NBA. Gortat zrobił swoje. Na piątkę!

584 dni czekał Marcin Gortat na mecz w pierwszej piątce Orlando Magic. W piątek przeciwko Detroit Pistons zastąpił w wyjściowym składzie chorego Dwighta Howarda, rzucił 14 punktów i miał 11 zbiórek, a jego zespół wygrał 104:91. Na double-double Polak także czekał 584 dni.

Zobacz mecz Orlando na Zczuba.tv

Gortat daną mu w piątek szansę wykorzystał. Polak, który po raz ostatni w pierwszej piątce Magic w meczu o stawkę zagrał rok, siedem miesięcy i pięć dni temu (30 kwietnia 2009 roku w szóstym meczu pierwszej rundy play-off z Philadelphią 76ers, gdy Howard został na jeden mecz zawieszony), zagrał skutecznie w ataku, solidnie w obronie i dobrze wypełniał lukę po chorym Dwightcie Howardzie.

Nie był pierwszą opcją w ataku Magic, ale zespół w meczu z Pistons bardzo dobrze dzielił się piłką (24 asysty) i ta często trafiała do będącego blisko kosza Gortata. A on robił swoje. Pierwsze punkty zdobył w siódmej minucie pierwszej kwarty, gdy po dwójkowym zagraniu z Chrisen Duhonem zapakował piłkę do kosza. Później nie był tak efektowny, ale szanse do zdobywania punktów wykorzystywał - trafiał z drugiego-trzeciego metra, dobijał rzuty partnerów. W sumie uzbierał 14 punktów (7/9 z gry), co jest jego najlepszym osiągnięciem w tym sezonie i tylko o dwa punkty gorszym od rekordu kariery.

Z 11. zbiórkami był najlepszym zbierającym meczu. Miał także trzy bloki - najwięcej w meczu oraz dwie asysty, przechwyt i cztery faule w ciągu 32. minut na parkiecie. To jego zdecydowanie najlepsze spotkanie w sezonie. Co więcej, po raz pierwszy od 584 dni zaliczył double-double w meczu o stawkę- swoje szóste w regular season, siódme licząc z play-off.

Po serii słabszych meczów, gdy Stan Van Gundy ograniczył jego obecność na parkiecie, Gortat udowodnił, że warto na niego stawiać. Choć pewne jest, że Polak z pierwszej piątki Howarda nie wygryzie, to meczem z Pistons pokazał, że zasługuje na więcej niż kilka minut w meczu, które dostawał ostatnio.

Gortat dobrą dyspozycję będzie mógł potwierdzić w sobotnim meczu z Milwaukee Bucks, który także rozpocznie w pierwszej piątce. W jego drużynie panuje mini epidemia grypy żołądkowej, a jedną z jej ofiar jest lider Magic Dwight Howard. Oprócz niego chorzy są także Jameer Nelson, J.J. Redick oraz Michael Pietrus. Howard i Pietrus na pewno nie zagrają z Bucks, jeszcze przed piątkowym meczem z Pistons zostali odesłani do domów. Ale to nie jedyne problemy zdrowotne Magic. Na początku drugiej kwarty, po zaledwie kilkudziesięciu sekundach na parkiecie kontuzji doznał rezerwowy skrzydłowy Ryan Anderson - skręcił kostkę walcząc o zbiórkę i jego występ w meczu z Bucks także stoi pod znakiem zapytania. Trener Stan Van Gundy ma w tej chwili do dyspozycji ośmiu zdrowych zawodników.

Osłabieni Magic wygrali w Detroit, bo funkcjonował zespół, w roli lidera odnalazł się Vince Carter, a fenomenalny mecz rozegrał rezerwowy Brandon Bass. W ważnych momentach, zwłaszcza w trzeciej kwarcie, trafiali będący ostatnio bez formy Rashard Lewis i Quentin Richardson - obaj zakończyli mecz z 15. punktami.

Carter zdobył 11 z 13. pierwszych punktów zespołu, a potem skupił się na rozgrywaniu. Mecz zakończył z 25. punktami i dziewięcioma asystami. Liderem punktowym był Bass, który z Pistons ustanowił swój nowy rekord kariery - rzucił 27 punktów. Imponował siłą z jaką wbijał się pod kosz, a także skutecznością z półdystansu. Spudłował tylko raz na 12 prób, wykorzystał pięć z siedmiu rzutów wolnych. Rywale nie mieli na niego recepty.

Pistons jak zwykle byli niewygodnym rywalem dla Magic. W pierwszej połowie trafiali raz za razem, do kosza wpadało niemal 60 procent ich rzutów, ale gospodarze prowadzili tylko jednym punktem (55:54). Magic wyszli na prowadzenie w trzeciej kwarcie po serii trójek Lewisa Richardsona i nie odda li go do końca. Na niespełna trzy minuty przed końcem meczu po dobitce Gortata Magic odskoczyli na 12 punktów (99:87) - rywale podnieść się już nie byli w stanie i przegrali ostatecznie 91:104.

Magic wygrali szósty mecz z rzędu i z bilansem 15-4 prowadzą w Southeast Division. Na wschodzie taki sam stosunek zwycięstw do porażek mają Boston Celtics, którzy w piątek pokonali Chicago Bulls 104:92. Pistons (bilans 6-14) są najsłabszą drużyną Central Division.

Magazyn NBA. Howard najlepszym obrońcą?

Wszystko o Marcinie Gortacie - w specjalnym dziale Sport.pl ?

Więcej o: