Gdzie jest przyszłość Gortata?

- Nie mam zamiaru być przez całe życie zmiennikiem Dwighta Howarda. A jego akurat nigdy nie przeskoczę - mówi Marcin Gortat. Zastanawia się nad przyszłością, nie wyklucza powrotu do Europy.

Gortat: Duzy plus przy moim nazwisku ?

Jedyny Polak w NBA w trzech ostatnich meczach zastępował kontuzjowanego gwiazdora Orlando Magic Howarda - grał przeciętnie 23,7 minuty w meczu i zdobywał średnio 9,3 punktu oraz 7,7 zbiórki. Jako zastępca "Supermana" Gortat spisywał się bardzo dobrze - w wygranym wyjazdowym meczu z Golden State Warriors, 24-letni środkowy z Łodzi miał 16 punktów i 13 zbiórek.

W czwartek Magic grają u siebie z San Antonio Spurs - uraz kolana Howarda okazał się niegroźny i najlepszy zawodnik drużyny z Orlando wraca do pierwszej piątki. Gortat usiądzie na ławce - kiedy w składzie był Howard, Polak wystąpił w 6 z 21 meczów, przeciętnie po 3,1 minuty. Miał 5 zbiórek, punktu nie zdobył.

W ostatnich dniach Gortat udowodnił trenerowi Stanowi van Gundy'emu, że na solidnym poziomie grać potrafi, ale wiadomo, że na pierwszą piątkę nie ma szans. Tego miejsca nie odebrałby Howardowi żaden koszykarz na świecie - minęły czasy Patricka Ewinga, Davida Robinsona czy Alonzo Mourninga. Shaquille O'Neal nie dominuje już jak kiedyś, Yao Ming nie dominował nigdy, a Tim Duncan i Kevin Garnett w podkoszową walkę angażują się w mniejszym stopniu. Silny, skoczny i wciąż niespełniony Howard jest największym wojownikiem pod obręczami NBA. W Orlando konkurencji nie ma.

Rok starszy i trzy centymetry wyższy od Howarda Gortat gra na tej samej pozycji, co Amerykanin. Próby ustawiania go jako wysokiego skrzydłowego - choć bywają owocne - na dłuższą metę nie mają racji bytu. Jeśli Gortat nie zrobi szybkich postępów w grze dalej od kosza, to w Magic jest właściwie skazany na rolę najwyżej "dziesięciominutowego" zmiennika.

Ale paradoksalnie Orlando to jedno z najlepszych miejsc, do jakiego mógł trafić Polak. Howardowi wiele zawdzięcza - począwszy od koleżeńskich układów, które rok temu pomagały mu się odnaleźć w debiutanckim sezonie, a kończąc na twardej walce na treningach. - W swoich pierwszych meczach w NBA nie miałem się czego obawiać. No bo co złego mogło mi się przytrafić? Najgorsze, czyli walkę z Dwightem, miałem w swojej drużynie - mówił Gortat. Aby dorównać Howardowi na treningach, Polak musiał wzmocnić się fizycznie - teraz to procentuje.

Howard docenia Gortata: - Zawsze jest pierwszy w siłowni i w sali treningowej. Widzę, jak bardzo pragnie stać się lepszym koszykarzem. Bardzo mnie to inspiruje. Pod tym względem biorę z niego przykład - mówi Amerykanin.

Trudno wyobrazić sobie klub, w którym Gortat zyskałby bardziej - być może w słabszych pod koszami Chicago Bulls, Indiana Pacers czy Oklahoma City Thunder grałby więcej. Ale czy nauczyłby się tyle, co obok Howarda i na dodatek pod okiem Ewinga pełniącego rolę asystenta trenera?

Jednak teraz, kiedy Gortat powoli zaczyna udowadniać gotowość do gry, obecna rola może mu nie wystarczać. - Nie mam zamiaru być przez całe życie zmiennikiem Dwighta. A jego akurat nigdy nie przeskoczę - mówił Polak jeszcze przed sezonem.

Kontrakt Gortata z Magic kończy się po obecnych rozgrywkach. Znany z pracowitości i waleczności łodzianin nie odpuści w staraniach o kolejną umowę w Orlando, w NBA, choć to raczej on będzie wybierany niż sam będzie wybierał. Polak jest realistą: - To, że zagrałem w dwóch meczach niczego nie zmienia. Dochodzą do mnie słuchy, że dostanę propozycję nowego kontraktu, ale nie wiem, czy nie wrócę do Europy - zastrzega Gortat.

Na razie ma pięć miesięcy na udowodnienie, że przynależy do NBA.

Czy Orlando Magic to dobry klub dla Marcina Gortata?