NBA. Gortat: Jestem w dużym dołku

- Nie prezentuję się najlepiej - przyznał po meczu z Miami Heat, przegranym przez Phoenix Suns 88:97, Marcin Gortat. Polak, choć sezon zaczął rewelacyjnie, ostatnio nie zachwyca.

W pierwszych meczach sezonu Gortat pokazywał, jak wszechstronnym jest koszykarzem. Zdobywał punkty na wiele sposobów, ale był też ważnym ogniwem defensywy Suns. Świetnie zbierał, zwłaszcza na atakowanej tablicy i rewelacyjnie blokował - w pierwszych sześciu meczach sezonu zatrzymał aż 26 rzutów rywali i był liderem klasyfikacji bloków. W meczu z Charlotte Bobcats był bliski pierwszego w karierze triple-double - miał 23 punkty (trafił 10 z 14 rzutów z gry), 10 zbiórek i rekordowe siedem bloków. Suns wygrali 117:110.

W pierwszych sześciu meczach sezonu Gortat rzucał średnio 14,5 punktu, miał 11,2 zbiórki oraz 4,3 bloku i zaliczył cztery double-double. Później było już gorzej. W ostatnich pięciu spotkaniach jego średnie mocno spadły - 6,8 punktu, 8,2 zbiórki i 1,4 bloku na mecz.

Gortat zablokował się po meczu z Utah Jazz i od tamtej pory nie możne odnaleźć rytmu. W Salt Lake City po raz pierwszy od półtora roku nie trafił ani razu do kosza z gry. Polak zdobył tylko punkt z linii rzutów wolnych, spudłował sześć rzutów, pod koszem dał się kompletnie zdominować Derrickowi Favorsowi, nie radził sobie ze sprawnym Alem Jeffersonem.

W weekendowych meczach przeciwko faworytom - Lakers i Heat - znów zagrał znacznie poniżej możliwości. W starciu z ekipą z Los Angeles rzucił sześć punktów i miał osiem zbiórek, ale "przestrzelił" trzy wsady, choć przy dwóch nie miał przy sobie obrońcy. Znów przegrał bezpośrednie starcie ze swoim byłym kolegą z Orlando Magic Dwightem Howardem, który mecz zakończył z 18 punktami i 12 zbiórkami.

Przeciwko Heat Gortat był anemiczny i brakowało mu koncentracji - oddał tylko pięć rzutów (najmniej w sezonie), ani razu nie faulował, nie wymusił też żadnego faulu przy rzucie, miał tylko sześć zbiórek (również najmniej w sezonie). W pierwszej kwarcie w dwóch kolejnych akcjach popełnił błąd trzech sekund, co mu się zazwyczaj nie zdarza.

- Jestem w dużym dołku, nie prezentuję się najlepiej. Przede mną dużo treningów i sesji wideo, dzięki którym mam nadzieję poprawić swoje błędy - mówił Polak na gortattv.pl.

Gortatowi w grze najbardziej brakuje agresji. Już w zeszłym roku krytykowano go za to, że zamiast odważnie iść po zbiórki w ataku, cofa się do obrony. Zamiast wykorzystać swój wzrost i próbować blokować, starał się wymuszać faule rywali w ataku. Na początku sezonu Gortat był bardziej agresywny. - Z moją siłą, łatwością poruszania się po parkiecie i skocznością po prostu muszę zatrzymywać więcej rzutów - mówił.

W ostatnich meczach swoich atutów nie wykorzystuje. Nie atakuje rywala przy jego rzucie, nie jest tak aktywny w walce o zbiórki. Gortat trafił też na trudniejszych rywali niż na początku sezonu - musi więcej walczyć w obronie, w ataku nie jest mu tak łatwo znaleźć pozycje, choć i partnerzy go podaniami nie rozpieszczają.

Ale nie tylko Gortat obniżył loty. Słabiej gra cała drużyna. Suns przegrali cztery z ostatnich pięciu meczów i spadli na przedostatnie miejsce na Zachodzie. Zespół w 10 z 11 meczów w tym sezonie musiał odrabiać dwucyfrowe straty, w ostatnich spotkaniach to się nie udawało. Trener Alvin Gentry zapowiada, że dokona zmian w pierwszej piątce. - Czekaliśmy wystarczająco długo, by nie podejmować pochopnych decyzji. Po tym, co zobaczyłem w ostatnich pięciu meczach, czas coś zmienić - powiedział. Czasu na wprowadzenie korekt Suns będą mieć wystarczająco. Następne spotkanie zagrają dopiero w środę z Portland Trail Blazers.

Więcej o: