Czy Orlando trafi się druga tak magiczna noc?

Orlando Magic trafili w meczu nr 3 finału NBA aż 62 proc. rzutów z gry, a mimo to pokonali Los Angeles Lakers tylko 108:104. Co będzie jeśli kolejny taki mecz się nie powtórzy? Od ok. 2:30 w czwartek w nocy relacja z kolejnego meczu finałowego na żywo na Sport.pl! Blogujcie, mailujcie, komentujcie na zczuba.pl i zczuba@g.pl - zróbmy relację razem!

A że nie powtórzy - to pewne. Magic w pierwszej połowie trafili aż 24 z 32 rzutów, a w sumie mieli 40 na 64. Pobili rekord finałów NBA. To się nie zdarza na co dzień, nie zdarza nawet co dwa dni. To wreszcie nie zdarza się w finale NBA przeciwko tak dobrej drużynie jak Los Angeles Lakers.

- Trafialiśmy niesamowicie i jestem pewny, że ta statystyka będzie pierwszą, na którą rywale zerkną po meczu. W kolejnym spotkaniu będą bronić jeszcze lepiej, a nam będzie się grało trudniej - mówił Zawodnik 8/14, czyli Rashard Lewis (21 punktów).

- Magic wykonali świetną robotę, jeśli chodzi o dostosowanie się do naszego sposobu obrony - chwalił zespół Marcina Gortata Kobe Bryant. - Ale my w obronie w pewnych sytuacjach graliśmy tak, jak potrzeba. Byliśmy blisko, zamykaliśmy im drogę do kosza. A oni po prostu trafiali. Musimy zagrać jeszcze lepiej - dodał lider Lakers.

Sam Bryant zaczął świetnie. Zdobył 17 punktów w kwarcie, ale potem słabł. Nie dawał sobie rady z agresywną obroną Courtney'a Lee i Mickaela Pietrusa, pudłował wolne (5/10), a w końcówce stracił piłkę. - Wpadłem w zły rytm, miałem po prostu zły dzień - mówił Bryant, który ostatecznie zdobył 31 punktów, ale miał tylko 11/25 z gry.

Fantastycznej skuteczności nie potrafił wytłumaczyć trener Magic Stan Van Gundy ("czasem po prostu się trafia"), próbował Gortat: - Mamy po prostu znakomitych zawodników. Dwight Howard jest wielką gwiazdą, R ashard Lewis rzuca za trzy najlepiej w całej NBA, Hedo Turkoglu w jednym meczu może mieć 1/20 z gry, a w drugim 19/20 - tłumaczył, ale zakończył równie enigmatycznie jak trener. - Po prostu trafił się nam mecz, w którym nasi liderzy trafiali. W naszych zagrywkach nie było nic specjalnego. Piłki wpadały.

Lewis mówił: - Dobrze dzieliliśmy się piłką. Sprawiliśmy, że ich obrona przesuwała się od linii do linii. Znajdowaliśmy miejsce i trafialiśmy.

Swój punkt widzenia przedstawił też Zawodnik 8/12, czyli Rafer Alston (20 punktów): - Graliśmy szybko, z wielką energią. Było dużo akcji dwójkowych, podań do Howarda, który kończył akcje, albo odgrywał na obwód. To nasza gra.

Problem w tym, że o ile Magic wciąż mogą biegać, szybko wymieniać się piłką, podawać ją do Howarda, wycofywać się na obwód, to prawdopodobieństwo, że będą trafiać aż z taką skutecznością, jest niewielkie.

A Lakers zareagują i w obronie, i w ataku. Choć, jak napisał jeden z amerykańskich ekspertów, "Magic wygrali mecz nr 3, ale Lakers go nie przegrali".

Wtorkowa noc była dla Orlando magiczna. Przywróciła wiarę, że zdobycie mistrzostwa jest możliwe. Ale już w czwartek zapowiada się szalenie trudna weryfikacja ich mistrzowskich zapędów.

Korespondencja z Orlando: Magic wracają do gry o mistrzostwo!

Marcin Gortat dla Sport.pl: Jeszczę dorwę Odoma >