NBA. Gortat czeka na absencję Howarda

Marcin Gortat dał dobrą zmianę w pierwszej połowie meczu z Boston Celtics, ale dopiero powrót na boisko Dwighta Howarda poprawił grę Orlando Magic w wyjazdowym starciu na szczycie NBA z Boston Celtics. Co musi się stać, aby Gortat wyszedł w pierwszej piątce?

Howard zaczął niedzielny mecz od szybkich fauli, więc jego zmiennik Gortat wszedł na boisko już w połowie pierwszej kwarty. Polak zdobył dwa punkty, miał pięć zbiórek i dwa bloki, ale Magic grali bardzo źle. Do przerwy przegrywali 50:61.

- Przejmij kontrolę, zacznij dominować - powiedział w przerwie do Howarda inny zawodnik Magic Vince Carter. Howard rady posłuchał i w trzeciej kwarcie goście zagrali znakomicie - wygrali ją aż 36:11! - To była najlepsza kwarta, od kiedy prowadzę ten zespół - powiedział trener Stan Van Gundy, dla którego był to 249. mecz w tej roli.

W końcówce Magic kontrolowali grę i wygrali 96:89, a Gortat nie pojawił się już na parkiecie. Z wpisów Polaka na Twitterze wynika, że był bardzo zadowolony z wygranej, trochę mniej z własnej gry. Szczególnie ze skuteczności - Gortat trafił tylko jeden z czterech rzutów, spudłował jeden łatwy spod kosza.

Polak gra dłużej tylko wtedy, kiedy Amerykanin popełnia dużo fauli, choć mecz w Bostonie pokazał, że Van Gundy'emu opłaca się czasem ryzykować i stawiać na Howarda mimo jego zagrożenia dyskwalifikacją. Z nim Magic grają po prostu lepiej.

Co musi się stać, aby Gortat wyszedł w pierwszej piątce i grał naprawdę długo? Są dwie możliwości - kontuzja Howarda lub jego zawieszenie ze względu na faule techniczne. Howard ma w tym momencie 12 takich przewinień, przepisy NBA przewidują zawieszenie na jeden mecz po 16. W zeszłorocznym play-off, kiedy Amerykanin pauzował za uderzenie rywala łokciem, Gortat wyszedł w pierwszej piątce, zdobył 11 punktów i miał 15 zbiórek w ciągu 40 minut.