Gortat: Duży plus przy moim nazwisku

- To, że pobiłem swoje rekordy punktów i zbiórek stawia duży plus przy moim nazwisku, ale to jeszcze nie koniec. Przed nami około 60 spotkań i na nich się koncentruję - mówi Marcin Gortat, który w meczu z Golden State Warriors zagrał swój najlepszy w mecz w lidze NBA.

Wielki mecz Gortata ?

Łukasz Cegliński: W Polsce mamy wrażenie, że dzieją się rzeczy niesamowite - Gortat w pierwszej piątce, zdobywa double-double, Magic wygrywają... Jak pan się z tym czuje?

Marcin Gortat: Przede wszystkim cieszę się, że wygrała drużyna. Ja się obudziłem po poprzednim spotkaniu z Utah Jazz, w którym zagrałem słabo [po 4 punkty, zbiórki i bloki, przechwyt, ale i 2 straty oraz 5 fauli w 30 minut]. To, że pobiłem swoje rekordy punktów i zbiórek stawia duży plus przy moim nazwisku, ale to jeszcze nie koniec. Przed nami około 60 spotkań i na nich się koncentruję.

W większości dotychczasowych meczów siedział pan na ławce - czy to znaczy, że trener Van Gundy mylił się, nie dając panu szansy?

- Nie wiem, tak decydował... Takie pytanie lepiej zadać trenerowi. Myślę, że na razie dobrze wykorzystałem szanse, które dostałem. Ale co będzie po powrocie do gry Dwighta Howarda - nie wiem.

Jak się walczyło z Andrisem Biedrinsem?

- W sumie bardzo łatwo i w miarę wygodnie. To zawodnik, który ma bardzo dużo energii i potrafi dobrze zbierać piłki - pod tym względem jest obecnie drugi w NBA. Niestety mieliśmy w tym meczu trochę problemów z obroną dwójkowych akcji z zasłonami - koledzy nie pomagali mi w kryciu mojego zawodnika. Andris rzucił więcej punktów, ja miałem więcej zbiórek. Uważam, że walka była równa.