Marcin Gortat znów tylko zmiennikiem

Niespełna pięć minut zagrał w trzecim meczu finałów Marcin Gortat. Trener Stan Van Gundy postanowił dać więcej pograć weteranowi Tony'emu Battie, a Magic po raz pierwszy w finałach wygrali z Lakers (108:104).

Trener Stan Van Gundy cały czas szuka idealnego rozwiązania pod koszem Magic w rywalizacji z Los Angeles Lakers. Po niezbyt udanej próbie z tzw. dwoma wieżami, czyli Gortatem i Howardem na parkiecie jednocześnie, Van Gundy w meczu numer trzy postawił na Tony'ego Battie.

Weteran zagrał prawie 10 minut, zdobył 4 punkty, miał asystę i blok. Gortat wrócił do roli tylko zmiennika Howarda. Nie grał wiele, bo lider Magic nie miał problemów z faulami, grał dobrze i Van Gundy trzymał go na parkiecie. W sumie przez niespełna pięć minut oddał tylko jeden rzut (został zablokowany przez Lamara Odoma), postawił kilka dobrych zasłon, a na tablicach nie miał zbyt wiele roboty, bo jego partnerzy trafiali raz za razem.

- Podstawowa różnica między Battie a Gortatem jest taka, że Battie trafia z sześciu, siedmiu metrów. Gortat to raczej klasyczny center - tłumaczył dlaczego Magic postawili na Battie w telewizji ABC Jeff Van Gundy, ekspert, a w przeszłości trener New York Knicks i Houston Rockets.

Gortat w statystyce:

0 punktów (0/1 z gry) i faul w niespełna pięć minut na parkiecie.

Korespondencja z Orlando: Magic wygrali, ale Gortat trochę zły Debiut na meczu NBA, czyli może być tylko gorzej >