Cegłą do kosza o Marcinie Gortacie: To jak zwycięstwo Kubicy lub cztery gole Lewandowskiego

- 31 punktów i 16 zbiórek Marcina Gortata we wtorkowym meczu w Indianapolis to jak zwycięstwo Roberta Kubicy w Grand Prix Kanady, cztery gole Roberta Lewandowskiego strzelone Realowi, finał Wimbledonu Agnieszki Radwańskiej - pisze Łukasz Cegliński ze Sport.pl.

Kubica wygrał wyścig, ale mistrzem świata nie został. Lewandowski pogrążył wielką firmę, ale Ligi Mistrzów nie wygrał. Radwańska wygrała sześć spotkań, ale w finale Serenie Williams nie dała rady.

Gortat też nie poprowadził Washington Wizards do mistrzostwa NBA. Ba, nie sprawił nawet, że wygrali z Indiana Pacers serię play-off. Jego zespół wciąż przegrywa, w rywalizacji do czterech zwycięstw jest 2-3. Ale to, co zrobił Gortat we wtorek w Indianapolis, to coś wielkiego. I stawiam to na równi z wyczynami Kubicy, Lewandowskiego, Radwańskiej.

"Polski Młot" - czy też "Polska Maszyna" - zdobył 31 punktów i miał 16 zbiórek nie w jednym z mało znaczących meczów rundy zasadniczej. Nie w ważnym meczu play-off. On je zdobył w tzw. elimination game, czyli spotkaniu, w którym Wizards byli pod ścianą. Porażka zakończyłaby ich sezon. Zwycięstwo - przedłużało szanse na awans do finału Wschodu.

Ale na zwycięstwo Wizards chyba nikt poza nimi nie liczył. Wydawało się, że pięć minut drużyny z Waszyngtonu w play-off już się skończyło, że Pacers po trzech wygranych z rzędu odzyskali rytm i dobiją Wizards przed własną publicznością.

Dobijał Gortat. Młotkiem po głowie.

Komentujący mecz w TNT Chris Webber po kolejnych akcjach Polaka mówił o dominacji, o braku szacunku dla podkoszowych Pacers. Statystycy z ESPN szybko wyliczyli, że Gortat jest pierwszym graczem Wizards, który przekroczył granicę 30 punktów i 15 zbiórek w meczu play-off od 1987 roku. Kto zrobił to przed nim? Moses Malone, trzykrotny MVP ligi. Ale już skuteczność rzutów Polaka - 13/15, czyli 87 proc. - była najlepsza w historii dla graczy, którzy w play-off rzucili 30 punktów i mieli 15 zbiórek.

To wszystko jest tym bardziej spektakularne, kiedy przypomnimy sobie słabiutką grę Gortata w dwóch poprzednich spotkaniach w Waszyngtonie - w nich maszyna nie działała, Polak uciułał w nich w sumie sześć punktów, miał 13 zbiórek. Wizards przegrali oba spotkania.

A dzisiaj znów mają nadzieję, ciągle są w grze. W dużej mierze dzięki łodzianinowi z brodą i niezłomnym charakterem.

Gortat od dawna jest ambasadorem polskiej koszykówki na świecie. Na boisku i poza nim od dawna robi dla niej tyle, ile Kubica w sportach motorowych, Lewandowski w piłce, Radwańska w tenisie. Przez lata zdarzały mu się mecze, tygodnie, miesiące lepsze i gorsze, występy ważne i mało istotne. We wtorek zdarzył się ten, który zapamiętamy na lata, który być może Gortat będzie wspominał do końca kariery.

Choć oby nie. Seria z Pacers i walka w play-off NBA wciąż trwa.

Wielki mecz Gortata na wielkich zdjęciach. Zobacz galerię >>

Więcej o: