NBA. Magic nie potrzebują transferu Gortata

Nie zanosi się na to, żeby Marcin Gortat zmienił klub. Rezerwowy Orlando Magic nie jest zadowolony ze swojej marginalnej roli, ale drużyna z Florydy nie potrzebuje roszad.

We wtorek dla kilkudziesięciu zawodników - w tym Gortata - otworzyło się okno transferowe. ESPN wymienił Polaka na trzecim miejscu wśród graczy, których wymiana jest najbardziej prawdopodobna. "Gortat znajduje się na tej liście dlatego, że bardzo chce na niej być" - pisze jednak autor analizy.

24-letni gracz jest w patowej sytuacji - w lecie nie udał mu się transfer do Dallas Mavericks, wciąż jest rezerwowym i nie ma szans na wygranie rywalizacji z czołowym środkowym NBA Dwightem Howardem.

Gortat wie, że stać go na więcej. W czterech meczach poprzednich rozgrywek, kiedy Howard grać nie mógł, Polak zdobywał średnio po 10,2 punktu, miał po 12,5 zbiórki oraz 2,2 bloku. Osiągnięcia z całej kariery - 3,7 punktu, 4,2 zbiórki, 0,8 bloku - są na dużo niższym poziomie.

Gortat już przed sezonem mówił, że przypomina bombę zegarową, a teraz jego poziom frustracji rośnie - z biegiem czasu Polak gra coraz mniej, a na dodatek trener Magic Stan Van Gundy przyznał ostatnio, że Gortat nie gra na takim poziomie jak kilka miesięcy temu. W środowym spotkaniu z Toronto Raptors zdobył dwa punkty i miał siedem zbiórek, ale był ostatnim z drużyny, który pojawił się na parkiecie. Nie licząc niecałej minuty tuż przed przerwą, grał dopiero przez dziewięć minut w końcówce, kiedy wynik był już rozstrzygnięty.

Gortat daje do zrozumienia, że chciałby znaleźć się w zespole, w którym mógłby pełnić ważniejszą rolę, ale jednocześnie przyznaje, że nie darowałby sobie odejścia z Magic, którzy mają realną szansę na mistrzostwo.

NBA: Gortat zmieni klub w tym oknie transferowym?

Plany i życzenia Gortata nie mają jednak znaczenia - o ewentualnym transferze decyduje klub. Polak ma prawo weta, jeśli docelowy zespół nie będzie mu pasował, ale na wymianę się nie zanosi. Mówił o tym ostatnio dyrektor klubu z Orlando Otis Smith - wynika to z analizy składu zespołu.

Magic na każdej pozycji mają po dwóch zawodników i braków doszukać się trudno. Drużyna nie odczuwa absencji kontuzjowanego Jameera Nelsona, bo jego zmiennicy - Jason Williams i Anthony Johnson - grają dobrze. Gwiazd nie ma tylko wśród niskich skrzydłowych (Mickael Pietrus, Matt Barnes), ale to też nie problem. W zespole, gdzie są świetni Howard, Nelson, Rashard Lewis i Vince Carter, potrzebni są także specjaliści od obrony i koszykarze stworzeni do ról drugoplanowych. Do tej grupy należy m.in. Gortat.

Magic mają nadmiar podkoszowych, bo Howarda mogą zastępować także Brandon Bass lub Adonal Foyle, ale pierwszy jest zbyt niski, aby stawić czoło np. Shaquillowi O'Nealowi z Cleveland Cavaliers, a drugi to weteran, który nie gra od dawna.

Polak gra mało, zarabia dużo (5,8 mln dol. za ten sezon), ale Magic nie muszą się go pozbywać ze względów ekonomicznych - bogaty właściciel klubu dał zielone światło na wydawanie pieniędzy, bo tegoroczne wicemistrzostwo NBA podziałało na jego wyobraźnię. Magic za wszelką cenę chcą pierwszego mistrzostwa w historii klubu, a Gortat jest jednym z trybów maszyny, która ma to zapewnić.