NBA. Suns przegrali z Thunder, słabszy mecz Gortata

Koniec zwycięskiej serii Phoenix Suns - po trzech zwycięstwach z rzędu drużyna z Arizony przegrała u siebie 107:111 z silnym Oklahoma City Thunder. Marcin Gortat zdobył 10 punktów i miał osiem zbiórek. Polak trafił tylko trzy z 10 rzutów z gry.

- Podobał mi się wysiłek, który drużyna włożyła w ten mecz, nie podobała mi się końcówka, w której pudłowaliśmy rzuty. One były dobre, zawodnicy mieli pozycje, ale ich nie wykorzystywali - skomentował na gorąco mecz trener Alvin Gentry.

- Nie jesteśmy jakoś strasznie sfrustrowani. Na pewno nie tak, że nie możemy żyć z tym wynikiem - dodawał później w szatni Gortat. - To był trudny mecz, walczyliśmy do końca, ale niestety w końcówce nie daliśmy rady zatrzymać Kevina Duranta i Russella Westbrooka - mówił Polak, który po serii czterech świetnych spotkań w ataku, nie był już tak skuteczny.

Siedem minut przed końcem po wsadzie Gortata Suns wygrywali 94:88, trzy i pół minuty później, po trójce Granta Hilla, było 100:97 dla gospodarzy. Suns wytracali jednak prędkość, a Thunder grali coraz skuteczniej. Szczególnie Westbrook (19 punktów i 11 asyst) i Durant (24 punkty i 11 zbiórek), ale bardzo ważne rzuty wykonywali też Jeff Green (28 punktów) i Serge Ibaka (18).

Ten ostatni wyprowadził Thunder na prowadzenie, którego goście nie oddali do końca. Dwie minuty przed końcem Ibaka, zostawiony przez Gortata, który asekurował strefę podkoszową, trafił trudny rzut po obrocie, a 40 sekund później, po tym, jak Gortat wykorzystał jeden z dwóch rzutów z linii, dobił nad Polakiem piłkę dając gościom prowadzenie 105:103.

- Rzut Ibaki był najważniejszy - przyznał Gentry. - To bardzo utalentowany zawodnik. Niesamowicie wykończył tą trudną akcję - przyznał Gortat.

Suns przegrali po trzech wygranych z rzędu i z bilansem 23-25 wciąż są na 10. miejscu w Konferencji Zachodniej. Thunder (bilans 32-17) są w niej na czwartej pozycji.

Suns zaczęli mecz bardzo dobrze. Szczególnie - Vince Carter. 34-letni rzucający, który w poprzednim meczu z Milwaukee Bucks zdobył dwa punkty (oddał tylko dwa rzuty z gry), w piątek w samej pierwszej kwarcie rzucił aż 15, trafiając do kosza na różne sposoby. Gospodarze prowadzili 13:6, 18:8 i 25:14.

Thunder poprawili jednak obronę, która w pierwszych siedmiu minutach pozwoliła trafić Suns aż 72 proc. rzutów. Rozkręcił się Durant, który nie tylko trafiał, ale też przechwytywał i blokował. Najlepszy strzelec ligi potężnie zastopował m.in. rzut Gortata.

Polak zaczął słabo - punkty zdobył jego rywal Ibaka, potem Polak nie złapał piłki przy akcji pick and roll. W kolejnych akcjach zabrakło zbiórki w obronie, przydarzyło się pudło z półdystansu. To wtedy Thunder trafili kilka razy z rzędu i szybko zredukowali przewagę gospodarzy.

Po pierwszej, ofensywnej kwarcie było 36:31 dla Suns, ale później Thunder zaczęli przeważać. Z ławki dobre wejścia mieli James Harden i Ibaka, regularnie punktował Green. Do remisu 43:43 wsadem doprowadził Ibaka - chwilę później pierwsze punkty zdobył Gortat, ale za kilka minut Thunder wyszli na prowadzenie.

Rozpędzonymi gośćmi świetnie dowodził Westbrook, który do przerwy miał 10 punktów, dziewięć zbiórek i tylko jedną stratę. Młody rozgrywający Thunder zdominował 14 lat starszego Nasha, który w dwie kwarty uzbierał ledwie trzy punkty i dwie asysty. Lider Suns miał też dwie straty.

Słaby Nash oznaczał w pierwszej połowie słabego Gortata. Thunder nie pozwolili na ani jedną skuteczną akcję Nasha z Polakiem, więc koszykarze Suns spróbowali kilka razy podać Gortatowi piłki do gry tyłem do kosza. Ale trzy takie akcje 27-letniego środkowego były nieudane. - Nie mogłem złapać w pierwszej połowie rytmu, muszę nauczyć się grać z faulami - mówił Gortat, który do przerwy miał po dwa punkty, zbiórki i faule.

Trzecią kwartę od ucieczki zaczęli goście - kiedy po podaniu Westbrooka z powietrza trafił Durant, Thunder prowadził 69:64. Suns mieli kryzys, spudłowali siedem rzutów z rzędu, ale po serii wybronionych sytuacji za trzy wreszcie trafił znakomity w piątek Carter.

Coraz lepiej rozgrywać zaczynał Nash i w końcu Suns zaskoczyli - trójki Cartera i Hilla dały gospodarzom prowadzenie 80:74. Na parkiecie był już w tym czasie Gortat, który po wejściu po raz drugi w meczu został zablokowany, ale potem przełamał się wsadem i zbierał piłki w obronie.

Polak nie miał tak dobrej drugiej połowy jak w niedzielę z New Orleans Hornets, kiedy wykorzystał kontuzję Emeki Okafora i pod jego nieobecność zdobył aż 21 punktów w trzeciej i czwartej kwarcie, ale walczył, bił się pod koszami i choć wciąż pudłował, to wypadł lepiej niż przed przerwą.

Po trójce Nasha Suns wyszli na siedmiopunktowe prowadzenie na dwie minuty przed końcem kwarty i utrzymali je po 36 minutach, dzięki wielkiej walce w końcówce tej części. Blok Frye'a, zbiórki Gortata, dobitka Jareda Dudley'a, rzuty wolne Mickaela Pietrusa. Nash był bardzo zadowolony z zadziorności kolegów.

Czwartą kwartę to jednak Thunder zaczął od sześciu punktów z rzędu (kolejne trafienie zaliczył m.in. świetny w piątek Green) i po dwóch minutach był remis 88:88. Potem zryw 6:0 mieli Suns - Gortat zdobył cztery z tych punktów, w tym dwa wsadem z podania Nasha.

W podkoszowym tłoku, w którym wysoko i często skakali Ibaka, Green, a także Nick Collinson, Polak nie miął miejsca, żeby nabrać rozpędu, ale wymuszał faule gości. Trafił trzy z czterech wolnych. Po nim ważne punkty na 92:88 zdobył rezerwowy Zabian Dowdell, który zastępuje kontuzjowanego Gorana Dragicia.

Później trafił jeszcze Gortat, ale finisz Thunder był piorunujący. A Carter, który w całym meczu zdobył 33 punkty, po trafieniu 11 z 16 pierwszych rzutów, spudłował pięć ostatnich.

Szukanie dziury w Gortacie ?

Więcej o: