NBA. Gortat: Bum i nie gram

- Początek sezonu był fantastyczny, grałem w miarę dużo, ale teraz wszystko zaczęło zwalniać i wracam do punkty wyjścia - mówi Sport.pl Marcin Gortat, który w ostatnich sześciu meczach jest cieniem siebie z początku sezonu.

Gortat, żelazny rezerwowy Dwighta Howarda, zaczynał sezon z tradycyjną nadzieją na więcej minut na boisku i ważniejszą rolę w drużynie. I na początku rozgrywek tak było - zdarzały się mecze, w których Polak grał ponad 20 minut, zdobywał dwucyfrowe liczby punktów lub zbiórek.

Gortat na dłuższe momenty zmieniał Howarda, bo lider Magic często miewał problemy z faulami i nie radził sobie z nowymi przepisami dotyczącymi interpretacji przewinień technicznych, ale Polak grywał także obok środkowego Orlando jako wysoki skrzydłowy. Wypadał solidnie - był skuteczny, dobrze zbierał, imponował zaangażowaniem.

- Z Atlantą grałem długo, rzucałem się na boisko, trener mnie chwalił. Po innych meczach też mówił mi, że zrobiłem kawał dobrej roboty. Ale nagle nadchodzi kolejny mecz, bum i nie gram. Nie wiem, z jakiego powodu. Chyba musiałbym siedzieć w głowie trenera, żeby to zrozumieć. Ale to jego decyzja, którą muszę zaakceptować - mówi "Gazecie" Gortat.

Sygnałem ostrzegawczym, że Gortat będzie grał mniej, był mecz z Toronto Raptors, gdy Polak zagrał tylko cztery minuty, a czerwona lampka zapaliła się w meczu z Indiana Pacers, gdy 26-letni środkowy nie oddał ani jednego rzutu. - Wszystko zaczyna zwalniać i mam wrażenie, że powoli wracam do punktu wyjścia, do miejsca, w którym byłem rok temu - dodaje Polak i tłumaczy: - Nie jest łatwo utrzymać dobrą dyspozycję, kiedy po grze w reprezentacji i niezłym sezonie przygotowawczym dobrze zacząłem rozgrywki, a mimo to gram mniej. Pewność siebie, którą miałem, zanika.

Brak pewności widać u Gortata w ostatnich spotkaniach, w których Polak trafił tylko trzy z dziewięciu rzutów. Howard opanował kłopoty z faulami i gra coraz lepiej - z zawodnika, który na początku sezonu regularnie szybko łapał faule, czołowy środkowy ligi stał się obrońcą ostrożnym. Nie stara się już za wszelką cenę blokować rywali, rzadziej używa w obronie rąk, gra efektywniej. Skutek? Tylko cztery faule w trzech ostatnich meczach, w tym w hitowym spotkaniu z Miami Heat, w którym nie faulował ani razu!

Na dodatek w życiowej formie jest konkurent Gortata do roli rezerwowego wysokiego skrzydłowego Brandon Bass. Dla Polaka zaczyna brakować minut. - Stoję w miejscu, ale nie rozumiem, dlaczego tak jest - mówi Gortat.

Najlepszym wyjściem dla rozwoju Polaka byłby transfer do innego klubu, ale tu wszystkie karty są w rękach Magic. A oni Gortata potrzebują, bo jako zespół walczący o mistrzostwo muszą mieć solidnych koszykarzy na ławce rezerwowych.

Gortat 10/11

Magazyn NBA. Howard najlepszym obrońcą?