NBA. Gortat cichym bohaterem Magic

Sześć punktów i osiem zbiórek miał Marcin Gortat w wygranym czwartkowym meczu Orlando Magic z Boston Celtics 96:94. - Gdy w obronie gram razem z Howardem, nikt nas nie powstrzyma - mówił po meczu polski środkowy.

Zobacz skrót meczeu na Z Czuba.tv ?

 

Gortat zagrał aż 27 minut, więcej czasu na parkiecie spędził w tym sezonie tylko raz w meczu z Cleveland Cavaliers. Początkowo Gortat zmieniał Howarda, który już w pierwszej kwarcie szybko złapał dwa faule. W pierwszej połowie Polak w ataku nie błyszczał, ale był ważnym graczem w obronie. Dwukrotnie zablokował Glena Daviesa, raz Paula Pierce'a. Gortat dominował pod koszem, ale Celtics w pierwszej połowie świetnie rzucali z dystansu i po 24 minutach gry prowadzili 51:40.

Na początku trzeciej kwarty po trójce Ray'a Allena osiągnęli swoją najwyższą 16-punktową przewagę (56:40). Trener Stan Van Gundy próbował różnych wariantów gry, ale nic nie przynosiło rezultatu. W czwartej kwarcie zaryzykował. Do gry wystawił swoje dwie wieże - Dwighta Howarda i Marcina Gortata.

Efekty były widoczne od razu. Celtics pod koszem nie istnieli, w ataku bliżej kosza też była widoczna dominacja dwóch wież z Orlando. W całym meczu Magic zebrali na deskach 47 piłek, Magic tylko 32. Ofensywę Magic napędzał Jason Williams. Po jego dwóch trójkach i trzech punktach Gortata z linii rzutów wolnych przewaga gości stopniała do pięciu punktów. Pięć minut przed końcem po rzucie Gortata z półdystansu Magic wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu. To był jedyny celnny rzut z gry Polaka w meczu. - W obronie ich zniszczyliśmy. Nie ma możliwości, by ktoś nas powstrzymał w obronie, gdy gramy z dwoma takimi środkowymi - mówił Gortat.

Ale rywale nie złożyli broni. W ostatnich sekundach w Celtics trafiać zaczęli Paul Pierce i Rajon Rondo. Zdobyli siedem ostatnich punktów dla ekipy z Bostonu, która na 51 sekund przed końcem prowadziła 94:91. Ostatnie słowo należało do graczy Magic. 40 sekund przed końcem trójkę na remis po 94 trafił J.J. Reddick, a chwilę później z dystansu przestrzelił Allen i gospodarze mieli piłkę na zwycięstwo.

Sekundę przed końcem decydującą o wygranej Magic akcję przeprowadził Rashard Lewis. Skrzydłowy minął próbującego bronić Kevina Garnetta, wszedł wzdłuż linii końcowej i spod samego kosza dał zwycięstwo swojej drużynie. -Mieliśmy grać do Cartera, ale ten został odcięty, słabo to rozrysowałem. Ale Rashard uratował mi tyłek - mówił po meczu trener Van Gundy.

Marcin Gortat w 27 minut rzucił sześć punktów (1/1 z gry, 4/6 z wolnych), miał osiem zbiórek, trzy bloki, asystę i trzy faule. John Hollinger z prestiżowego serwisu ESPN nazwał Gortata cichym bohaterem meczu. Zdaniem trenera Van Gundy'ego polski środkowy zasłużył na więcej gry. - Myślę o tym coraz częściej. Gdyby zapomnieć o podziale na pozycje i stworzyć listę najlepszych moich graczy, to Gortat byłby na niej wysoko. Grając jako zmiennik Howarda nigdy nie dostanie więcej minut, dlatego przeciwko zespołom, które są od nas silniejsze pod koszem, będę częściej próbował gry z Gortatem jako silnym skrzydłowym - mówił Van Gundy.

Najskuteczniejszym graczem Magic był Lewis, który zdobył 23 punkty. Dwight Howard w 32 minuty miał 19 punktów i 10 zbiórek. Dla Celtics najwięcej, 20 punktów rzucił Ray Allen.

Magic z bilansem 30 zwycięstw i 16 porażek są na czwartym miejscu na wschodzie, Celtics (29-14) zajmują drugie miejsce. W sobotę ekipa z Orlando podejmie Atlantę Hawks w meczu, który zdecyduje o trzecim miejscu w konferencji wschodniej i prowadzeniu w Southeast Division.

Mecz Gwiazd NBA: kto i dlaczego zagra we Wschodzie a kto w Zachodzie? Wyniki czwartkowych meczów:

New York Knics - Toronto Raptors 104:106

Orlando Magic - Boston Celtics 96:64

Phoenix Suns - Dallas Mavericks 112:106

Oden przeprosił za rozbierane fotki ?

Więcej o: