NBA. Gortat z Clippers wypadł o wiele lepiej niż Lopez

Marcin Gortat wypadł w meczu z Los Angeles Clippers o wiele lepiej niż zaczynający mecz w pierwszej piątce Robin Lopez, który w dziewięć minut zaliczył dwa punkty i trzy faule. Polak był efektywniejszy w ataku, więcej dawał zespołowi w obronie.

Gortat zdobył 11 punktów i miał pięć zbiórek, ale Phoenix Suns przegrali po zaciętej końcówce z Los Angeles Clippers 103:108. To trzecia porażka zespołu Polaka z rzędu.

"Kapitan Hak" - tak na Gortata zaczęli mówić już w drugiej kwarcie komentatorzy telewizji FOX Sports West, która pokazywała mecz z Clippers. Polak w pierwszej połowie zdobył dziewięć punktów, z czego sześć po rzutach półhakami. To, obok zbiórek, bloków i biegania do kontry, jeden z jego znaków firmowych.

Gortat wszedł do gry już w trzeciej minucie, bo szybko dwa faule złapał pierwszy center Suns Robin Lopez. Gortat wniósł wiele energii w ataku. Zbierał, dobrze współpracował z rozgrywającymi - Stevem Nashem i Goranem Dragiciem. W obronie miał jednak trochę problemów. O ile z DeAndre Jordanem jeszcze sobie jakoś radził, to po przekazaniu debiutant Blake Griffin w pierwszej kwarcie dwa razy upokorzył go wsadami nad głową.

Po przerwie Gortat bronił o niebo lepiej. Pomagał na zasłonach, przytomnie łapał bezpańskie piłki i uruchamiał kontry. To m.in. dzięki jego solidnej grze Suns doprowadzili do remisu 85:85 w czwartej kwarcie.

W sumie Gortat zdobył 11 punktów, miał pięć zbiórek, asystę, przechwyt, blok, a także stratę i cztery faule w 27 minut jakie spędził na parkiecie.

Polak zagrał o wiele lepiej niż Lopez, który w dziewięć minut zaliczył dwa punkty i trzy faule. Był efektywniejszy w ataku, więcej dawał zespołowi w obronie i wystrzegał się szkolnych błędów. Widać, że potrzebuje jeszcze czasu na zgranie się z zespołem, ale partnerzy coraz częściej go dostrzegają w ataku i chcą z nim grać. W defensywie gra na swoim normalnym, solidnym poziomie.

Pietrus prawie zrobił różnicę

Suns zaczęli mecz fatalnie, w ogóle praktycznie nie bronili. W pierwszej kwarcie tracili już 14 punktów do Clippers (12:26) i prowadzeni przez trio Griffin, Gordon, Davis gospodarze utrzymywali przewagę.

Suns wygrali początek trzeciej kwarty 11:3 i zbliżyli się na cztery punkty (60:64). Zespół z Phoenix lepiej bronił. Trener Alvin Gentry do krycie Griffina posłał najstarszego w zespole Granta Hilla. 38-latek, mimo że słabszy fizycznie, radził sobie z młodą gwiazdą Clippers lepiej niż przyzwoicie, a w ataku przebudził się Steve Nash. Suns zdobyli siedem ostatnich punktów tej kwarty i doszli Clippers na jeden punkt (78:79).

Do remisu trójką z rogu doprowadził Pietrus (85:85), ale potem Suns stracili siedem punktów z rzędu. Na minutę przed końcem po serii 6:0 zakończonej wsadem Francuza Suns doszli na cztery punkty (100:104). Chwilę później Pietrus po raz piąty trafił za trzy, a Clippers prowadzili już tylko jednym punktem na 22 sekundy przed końcem. Gdy faulowany Randy Foye trafił oba rzuty wolne, było jasne, że w ostatniej akcji piłka trafi do Pietrusa. Francuz jednak kompletnie się pogubił, stracił piłkę, a Al-Farouq Aminu wsadem w kontrze przypieczętował zwycięstwo Clippers 108:103.

Liderem Clippers był Blake Griffin, który po raz 18. z rzędu i 24. w sezonie zaliczył double-double. Miał 28 punktów i 12 zbiórek, ale końcówkę meczu oglądał z ławki, bo miał sześć fauli. 24 punkty dołożył Eric Gordon.

25 punktów dla Suns zdobył Pietrus, 21 dołożył Nash (oraz 15 asyst), a 19 Grant Hill.

W Suns z transferowej trójki nie zadebiutował jeszcze Vince Carter, który ma problemy z kolanem i lekarze nie pozwolili mu jeszcze na grę.

Więcej o: