Marcin Gortat i Orlando stoczą Bitwę o Boston

Koszykarze Orlando Magic znów byli twardsi od Boston Celtics i przedłużyli swoje szanse na finał NBA. Drużyna Marcina Gortata przegrywa z Celtics już tylko 2-3 i w nocy z piątku na sobotę gra w Bostonie kolejny mecz o życie - transmisja w Canal+ Sport o 2.30

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

Zacząć od trzech porażek, a mimo to wygrać rywalizację do czterech zwycięstw. Tego nie dokonał jeszcze w NBA nikt.

Ale koszykarze Orlando po fatalnym starcie podjęli walkę. I wciąż wierzą, że przebiją się do finału. Wiary im nawet przybywa.

W poniedziałek wyrwali zwycięstwo po dogrywce w Bostonie, w środę odzyskali swój rytm z sezonu zasadniczego - zarzucili rywali trójkami, częściej zbierali piłki po niecelnych rzutach i wygrali pewnie - 113:92.

Celtics mieli kłopoty z zatrzymaniem gospodarzy także dlatego, że zderzyli się - dosłownie! - z ich twardymi łokciami. Zdecydowane faule Dwighta Howarda i Marcina Gortata odczuł lider gości Paul Pierce, w podkoszowym tłoku plecy nadwerężył Rasheed Wallace.

Najmocniejszy cios otrzymał jednak Glen Davis (206 cm, 130 kg), przy którym Andrzej Gołota wygląda jak chucherko. Gladiator Howard - góra mięśni latająca metr nad boiskiem - przypadkowo uderzył go łokciem w twarz i Davis przez kilka sekund miał problem z podniesieniem się z parkietu. Kiedy już wstał, to potykał się o własne nogi i niepewny bieg zakończył wtuleniem się w sędziego.

Zamroczonego Davisa odesłano do szatni, gdzie po chwili dołączył do niego inny rezerwowy Celtics Marquis Daniels. Ten próbował przebić się przez mur stworzony przez Gortata i Howarda, uderzając Polaka głową w tors. To nie było rozsądne - Daniels wylądował na boisku z miną zdradzającą zdziwienie i niepewność.

Gortat grał w środę długo, aż 20 minut. Zdobył dwa punkty i miał cztery zbiórki. Polak, który w NBA nabrał nawyku gadania pod nosem na boisku, nie uciekał od docinków pod adresem rywali, nie bał się znaleźć w ogniu walki. Pod koniec pierwszej połowy, po ostrym zaatakowaniu Pierce'a po gwizdku przerywającym akcję, dostał przewinienie techniczne i uderzenie łokciem od Kendricka Perkinsa.

Środkowy Celtics też został ukarany przewinieniem technicznym, a po chwili otrzymał drugie - za komentowanie decyzji sędziów. W konsekwencji Perkins musiał karnie opuścić parkiet.

Czołówki amerykańskich serwisów po zakończeniu spotkania nie budziły wątpliwości, kto jest na fali. "Oszołomieni i skonfundowani" - tytułowało relację Yahoo.com, "Wielki kłopot Bostonu" - pisał serwis "Sports Illustrated". Dzisiaj Celtics może brakować Davisa, co w połączeniu z urazem Wallace'a może oznaczać niedobór obrońców na coraz lepszego Howarda.

Może, ale nie musi. Celtics już mieli szczęście, bo władze ligi anulowały drugi faul techniczny Perkinsa twierdząc, że został odgwizdany zbyt pochopnie. To uratowało występ środkowego z Bostonu w dzisiejszym meczu, bo gdyby przewinienie zostało utrzymane, to jako siódme techniczne w play-off, oznaczałoby zawieszenie na jeden mecz.

Twardy Wallace zagra zapewne mimo bólu, a i Davis odgrażał się tuż po meczu nr 5: - Nic mi nie jest, na pewno zagram w piątek - mówił. Decyzję podejmą jednak lekarze.

Co wydarzy się w szóstym meczu? Celtics we własnej hali wygrali 24 z 29 spotkań w play-off w trzech ostatnich latach, ale aż trzy z pięciu porażek to dzieło Magic. - Młody zespół mógłby się pogubić po dwóch porażkach, ale Celtics to weterani, mistrzowie z 2008 roku - przypomina komentator ESPN Avery Johnson. - Wciąż są w wymarzonej sytuacji: prowadzą 3-2 i mają mecz u siebie.

Rozkręcającym się Magic daje się jednak coraz więcej szans. - Nie wiem, czy możemy mówić, że mamy przewagę, skoro przegrywamy 2-3 i przed nami mecz wyjazdowy. Wciąż wspinamy się na ogromną górę - tonuje nastroje trener Magic Stan Van Gundy. - Ale gramy lepiej - dodaje.

Bitwa dla Magic. Ofiary po stronie Celtics ?

Więcej o: