Play-off NBA. Wizards nie przedłużyli passy Raptors, pokaz siły Warriors

W pierwszym meczu pierwszej rundy play-off Washington Wizards Marcina Gortata przegrali 106:114 z najlepszą drużyną Konferencji Wschodniej, czyli Toronto Raptors. Marcin Gortat miał 12 punktów i sześć zbiórek. Kanadyjska drużyna przerwała trwającą 17 lat passę porażek w meczach otwierających serię play-off

Jak zagrał Gortat?

Mecz dla polskiego środkowego zaczął się od kuriozalnego faulu przy walce o piłkę przy wznowieniu.

Nie minęły cztery minuty meczu, a Gortat miał już dwa faule i musiał usiąść na ławce rezerwowych. Nie siedział tam jednak zbyt długo - jego zmiennik Ian Mahinmi w sobotę grał słabo, a gra bez środkowego tym razem wielkich korzyści Wizards nie przynosiła.

W sumie Gortat zagrał 29 minut, trafił sześć z dziewięciu rzutów z gry, miał sześć zbiórek (dwie w ataku) oraz trzy faule i stratę. Polak znów robił to, w czym jest najlepszy - stawiał dobre zasłony, a po nich szybko przemieszczał się pod kosz, gdzie dostawał całkiem sporo piłek.

Nie obyło się też bez efektownych akcji, jak wsad z czwartej kwarty, po którym Wizards wyszli na prowadzenie 96:95.

Raptors uporali się z demonami i Wizards

- Ten mecz jest dla nas jak mecz numer siedem - mówił przed początkiem rywalizacji z Wizards Kyle Lowry, rozgrywający Toronto Raptors. Odnosił się do tego, że jego zespół od blisko dwóch dekad nie był w stanie wygrać meczu otwierającego serię play-off. Nie miało znaczenia, czy Raptors mieli przewagę własnego parkietu, czy nie. Stąd tak wielka presja na Raptors przed spotkaniem najlepszej drużyny Wschodu z ósmymi Wizards.

Mecz był chaotyczny, prowadzenie obejmowała raz jedna, raz druga drużyna wychodziła na prowadzenie. Wsad Gortata na niespełna dziewięć minut przed końcem był ostatnim momentem w meczu, gdy Wizards prowadzili. Potem Raptors rzucili dziesięć punktów z rzędu i odskoczyli na bezpieczny dystans. Goście już ich nie dogonili.

Pierwszy mecz Raptors wygrali 114:106 i w rywalizacji do czterech zwycięstw prowadzą 1:0. Kolejny mecz tej pary we wtorek.

23 punkty i 12 zbiórek dla Raptors miał Serge Ibaka, 18 dołożył rezerwowy Delon Wright, a 17 miał lider DeMar DeRozan. Gospodarze trafili aż 16 rzutów z dystansu, czyli dwa razy tyle co Wizards. Najwięcej punktów dla ekipy z Waszyngtonu zdobył John Wall - 23, który miał też 15 asyst. 22 punkty dorzucił Markieff Morris, a 19 miał Bradley Beal.

Warriors naprężyli muskuły

Golden State Warriors wysoko pokonali San Antonio Spurs (113:92). De facto mecz rozstrzygnął się już w pierwszej kwarcie, gdy przewaga mistrzów NBA zrobią się dwucyfrowa. Spurs, którzy w play-off radzą sobie bez Kawhiego Leonarda (ma tajemniczą kontuzję, nie wiadomo, czy jeszcze zagra w tym sezonie), nie mają zbyt wielu argumentów w ataku, a w obronie nie radzili sobie z świetnie grającymi Warriors.

24 punkty, osiem zbiórek i siedem asyst miał Kevin Durant. 27 punktów rzucił Klay Thompson, który spudłował tylko dwa z 13 rzutów. Świetnie zagrał też środkowy JaVale McGee (15 punktów), a Stephen Curry, który leczy wciąż uraz kolana, co i rusz oklaskiwał dobre zagrania kolegów.

Najwięcej punktów dla Spurs rzucił rezerwowy Rudy Gay - 15, a po 14 punktów zdobyli LaMarcus Aldridge i Garry Forbes.

Sixers nadal nie przegrywają

Dwa lata temu Philadelphia 76ers wygrali 10 meczów w sezonie zasadniczym. Tegoroczne rozgrywki kończyli serią 16 zwycięstw z rzędu i trzecim miejscem na wschodzie. Play-off, grając bez swojego lidera Joela Embiida, zaczęli od spektakularnego zwycięstwa z Miami Heat. Drużynę z Florydy pokonali aż 130:103.

28 punktów rzucił J.J. Redick, 25 miał Marco Belinelli, a 20 Dario Sarić. Nad wszystkim czuwał kandydat do nagrody dla najlepszego debiutanta, czyli Ben Simmons, który otarł się o triple-double. Miał 17 punktów, 14 asyst i dziewięć zbiórek w meczu, w którym jego partnerzy trafili aż 18 z 28 rzutów z dystansu.

Heat walczyli tylko w pierwszej połowie, po przerwie Sixers im uciekli. - Na drugą połowę wychodziliśmy z dobrym nastawieniem, ale oni zaczęli trafiać tak niesamowite rzuty z trudnych pozycji, że nie wiedzieliśmy, jak na to zareagować - mówił Kelly Olynyk, który z 26 punktami był najlepszym strzelcem Heat.

Pierwsze zwycięstwo Pelicans

Jedyną wyżej rozstawioną drużyną, które pierwszego dnia play-off przegrała mecz byli Portland Trail Blazers. Ekipa ze stanu Oregon uległa u siebie 95:97 New Orleans Pelicans.

- Czuję, że wielki ciężar zrzuciłem ze swoich barków - mówił lider Pelicans Anthony Davis. Dla niego było to pierwsze zwycięstwo w play-off. W sobotnim meczu rzucił 35 punktów, miał 14 zbiórek. Trafiał, gdy zespół tego najbardziej potrzebował. 11 punktów rzucił w czwartej kwarcie. W ostatnich 12 sekundach, gdy ważyły się losy meczu, nie spudłował żadnego z czterech rzutów wolnych i zapewnił wygraną swojej drużynie.

Do jego 35 punktów 21 dołożył Jrue Holiday, a Rajon Rondo miał aż 17 asyst. Dla Blazers 19 punktów rzucił C.J. McCollum, a 18 miał Damian Lillard, ale obaj liderzy tej ekipy więcej pudłowali niż trafiali.

Kto gra w niedzielę?

Wschód:

Boston Celtics (2) - Milwaukee Bucks (7) - godz. 19 (polskiego czasu)

Cleveland Cavaliers (4) - Indiana Pacers (5) - godz. 21.30

Zachód:

Oklahoma City Thunder (4) - Utah Jazz (5) - godz. 0.30

Houston Rockets (1) - Minnesota Timberwolves (8) - godz. 3