NBA. Gortat dobry, Magic nadal słabi

Orlando Magic przegrali drugi mecz z rzędu, stracili prowadzenie w swojej dywizji i spadli na czwarte miejsce w konferencji wschodniej. W piątek zespół z Florydy przegrał z Potrland Trail Blazers 87:102. Marcin Gortat zdobył siedem punktów i miał pięć zbiórek.

Kryzys w Magic nadal trwa. To już szósta porażka zeszłorocznych finalistów NBA w ostatnich ośmiu meczach i w konsekwencji Magic (bilans 26-14) stracili prowadzenie w Southeast Division na rzecz Atlanty Hawks (26-14), a w konferencji wschodniej spadli na czwarte miejsce. W poniedziałek Magic zmierzą się po raz pierwszy w tym sezonie z mistrzami NBA Los Angeles Lakers. Faworytem na pewno nie będą.

Przed meczem wydawało się, że Magic powinni poradzić sobie z Blazers. Do składu o trzech meczach przerwy wrócił Vince Carter, a rywale grali bez swojego lidera Brandona Roya oraz czterech innych kontuzjowanych koszykarzy.

Blazers nic nie robili sobie ze swoich problemów. Uderzyli od samego początku, już po pierwszej połowie prowadzili różnicą 20 punktów (52:32), a po przerwie kontrolowali mecz. Magic, jedna z najbardziej ofensywnych drużyn w lidze, w ataku miała ogromne problemy. Liderzy pudłowali, zawodnicy rezerwowi niewiele wnosili do gry.

W Blazers ataku kontuzjowanego Roya świetnie zastąpili Martell Webster (24 punkty), a pod koszem szalał LaMarcus Aldridge (14 punktów i 14 zbiórek). Blazers pokonali Magic ich własną bronią - rzutami z dystansu. W piątek gospodarze trafili ich 11 na 21 prób (Webster pięć, Blake cztery), goście wykorzystali tylko siedem na 30 oddanych rzutów z dystansu.

Pod koszem kolejny słaby mecz w tym sezonie zagrał Dwight Howard. Trafił cztery z siedmiu rzutów z gry i tylko trzy z dziesięciu wolnych. Miał też 11 zbiórek. Howard nie potrafił wykorzystać swojej przewagi siły nad grającymi bez nominalnych środkowych Blazers (Oden i Przybilla są kontuzjowani). Lider Magic nie radził sobie z bardzo dobrze broniącym weteranem Juanem Howardem. Zawiódł też wracający po kontuzji Carter, który trafił tylko jeden z siedmiu rzutów z gry (w sumie pięć punktów). Najwięcej, po 15 punktów dla Magic zdobyli Jameer Nelson i Rashard Lewis.

Przyzwoity mecz w Magic zagrał Marcin Gortat. Polak po dwóch słabszych meczach, tym razem był aktywny w ataku i skuteczny w obronie. Tuż po swoim wejściu zdobył pierwszy punkt z linii rzutów wolnych. W drugiej kwarcie dołożył jeszcze sześć po dwójkowych akcjach z Jasonem Williamsem oraz J.J. Reddickiem. W sumie w niespełna sześć minut Gortat rzucił siedem punktów (3/5 z gry, 1/2 z wolnych), miał pięć zbiórek (jedną w ataku) oraz jedną asystę i faul.

Bardzo zacięty mecz obejrzeli kibice w Chicago. Miejscowi Bulls potrzebowali dwóch dogrywek by pokonać Washington Wizards. 37 punktów dla zwycięzców rzucił Derrick Rose, w tym bardzo ważny kosz na niespełna sześć sekund przed końcem. Wśród Wizards najskuteczniejszy był Antwan Jamison - zdobył 34 punkty i miał 17 zbiórek.

NBA. Durant objawieniem sezonu! 'Jak połączenie Jordana z Pippenem' Magic nie planują transferu Marcina Gortata >