Sport.pl

Czego dowiedzieliśmy się po listopadowych meczach reprezentacji Polski koszykarzy?

Reprezentacja Polski z problemami pokonała Węgrów 70:60 i wysoko przegrała z Litwą 55:75. Co dwa pierwsze mecze kwalifikacyjne mówią o kadrze koszykarzy?

Presja robi problemy

Nie ma znaczenia, czy są to prezentujący średni poziom Węgrzy, czy drużyna z wyższej półki jak Litwini. Jeśli rywal postanowi wywierać mocną presję na rozgrywających, agresywnie wychodzić do piłki, twardo odcinać od podań, wypychać spod kosza czy stosować jeszcze inne siłowe sztuczki, to reprezentacja Polski jest w tarapatach. Sama nie jest w stanie w podobny sposób odpowiedzieć pod drugim koszem. A w ataku staje się bezradna. Zaczyna się podawanie piłki nie w kierunku kosza, a w poprzek boiska i dopiero, gdy na zegarze zrobi się naprawdę mało czasu, jest poszukiwanie, często dość rozpaczliwe, szansy na punkty.

Presja powoduje też, że Polacy tracą pewność w grze. Małe problemy, powodują duże kłopoty. Błędy zdarzają się seryjnie i nawet zmiany piątki, która jest na parkiecie wielkiego skutku nie przynoszą. Złapanie piłki, dobre podanie, czyli takie w tempo i na odpowiedniej wysokości też już staje się trudnym zadaniem.

Gra pod presją jest teraz problemem numer jeden do rozwiązania przez sztab kadry i koszykarzy przed kolejnymi meczami kwalifikacyjnymi. Czas jest do lutego.

Mike Taylor i Przemysław Karnowski Mike Taylor i Przemysław Karnowski KUBA ATYS

Kto zapanuje nad piłką?

Nie mamy zawodników, którzy dobrze panują nad piłką i rozgrywających - trzeźwo przypomniał trener Mike Taylor na konferencji prasowej. Gdy rywal naciska, zawodnik przy piłce powinien umieć się przed tym obronić: czy to lepiej zastawić, czy minąć, czy też sprytnie wymusić przewinienie rywala, by ten nieco spuścił z tonu.

Litwini dobrze zidentyfikowali słabość polskiej drużyny w tym elemencie. Podstawowy rozgrywający Łukasz Koszarek miał sporo problemów zwłaszcza w drugiej kwarcie, gdzie i jemu zdarzyły się nieodpowiedzialne podania łatwe do przechwycenia.

Wśród obwodowych nie ma zawodników, których minięcie było jednym ze zdecydowanych atutów. Mateusz Ponitka w meczu z Litwą nie był w pełni sił, swoich atutów nie mógł pokazać, mecz dokończył z nogą obłożoną lodem.

W kadrze zabrakło naturalizowanego Amerykanina A.J. Slaughtera (klub zniechęcił go do przyjeżdżania na mecze kwalifikacyjne), który w takich sytuacjach potrafił raz czy drugi zrobić coś z niczego.

Bo na to że do kadry trafi nagle wychowany nad Wisłą koszykarz z panowaniem nad piłką na poziomie choćby Gorana Dragicia trudno liczyć.

Przemysław Karnowski Przemysław Karnowski KUBA ATYS

Ze słabymi jeszcze idzie, ale.

Podczas mistrzostw Europy reprezentacja Polski zrobiła program minimum, czyli pokonała zdecydowanie najsłabszą w grupie Islandię. Choć było blisko w meczach z Finlandią (porażka po dogrywce i w kuriozalnych okolicznościach) i Francją, to żadnej drużyny, która uchodzi za lepszą, pokonać się nie udało.

Żeby awansować na mistrzostwa świata, trzeba będzie wyprzedzić przynajmniej jednego faworyta. Z awansem z pierwszej fazy polscy koszykarze problemów mieć nie powinni - oprócz silniejszej Litwy, mają za rywali jeszcze Węgrów oraz reprezentację Kosowa, która dopiero stawia pierwsze kroki w międzynarodowym graniu. Brak awansu z takiej grupy byłby katastrofą, którą nawet po wysokiej porażce z Litwą trudno sobie wyobrazić.

Ale by pojechać do Chin, trzeba będzie ograć kogoś z dwójki Chorwacja - Włochy i nie stracić punktów z Holandią lub Rumunią. Patrząc jak Polska grała z drużynami lepszymi od siebie w meczach o punkty w ostatnim czasie, może być o to trudno. Tym bardziej, że na razie Polska była osłabiona brakiem tylko jednego gracza Euroligi. Kto wie, czy w kolejnych okienkach najlepsze rozgrywki w Europie nie zablokują kolejnych

Wrócili do kadry i pomogli

Kamil Łączyński na zaproszenie do reprezentacji Polski czekał od 2014 roku. Jakub Wojciechowski o dwa lata dłużej. Obaj spisali się lepiej niż się tego spodziewano.

W szczególnej sytuacji był Łączyński. Do niego powołanie przyszło niemal "last minute", ale koszykarz bez fochów szybko się spakował, zrezygnował z zaplanowanego wypoczynku, przejechał pół Polski, by jak najszybciej stawić się na zgrupowaniu i przygotować się do meczów kwalifikacyjnych. W meczu z Węgrami błysnął formą znaną z PLK, mimo nerwowych początków tuż po wejściu na parkiet. Potem dobrze dyrygował grą, dogrywał piłki do lepiej ustawionych partnerów i swoją postawą zapracował na to, by pozostawić go na parkiecie do samego końca. W meczu z Litwą wiele pomóc kadrze nie mógł, a od pierwszej kwarty zmagał się z bólem, gdy w jednej z akcji prawdopodobnie podkręcił kostkę.

Wojciechowski z Węgrami mecz oglądał z ławki rezerwowych, z Litwą wszedł, bo jego podkoszowi koledzy mieli poważne problemy z faulami. Jeśli szukać pozytywów z klęski przeciwko naszym sąsiadom, to z pewnością gra Wojciechowskiego była jednym z nich. 10 punktów, 7 zbiórek jak na głębokiem rezerwowego to przyzwoite liczby.