Trzy bloki Gortata, Magic lepsi od Lakers

Trzy bloki w ciągu niespełna dziewięciu minut gry miał Marcin Gortat. Jego Orlando Magic pokonali 106:103 wicemistrzów NBA Los Angeles Lakers.

Gortat vs Duncan. Dobra gra Polaka, Magic zwycięzcy! ?

24-letni Polak zdobył też 2 punkty (1/2 z gry) i miał 2 zbiórki. Niemal dwukrotnie dłużej grał jednak jego konkurent do miejsca w składzie Tony Battie, który w ciągu 15 minut miał 5 punktów i 6 zbiórek.

Na początku meczu dość szybko w kłopoty z faulami wpadł Dwight Howard - środkowy Magic co prawda w ciągu pierwszych 65 sekund dwukrotnie wymusił przewinienia Andrewa Bynuma, ale potem sam szybko sfaulował dwa razy i po 6 minutach na parkiecie pojawił się Gortat.

Polak pilnował się z Hiszpanem Pau Gasolem. W ataku rola Gortata znów ograniczała się do stawiania zasłon, chociaż Polak oddał w pierwszej kwarcie dwa rzuty - najpierw spudłował z 5 metrów, ale potem wykorzystał dobre podanie pod kosz od Anthony'ego Johnsona i zdobył punkty łatwym wsadem.

O wiele ważniejszą rolę Gortat spełniał w obronie - Polak w każdej lidze, jakiej grał, był specjalistą od bloków i w NBA nie jest inaczej. W meczu z Lakers zaczął od muśnięcia piłki przy wejściu pod kosz Bryanta, co zaliczono mu jako blok. W pierwszej kwarcie 24-letni środkowy zatrzymał jeszcze Gasola i Słoweńca Saszę Vujacicia. Gortat skakał do góry z wyciągniętymi rękami praktycznie w każdej podkoszowej akcji rzutowej gości i momentami straszył tylko obecnością. Jedynym, który się go nie bał i - poza pierwszą akcją - trafiał ponad nim, był Bryant.

MVP poprzedniego sezonu grał świetnie - już w pierwszej połowie zdobył 25 punktów, z czego kilka po akcjach niesamowitych. Za jego sprawą Lakers wypracowali sobie na początku drugiej kwarty ok. 10-punktową przewagę. Howard popełnił trzecie przewinienie, ale wówczas jego miejsce zajął inny podkoszowy - Tony Battie. Doświadczony Amerykanin grał inaczej niż Gortat - był aktywniejszy w ataku, ale nie straszył tak blokami w obronie.

Magic grali jednak powoli, popełniali proste błędy, a na dodatek kiepsko rzucali z linii rzutów wolnych. Niewidoczny w ataku był Rashard Lewis, powoli rozkręcał się Jameer Nelson. Wynik trzymał Hedo Turkoglu, ale i jemu zdarzały się gorsze akcje. Magic także słabo bronili i nie dotyczyło to tylko tych, którzy pilnowali Bryanta.

Gortat wszedł na parkiet na ostatnie 40 sekund, ale nic nie zdziałał. Do przerwy Magic przegrywali 49:58.

Na początku trzeciej kwarcie aktywniej zaczął grać Nelson, Howard walczył pod tablicami i gospodarze zmniejszyli straty - po kontrze i koszul Nelsona 4.20 minuty przed końcem było już tylko 71:72.

Przeciwko Bryantowi lepiej w obronie zaczął grać Mickael Pietrus, który na dodatek pomagał zespołowi także w ataku. Wystarczyła chwila nieuwagi, aby Bryant dwa razy z rzędu trafił za trzy, ale trójka Nelsona doprowadziła do remisu po 78. A kiedy za trzy trafił Johnson, gospodarze wyszli na prowadzenie 81:80.

Wówczas czwarty faul popełnił Howard i na ostatnie dwie minuty na parkiecie pojawił się Gortat. Już w pierwszej akcji w obronie zdążył zająć pozycję obronną i wymusił faul ofensywny Lamara Odoma. Magic bez Howarda zdobyli dwa kosze i po 36 minutach utrzymali jednopunktowe prowadzenie.

Ostatnia część gry zaczęła się bez Gortata. Po trafieniu Turkoglu Magic prowadzili już 87:84. Bryant przestał trafiać po swoich typowych akcjach, a Magic nie zwalniali - rozkręcający się z kwarty na kwartę Nelson dał gospodarzom pięć punktów przewagi. Jednak Lakers szybko doprowadzili do remisu.

4.24 minuty przed końcem Howard popełnił piąte przewinienie, ale pozostał na boisku, bo był remis 96:96. I chwilę później wykonał akcję trzypunktową. Półtorej minuty przed końcem do remisu 101:101 trójką doprowadził Derek Fisher. Potem jednak, dość nieoczekiwanie, oba rzuty wolne wykorzystał Howard, a po pudłach Lakers na linii stanął Lewis - ten wykorzystał jeden z dwóch rzutów. Magic prowadzili 104:101.

Bryant trafił dwa razy z linii, a świetnie prowadzący Magic przez większość meczu Nelson sfaulował w ataku Fishera. Lakers przegrywali 103:104, ale mieli piłkę i 22 sekundy na rozegranie akcji.

Bryant kozłował długo, potem wszedł pod kosz i odegrał na obwód do Vujacicia - ten rzucił za trzy, piłka odbiła się w koszu od obręczy, ale z niej wypadła. Faulowany po zbiórce Howard trafił dwa razy z linii. Lakers mieli trzy punkty straty, ale 3,5 sekundy do końca. Bryant (41 punktów w meczu) spudłował z daleka za trzy.

Dla Magic 27 punktów zdobył Nelson, 22 Lewis, a 18 Howard.

Wyniki sobotnich meczów:

Orlando Magic - Los Angeles Lakers 106:103

Charlotte Bobcats - Golden State Warriors 103:110

Philadelphia 76ers - Indiana Pacers 94:95

New Orleans Hornets - Sacramento Kings 99:90

Minnesota Timberwolves - Houston Rockets 102:109

New Jersey Nets - Miami Heat 103:106

Chicago Bulls - Utah Jazz 106:98

Milwaukee Bucks - Los Angeles Clippers 119:85

San Antonio Spurs - Toronto Raptors 107:97

Phoenix Suns - Denver Nuggets 108:101