Gortat lepszy, ale Suns przegrywają

Dla Phoenix Suns ważniejsze od postępów Marcina Gortata są teraz zwycięstwa. Po trzech porażkach z rzędu drużyna z Arizony spadła na 10. miejsce w Konferencji Zachodniej i musi wygrać trzy kolejne mecze.

Gortat rozegrał w nowym klubie dwa spotkania - z rozpędzonymi Miami Heat wypadł przeciętnie (cztery punkty, cztery zbiórki w 18 minut), a Suns z kandydatem do mistrzostwa nie mieli większych szans i przegrali 83:95. Ze słabymi Los Angeles Clippers Polak wypadł dużo lepiej (11 punktów, pięć zbiórek w 27 minut), ale Suns znów byli gorsi - 103:108.

W niedzielę u Gortata trudno było znaleźć słabe punkty - w pierwszej połowie oczarował komentatorów skutecznymi półhakami, w drugiej potrafił zatrzymywać ataki Clippers w kolejnych akcjach. Dobry fragment Polaka w pierwszej części miał jednak miejsce w momencie, kiedy Suns byli wyraźnie słabsi od rywali, a jedna z podrywających Clippers akcji - piękny wsad z powietrza Blake'a Griffina - to efekt zagapienia się Gortata.

- Jako wysoki gracz mam być ostoją w obronie i chronić strefę podkoszową, ale z Miami zbyt często gubiłem się w defensywie - tłumaczył Polak po debiucie. Z Clippers było już lepiej, a najbardziej Gortat może być zadowolony z aż 27 minut na boisku, to rekord tego sezonu w meczach, które Polak rozpoczynał z ławki rezerwowych. Podstawowy środkowy Suns Robin Lopez gra nierówno, w Los Angeles szybko popełnił faule i - odwrotnie niż przeciwko Miami - wypadł słabiej niż Gortat.

Dla trenera Suns Alvina Gentry'ego o wiele ważniejsze od indywidualnych postępów zawodników będą jednak w najbliższym czasie wyniki zespołu. Phoenix spadli na 10. miejsce w Konferencji Zachodniej i nie mogą sobie pozwolić na stratę dystansu do ósemki, która awansuje do play-off. Trzy kolejne spotkania Suns to mecze u siebie z niżej notowanymi Philadelphia 76ers (środa) oraz Detroit Pistons (piątek) i wyjazd do najgorszych w lidze Sacramento Kings (niedziela). Za wpadkę należy uznać każdy bilans inny niż 3-0.

Więcej o: