NBA. Wyścig po MVP. Kto goni LeBrona Jamesa?

LeBron James MVP mianowany był w czterech z ostatnich pięciu sezonów. W tym sezonie też jest głównym faworytem, ale walka o tytuł najbardziej wartościowego zawodnika sezonu regularnego może być naprawdę pasjonująca. Kto rzucił ?Królowi? Jamesowi wyzwanie.
LeBron James LeBron James Fot. Robert Mayer USA Today Sports

LeBron James (Miami Heat)

Czy najlepszy koszykarz świata może być jeszcze lepszy? LeBron James co roku nam udowadnia, że tak. W ostatnich pięciu latach zgarnął cztery nagrody MVP. Do swojej gry dodaje cały czas nowe elementy - częściej gra tyłem do kosza, jeszcze bardziej stara się angażować swoich partnerów, poprawia swój rzut z dystansu, a do tego rzuca z najwyższą skutecznością w karierze (blisko 60 procent). Jego średnie? 25,3 punktu, 6,5 zbiórki, 6,8 asysty na mecz.

Ma 203 cm wzrostu i waży 115 kg. Zdaniem wielu warunki do gry ma idealne. Ciężko powiedzieć, na jakiej właściwie gra pozycji. On sam nie wie. Zapytany o to przez ESPN najpierw się zaśmiał, a po chwili stwierdził. - Umiem grać na wielu. Ale teraz rzeczywiście jestem nieco bliżej kosza. Do ligi przyszedł jako niski skrzydłowy, teraz coraz częściej gra jako silny skrzydłowy, ale bardzo często też rozgrywa. Od lat zatrzymać go nie sposób.

- Najfajniejsze w jego grze w tym sezonie jest oglądanie tego, jak długo on potrafi grać bez oddawania rzutu. Swoje punkty w zasadzie zdobywa bez wysiłku. Widać, że jego celem jest to, by inni byli zaangażowani w grę, a tylko gdy będzie trzeba, on weźmie na siebie ciężar gry - uważa Bills Simmons, dziennikarz ESPN.

W poniedziałek nie miał litości dla najsłabszych w lidze Utah Jazz.

Kevin Durant Kevin Durant Fot. Derick E. Hingle USA Today Sports

Kevin Durant (Oklahoma City Thunder)

- Wiem, że jest ktoś, kto próbuje zająć moje miejsce. I wiem, gdzie on jest. Gra w Oklahomie - powiedział James o Kevinie Durancie, którego pokonał w finale NBA w 2012 roku, a potem razem z nim zdobył złoto w Londynie. Durant, młodszy od Jamesa o cztery lata, zawsze jest nieco z tyłu. Nawet dla kibiców. W pierwszych opublikowanych wynikach głosowania na pierwsze piątki Meczu Gwiazd NBA zebrał dwa tysiące głosów mniej.

Ale Durant ma już serdecznie dość bycia numerem dwa. - Całe życie byłem tym drugim. Drugi w szkole średniej, do NBA wybrano mnie w drafcie z numerem drugim, trzy razy byłem drugi w głosowaniu na MVP, przegrałem finał NBA. Mam już tego dość - stwierdził.

Durant sezon zaczął od 42 punktów rzuconych Utah Jazz, a średnio zdobywa ich 28,5. W zeszłym sezonie został najmłodszym członkiem klubu 50-40-90 - trafiał 51 procent rzutów za dwa punkty, 41,6 procent rzutów trzypunktowych i 90,5 procent rzutów wolnych. W tym roku może te osiągnięcia jeszcze poprawić. Stara się więcej zbierać, więcej asystować - tak jak James chce w swojej drużynie odgrywać ważną rolę w organizowaniu gry. Stara się robić wszystko, by wreszcie zostać numerem jeden.

Paul George i LeBron James Paul George i LeBron James Fot. Brian Spurlock USA Today Sports

Paul George (Indiana Pacers)

Talent Paula George?a eksplodował w poprzednim sezonie. W zeszłym roku skrzydłowy został rzucony na głęboką wodę - miał zastąpić dotychczasowego lidera drużyny Danny'ego Grangera, który doznał poważnej kontuzji. George wywiązał się z zadania wzorowo. Lepiej rzucał, zbierał, asystował. Szybko to on stał się liderem drużyny, która pierwszy raz od dziewięciu lat wygrała swoją dywizję.

Poprawił się niemal we wszystkich elementach gry. Rzucał średnio 17,4 punktu (o 5 więcej niż rok wcześniej), miał 7,6 zbiórki (o 2 więcej), 4,1 asysty (o 1,5 więcej). Liga wyróżniła go nagrodą dla zawodnika, który poczynił największy postęp. A w play-off grał jeszcze lepiej!

Swoją grą przeciwko Heat w finale wschodu zdobył wielki szacunek LeBrona Jamesa. W meczu numer dwa pod koniec trzeciej kwarty minął lidera Heat, wszedł pod kosz i potężnie zapakował nad wyskakującym Chrisem Andersem. James odpowiedział trójką równo z końcową syreną sprzed twarzy George'a. Gdy obaj schodzili do swoich ławek, James przybił "piątkę" z George'em. - Tak się rodzi gwiazda - wykrzyczał komentujący dla stacji TNT Reggie Miller, lider Pacers w latach 90 i na początku XXI wieku.

W tym sezonie George nie tylko sprawdza się w roli lidera drużyny, ale i wysyła sygnał do LeBrona Jamesa, że zamierza walczyć o tytuł najbardziej wartościowego gracza sezonu. Rzuca średnio 23,8 punktu, ma 3,5 asysty oraz 5,8 zbiórki na mecz. W pierwszym bezpośrednim starciu statystycznie wypadł nieco gorzej od Jamesa, ale to jego zespół wygrał.

LaMarcus Aldridge rzuca nad Pau Gasolem LaMarcus Aldridge rzuca nad Pau Gasolem Fot. Gary A. Vasquez USA Today Sports

LaMarcus Aldridge (Portland Trail Blazers)

Ledwie cztery porażki w 25 meczach sprawiły, że Blazers po raz pierwszy od dwóch dekad mieli najlepszy bilans w całej NBA (stan na wtorek 17 grudnia). Wpadek ze słabiakami nie zaliczają, leją jak chcą faworytów. A do tego w roli lidera świetnie odnajduje się LaMarcus Aldridge. Rzucił 28 punktów i miał 10 zbiórek z Indianą Pacers. Dwa dni później w starciu z Thunder zdobył 38 punktów, a do tego dołożył 13 zbiórek. W zeszłym tygodniu z Rockets zanotował 31 punktów i 25 zbiórek. - Nie pamiętam, by ktoś był w stanie trafić tyle trudnych rzutów z rzędu w tak ważnym momencie. On gra niesamowicie - komplementował go Kelvin Sampson, asystent trenera Rockets.

Jest jednym z niewielu klasycznych silnych skrzydłowych w lidze. Średnie 23,5 punktu i blisko 11 zbiórek na mecz ma najlepsze w karierze. Od kilku sezonów ?kręcił się? wśród czołowych graczy na swojej pozycji, dwukrotnie dzięki głosom trenerów wystąpił w meczach gwiazd. Teraz jest w czubie NBA. Jest ósmym strzelcem, piątym zbierającym, szóstym pod względem liczby double-double i ma najwięcej celnych rzutów w całej NBA. - On robi wszystko to, co robił w poprzednim sezonie tylko odrobinę lepiej. Gra naprawdę niesamowicie - chwali swojego zawodnika trener Blazers Terry Stotts.

- On jest MVP, gra na szaleńczym poziomie. To najlepszy silny skrzydłowy w NBA - nie ma wątpliwości jego kolega z zespołu Wesley Matthews. Wątpliwości nie mają też kibice Blazers, którzy regularnie krzyczą ?MVP, MVP?, gdy Aldridge w końcówkach meczów staje na linii rzutów wolnych. - On na te okrzyki jak najbardziej zasługuje - uważa Nicolas Batum.