił, że Bulls są kandydatem na drużynę wszech czasów - do trzech tytułów mistrzowskich w latach 1991-93, Jordan dodał trzy kolejne między 1996 a 1998 rokiem. Wszystko, co jordanowskie, było wyjątkowe. Także buty.

150 par butów w szafie

Kolekcje, także polskie, warte są dziesiątki tysięcy złotych. - Mam 150 par i wcale to nie jest dużo - mówił Beta i wspominał o zbieraczu, który ma ponad 500.

- Ja swoje trzymam w specjalnej szafie, wszystkie pary poukładane w pudełkach. Bez nich materiały, z których są skonstruowane szybciej się niszczą, zwłaszcza podeszwy - opowiadał z namaszczeniem.

- Do niedawna chuchałem na nie i dmuchałem. Wyjmowałem od czasu do czasu, oglądałem i chowałem do szafy. W tej chwili większość noszę na co dzień, choć nie gram już w kosza regularnie. No, ale raz na jakiś czas fajnie jest poczuć się wyjątkowo i wyjść na boisko w jordanach z lat 90. Jednak technologia poszła do przodu i lepiej się gra w butach nowej generacji - przyznaje Beta.

W czwartek miała miejsce reedycja czarno-czerwonych "jedenastek", w odróżnieniu od biało-czarnych z poprzedniego roku. Kicks był jedynym miejscem w Polsce, gdzie można było je kupić już o północy.

Dlaczego sneakerheadzi nie czekali do rana? Bo chcieli mieć pewność, że słynny model zdobędą. Bo przyszli ze znajomymi. Bo reedycje jordanów kupuje się właśnie w ten sposób.

Słucha się hip-hopu z lat 90., popija grzane wino, wcina darmowe hamburgery. I rozmawia - o Jordanie, o Bulls, o butach. O wyższości "szóstek" nad "siódemkami". O kolorystyce "dwójek". O ewolucji materiałów, z których są wyrabiane. O tym, że te z lat 90. są bardziej miękkie niż obecne.

Ale także o taktyce Bulls, o słynnych "trójkątach", które pozwalały wyprowadzać na dobre pozycje do rzutu nie tylko Jordana. Okazało się, że trener młodzieżowej drużyny z Pruszkowa napisał na ten temat pracę magisterską, a na kasetach VHS ma kilkadziesiąt meczów Bulls z lat 90. Bezrobotny obecnie koszykarz ligowy, którego klub ma problemy finansowe, przyjechał kupić buty, bo - jak mówił - dostał odprawę od poprzedniego pracodawcy, a przed świętami coś mu się należy - wymarzony prezent.

Sneakerhead, czyli kto?

Wśród sneakerheadów odwiedzających sklep i bujających się w rytmie hip-hopu, czy spacerujących dla rozgrzewki po Chmielnej - reprezentacyjnym deptaku stolicy - był kilkunastoletni chłopiec z mamą, oraz były gracz NBA, zadomowiony w Polsce Mike Ansley z żoną. Pojawiło się kilku drugoligowców z PWiK Piaseczno, był "Slash", czyli Emil Olszewski specjalista od wsadów, czołowy naśladowca Jordana w Polsce. Byli licealiści i ci, którzy w liceum byli w latach 90., gdy Jordan kolekcjonował tytuły.

Jeśli coś tych ludzi łączyło, to buty. Zdecydowana większość sneakerheadów, mimo przejmującego mrozu, miała na nogach obuwie Nike. A najczęściej jordany.

Impreza zaczęła się o 22. Chętni już kilka dni wcześniej, zapisywali się w sklepie, w czwartek wieczorem potwierdzali obecność i dostawali identyfikatory z numerami. Pół godziny przed 24-tą sklep zamknięto, by na jednej ze ścian przygotować ekspozycję tylko z "jedenastek". Po północy klienci wchodzili według otrzymanych wcześniej numerów. I tak sprzedano 43 pary po 679 zł każda.

Kicks ma w ofercie głównie jordany (17 modeli, nie wspominając o wariacjach), ale można tam też kupić buty innych graczy reprezentujących konkurencyjne marki.

W innych grach nie spotyka się aż tak kultowego obuwia - zdarzyło się, że Gabończyk Pierre Emerick Aubameyang grał w korkach wysadzanych drogimi kamieniami, ale fani futbolu nie szaleją na punkcie tych butów, czy też obuwia Maradony lub Messiego. Kibice siatkówki tez nie znają podobnego zjawiska, bo ta gra i żadna z lig nie wykreowały nikogo, kto mógłby marzyć o porównaniu z Jordanem.

Jordany są tylko jedne. Sneakerheadzi dobrze o tym wiedzą.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na smartfony

Więcej o: