Orlando coraz lepsze, Phoenix coraz gorsze

Od czasu transferu Marcina Gortata z Orlando Magic do Phoenix Suns oba kluby biją rekordy. Magic zwycięstw, Suns porażek

We wtorek Suns przegrali na wyjeździe z Denver Nuggets - porażka 98:132 jest dziewiątą najwyższą w historii klubu. Gortat wszedł na boisko z ławki, grał przez 18 minut, zdobył 11 punktów i miał trzy zbiórki. Polak zagrał odważnie i skutecznie w ataku, ale tylko w pierwszej, jedynej udanej dla Suns, kwarcie.

Ostatnio Gortat gra jednak w kratkę, a jego zespół dołuje. Od transferu, w którym Suns i Magic wymienili 18 grudnia po trzech koszykarzy, drużyna z Phoenix miała bilans 3-8 (w sumie 15-21), a z Orlando - 9-3 (25-12).

Suns są w głębokim kryzysie - zespół, który w ostatnich latach słynął z efektownej, ofensywnej gry, został wybity z rytmu, Vince Carter i Mickael Pietrus nie zastąpili na razie Jasona Richardsona, który odszedł do Orlando, a Gortat nie wprowadził nowej jakości pod koszem.

Po tym, jak Suns stracili aż 123 punktu u siebie z Philadelphia 76ers, trener Alvin Gentry spróbował przesunąć środek ciężkości zespołu na obronę. W trzech kolejnych spotkaniach Suns pozwolili rywalom rzucać po ledwie 89,3 punktu, ale wygrali tylko raz. Gentry wrócił więc do gry atakiem i Phoenix zostało zdemolowane przez New York Knicks (96:121) oraz Nuggets (98:132).

Zwycięstwo 108:100 w słabym stylu z pośmiewiskiem ligi Cleveland Cavaliers chwały Suns nie przynosi - we wtorek Cavaliers zostali rozgromieni przez Los Angeles Lakers 112:57...

- Brakuje nam zgrania i porozumienia w zespole - ocenia lider Suns Steve Nash. - Na dodatek nie czuję, że dochodzimy do formy i poziomu zaangażowania, które mieliśmy wcześniej. To dołujące. Gramy dobrze, ale nagle tracimy rytm i wpadamy w dołek. Tak, jakbyśmy przestali w siebie wierzyć - mówi 37-letni rozgrywający.

Suns spadli na 11. miejsce w Konferencji Zachodniej, a do ósmego, które daje awans do play-off, mają dystans większy niż 13. w tabeli Los Angeles Clippers do nich. W górę idą za to Magic, którzy po transferze przegrali trzy pierwsze mecze, ale potem wygrali dziewięć z rzędu, wyrównując klubowy rekord.

Orlando, które chce grać o mistrzostwo NBA, ryzykowało, rezygnując m.in. z Rasharda Lewisa i Vince'a Cartera, by sprowadzić na ich miejsce Richardsona, Hedo Turkoglu i Gilberta Arenasa (z Washington Wizards), ale na razie transfer daje efekty. Zespół szybciej niż przewidywał trener Stan Van Gundy zgrał się w defensywie, a do świetnej dyspozycji powrócił Turkoglu.

32-letni Turek, który półtora roku temu po przegranym finale z Lakers odszedł z Orlando w poszukiwaniu większych pieniędzy, gra dwa razy lepiej niż w poprzednim sezonie w Toronto Raptors, a ostatnio w Suns. Turkoglu wrócił do roli nietypowego wysokiego skrzydłowego, który kreuje grę drużyny i w jednym meczu miał nawet 17 asyst.

Wszystko o Marcinie Gortacie w specjalnym dziale Sport.pl ?

Więcej o: