Finały NBA. Warriors wygrywają przedziwny mecz numer jeden mimo 51 punktów LeBrona Jamesa

LeBron James rzucił 51 punktów, ale jego Cleveland Cavaliers przegrali po dogrywce z Golden State Warriors 114:124 w pierwszym meczu finałów NBA. Spotkanie numer dwa w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu.
LeBron LeBron BEN MARGOT/AP

Cavaliers mogli to wygrać

Cleveland Cavaliers w końcówce czwartej kwarty mieli los w swoich rękach. Na 4,7 sekundy przed końcem przy prowadzeniu jednym punktem Klay Thompson sfaulował George'a Hilla. Rozgrywający Cavs trafił pierwszy rzut wolny i doprowadził do remisu. Drugą próbę Hill, niespecjalnie, spudłował, ale piłkę zebrał J.R. Smith. Zamiast jednak szukać możliwości zdobycia punktów, ku zaskoczeniu wszystkich, wykozłował ją w okolice linii środkowej. I tak doszło do dogrywki.

- On myślał, że jest już po meczu. Myślał, że prowadzimy jednym punktem - mówił na pomeczowej konferencji trener Cavs Tyronn Lue.

- Chciałem zyskać więcej miejsca na rzut. Myślałem, że weźmiemy czas. Gdybym myślał, że prowadzimy, nie ruszyłbym się na centymetr. Dałbym się sfaulować - tłumaczył się po meczu reporterom Smith.

Mistrzowie NBA takiej szansy nie wypuścili z rąk. W dogrywce Cavs spudłowali pięć pierwszych rzutów, a Warriors się nie mylili. Dwie minuty przed końcem doliczonego czasu gry prowadzili 116:107 i de facto było już po meczu.

Spotkanie zakończyło się przepychanką po wyrzuceniu z boiska Tristana Thompsona, który w agresywny i bezsensowny sposób próbował zablokować nie mający już żadnego znaczenia rzut Shauna Livingstone'a na 2,6 sekundy przed końcem.

Wielki mecz Jamesa

Fatalna wpadka Smitha zmarnowała wielki wysiłek LeBrona Jamesa. Lider Cavs rzucił 51 (!) punktów. Trafił 19 z 32 rzutów z gry oraz 10 z 11 rzutów wolnych. Miał osiem zbiórek, tyle samo asyst, przechwyt, blok, ale i pięć strat oraz dwa faule. Był to jego ósmy mecz w tych play-off z przynajmniej 40 punktami, czym wyrównał osiągnięcie Jerry'ego Westa z 1965 roku. Jest też drugim po Michaelu Jordanie od 1970 roku koszykarzem, który rzucił w meczu finałowym 50 lub więcej punktów.

Był to jego 236 mecz w play-off. W finale NBA gra po raz ósmy z rzędu i dziewiąty w karierze. Do tej pory zdobył trzy tytuły mistrzowskie.

Warriors mieli problemy z ograniczeniem Jamesa, bo wciąż uraz leczy Andre Iguodala, który wydaje się najlepszym "plastrem" na gwiazdę Cavs. Nie wiadomo, czy koszykarz Warriors jeszcze zagra w tych finałach.

Warriors do zwycięstwa poprowadził tercet Stephen Curry, Kevin Durant, Klay Thompson. Curry rzucił 29 punktów, miał dziewięć asyst i sześć zbiórek. Thompson zdobył 24 punkty, a Durant miał 26 punktów, dziewięć zbiórek i sześć asyst. Wszechstronny Draymond Green był bliski triple-double - 13 punktów, 11 zbiórek, 9 asyst, a do tego jeszcze dołożył pięć przechwytów.

W Cavaliers do 51 punktów LeBrona Jamesa 21 dorzucił Kevin Love, który został dopuszczony do gry w ostatniej chwili. Podkoszowy Cavs miał podejrzenie wstrząśnienia mózgu po meczu numer sześć z Celtics w finale Wschodu, ale czwartek lekarze orzekli, że jest zdolny do gry.

Czy Cavs zostali "okradzeni"?

- To się nigdy nie zdarzyło w historii tej ligi. To było świetne, wielkie. Zrobił wystarczająco dużo, by poprowadzić zespół do zwycięstwa. A zostaliśmy okradzeni. To nie jest w porządku - wypalił na konferencji prasowej trener Lue.

Miał na myśli sytuację z końcówki czwartej kwarty, gdy w zajmującego pozycję obronną LeBrona Jamesa wbiegł Kevin Durant. Sędziowie w pierwszej chwili orzekli faul w ataku, ale sprawdzili jeszcze sytuację na powtórce. I decyzję zmienili, bo dostrzegli, że James jeszcze nie miał zajętej pozycji obronnej. Przepisy zezwalają na zmianę takiej decyzji w ostatnich dwóch minutach meczu.

Terminarz meczów finałowych (wg polskiego czasu)

Mecz numer dwa - godz. 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek (3/4 czerwca)

Mecz numer trzy - godz. 3 w nocy ze środy na czwartek (6/7 czerwca)

Mecz numer cztery - godz. 3 w nocy z piątku na sobotę (8/9 czerwca)

Mecz numer pięć (jeśli będzie konieczny) - o godz. 3 w nocy z poniedziałku na wtorek (11/12 czerwca)

Mecz numer sześć (jeśli będzie konieczny) - o godz. 3 w nocy z czwartku na piątek (14/15 czerwca)

Mecz numer siedem (jeśli będzie konieczny) - o godz. 3 w nocy z niedzieli na poniedziałek (17/18 czerwca)