NBA. Głosuj na Gortata, czyli pięć punktów po kolejnych pięciu meczach Wizards

Marcin Gortat walczy o miejsce w meczu gwiazd, John Wall aspiruje do nagrody MVP, a Washington Wizards wygrali sześć ostatnich meczów sezonu - co się dzieje w drużynie jedynego Polaka w NBA podsumowuje Michał Owczarek, dziennikarz Sport.pl
Marcin Gortat Marcin Gortat NICK WASS/AP

Gortat w Meczu Gwiazd?

W pięciu ostatnich meczach Marcin Gortat grał w kratkę - miał świetne momenty z Clippers (18 punktów) i Timberwolves (15), ale i mecze, w których niczym szczególnym się nie wyróżnił. Uśredniając jednak wszystkie dotychczasowe mecze widać, że Gortat trzyma pewien poziom i jest w czołówce graczy na swojej pozycji. Dobra forma Polaka, a także świetny początek sezonu Wizards, dają nadzieję na pierwszy w karierze występ w meczu gwiazd. A my możemy mu w tym pomóc! Wyślijmy Gortata na Mecz Gwiazd!

Głosowanie ruszyło 11 grudnia i potrwa jeszcze przez 30 dni. Jak głosować na Gortata? Można poprzez stronę NBA, ale można też prościej: wystarczy wpisać na Twitterze, Facebooku czy Instagramie: Marcin Gortat #NBABallot i? już! Swoje głosy można oddawać codziennie, a naszego jedynego koszykarza w NBA wspierają wirtualnymi głosami m.in. piosenkarka Iza Lach, muzyk Wojciech Łuszczykiewicz, koszykarz Adam Waczyński.

Gortatowi o miejsce w pierwszej piątce wschodu będzie trudno, bo głosowanie to przede wszystkim plebiscyt popularności. A po zmianie przepisów środkowi o miejsce w wyjściowej piątce rywalizują także ze skrzydłowymi. Gortat o miejsce w składzie walczy m.in. z Carmelo Anthony?m, LeBronem Jamesem czy Chrisem Boshem - graczami znanymi na całym świecie, rozpoznawalność naszego rodaka na świecie z nimi równać się nie może, podobnie jak popularność jego zespołu - Washington Wizards. Nawet jeśli Gortat w pierwszej piątce się nie znajdzie, szansy na występ 15 lutego w Nowym Jorku nie straci - pozostałych siedmiu graczy wybiorą trenerzy. Oni popularnością aż tak bardzo się nie kierują, biorą raczej pod uwagę aktualną formę zawodnika i drużyny. Jeśli w styczniu Wizards utrzymają się w czubie wschodu, a Gortat nie obniży lotów, miejsce w meczu gwiazd powinno dla niego się znaleźć.

A na koniec sam Gortat przypomina:

 

John Wall John Wall ALEX BRANDON/AP

John Wall MVP?

MVP, MVP, MVP - takie okrzyki w hali Verizon Center, gdzie swoje mecze rozgrywają Wizards, można usłyszeć coraz częściej, gdy piłkę w rękach ma John Wall. Bez wątpienia 24-letni rozgrywający jest najbardziej wartościowym graczem Wizards - średnio rzuca 17,9 punktu, ma 10,6 asysty, 4,6 zbiórki oraz 2,1 przechwytu na mecz. Do tego wykonał znaczny postęp w obronie i w tym elemencie należy do czołówki ligi na swojej pozycji. Zawsze był szybki, atletyczny, potrafił zdobywać punkty. A teraz to jeszcze prawdziwy lider. - W tym sezonie John bardzo się zmienił, jemu nie chodzi o to, kto rzuci więcej punktów, ale kto poprowadzi drużynę do zwycięstwa - komplementuje Walla Marcin Gortat.

 

Rozgrywający był już wybierany graczem tygodnia w NBA i mocno pracuje na nagrodę gracza miesiąca. Wall gra najlepiej w swojej karierze, jest dokładnie takim graczem, jaki Wizards był potrzebny, ale czy można go już uznawać za kandydata do nagrody MVP? Na szerokiej liście jego nazwisk powinno się znaleźć, ale konkurentów ma w tym sezonie niesamowicie mocnych - Stephen Curry (Golden State Warriors), James Harden (Houston Rockets), Marc Gasol (Memphis Grizzlies) to trójka faworytów po pierwszej ćwiartce sezonu, a w grupie pościgowej też jest ścisk. Ale w tym tłoku jest miejsce dla Walla.

Wygrywają, gdy im nie idzie

Wizards po 25 meczach mają bilans 19?6 i na wschodzie depczą po piętach Toronto Raptors (21?6). W porównaniu z poprzednim sezonem progres jest spory, a wynika przede wszystkim z tego, że Wizards nie zaliczają głupich wpadek ze słabszymi zespołami i potrafią wygrywać, gdy im nie idzie. Ekipa z Waszyngtonu miała do tej pory jeden z łatwiejszych terminarzy i potrafiła to wykorzystać, choć nie zawsze mecze układały się po myśli trenera Randy?ego Wittmana. Bardzo ważne były wygrane końcówki w meczach z Orlando Magic i Miami Heat - to oznaka, że zawodnicy mają duże zaufanie do siebie i w decydujących momentach wierzą w swoje umiejętności.

 

Wizards wygrali sześć meczów z rzędu i wreszcie odnieśli przekonujące zwycięstwo z rywalem z czuba NBA - tydzień temu do Waszyngtonu przyjechali rozpędzeni Los Angeles Clippers (dziewięć wygranych z rzędu) i rozbili się o mur. Dla Wizards to dobry sygnał przed kolejnymi meczami, bo w kalendarzu najbliższych spotkań jest kilku trudnych rywali. Jeszcze przed świętami Wizards zagrają z Phoenix Suns i Chicago Bulls, ale prawdziwa ?ścieżka zdrowia? zacznie się po świętach, gdy Gortat i spółka rozpoczną tournee po najlepszych ekipach zachodu.

Rezerwowi dają radę

Trener Randy Wittman ma w tym sezonie nosa do rezerwowych. Ławka Wizards to jeden z tych elementów, dzięki któremu zespół zajmuje drugie miejsce na wschodzie. Czasem zmiennicy nie zdobywają wielu punktów, ale trafiają we właściwych momentach. Często jednak to oni grają ważne role w ataku - w piątek wracający do sił Nene Hilario rzucił 20 punktów mimo że zabrakło go w pierwszej piątce. Jest szóstym zawodnikiem Wizards w tym sezonie, który zaczynając mecz na ławce rzucił przynajmniej 16 punktów. Wcześniej takie występy zaliczyli Rasual Butler, Bradley Beal, Otto Porter, Kris Humphries i Kevin Seraphin. Przy okazji ciekawostka - w meczu z Miami Heat rezerwowi trafili 19 z 29 rzutów z gry, to daje im 66-procentową skuteczność. Pierwsza piątka trafiła 40 procent swoich rzutów.

Profesor Andre Miller próbuje wsadów

38-letni Andre Miller to jeden z najbardziej doświadczonych graczy NBA. W lidze gra swój 16 sezon i dorobił się przydomka "profesor". W meczu z Timberwolves chciał poczuć się jak młodzieniaszek - próbował wsadem dobić rzut, ale zablokowała go? obręcz.

 

 

Przez chwilę myślałem, że to ktoś inny. W sumie, to lepiej, że spudłował ten wsad, bo byłoby mi wstyd, że jemu takie zagranie się udało, a mi nie - powiedział Marcin Gortat, który obserwował próbę wsadu z ławki.