Sport.pl

Euroliga. Asseco Prokom Gdynia - Olympiakos Pireus 70:86. Koniec pięknego snu

Cudu nie było. Porażką z Olympiakosem koszykarze Prokomu zakończyli swój wyjątkowy sezon w Eurolidze. Sezon, który w Polsce jeszcze długo może się nie powtórzyć. - Piękny sen musiał się kiedyś skończyć. W pierwszej połowie zgubiliśmy głowę, w drugiej walczyliśmy sercem, ale straty były zbyt duże - mówił po meczu trener Prokomu Tomas Pacesas
Prokom osiągnął w tym sezonie więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Ograł Real Madryt i CSKA Moskwa, awansował do ćwierćfinału, w nim postraszył wielki Olympiakos. Nic więc dziwnego, że końcówkę wtorkowego meczu, choć mistrz Polski przegrywał blisko 20 pkt., kibice oglądali na stojąco. Chcieli podziękować drużynie za wielkie mecze, sensacyjne wygrane i niezapomniane chwile.

- Piękny sen musiał się kiedyś skończyć. W pierwszej połowie zgubiliśmy głowę, w drugiej walczyliśmy sercem, ale straty były zbyt duże - mówił trener Prokomu Tomas Pacesas i dodał: - Fajnie to brzmi - dziś odpadliśmy my i Real [przegrał w ćwierćfinale z Barceloną].

W porównaniu z wtorkowym meczem, który niespodziewanie wygrał Prokom, trener gości Panagiotis Giannakis dokonał jednej zmiany w wyjściowej piątce (Pacesas nie zmieniał nic) - Scooniego Penna zastąpił Yotam Halperin. Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla przebiegu meczu, bo obrońca Olympiakosu jest w fatalnej formie i długo nie pograł. Od początku miał kłopoty z Davidem Loganem, który rzucił pięć pierwszych punktów dla Prokomu, a kiedy popełnił drugi faul (w tym jeden niesportowy) Giannakis zdjął go z boiska.

Grecy zapowiadali, że nie ma szans, aby na początku meczu dali się stłamsić tak, jak w spotkaniu nr 3, ale znów zaczęło się zaskakująco -mistrz Polski prowadził 7:0. Ale wszystko, co dobre, szybko się skończyło. W Olympiakosie przebudził się Sofoklis Schortsanitis, który grał najlepszy mecz w serii. Olbrzymi środkowy w poprzednich spotkaniach miał duże kłopoty z obroną Prokomu, zwłaszcza z kryjącym go najczęściej Adamem Łapetą. Tym razem przejechał się po centrze z Gdyni niczym czołg. Schortsanitis rządził pod koszem, trafiał z faulem, zbierał. A Łapeta łapał kolejne przewinienia. W efekcie koszykarz Prokomu już w 17. minucie miał pięć fauli i zszedł z boiska.

Olympiakos rozgrywał zdecydowanie najlepsze spotkanie w ćwierćfinale, a obok Schortsanitisa liderem zespołu był Josh Childress. Amerykanin, który w dwóch pierwszych meczach wyraźnie przegrał rywalizację z Qyntelem Woodsem, tym razem się odegrał. Był szybki, skoczny, skuteczny. A Woods, zwłaszcza w pierwszej połowie, był nieskoncentrowany, wolny, do przerwy trafił tylko 1 z 5 rzutów.

- Prokom, podobnie jak we wtorek, grał na dużym entuzjazmie, ale tym razem nie daliśmy się stłamsić. Choć rywale trafiali dużo trójek, nawet z trudnych pozycji, to nic im to tym razem nie dało. Przede wszystkim poprawiliśmy obronę i to było decydujące - ocenił Giannakis.

Goście szybko powiększali przewagę. W 16. minucie było już 39:23, a dodatkowo Giannakis wpuścił Childressa. Dwie minuty później zespół z Pireusu prowadził nawet 45:26, a trener gości wprowadził Linasa Kleizę. Litwin, najlepszy strzelec Euroligi, we wtorek zagrał najgorszy mecz w sezonie, po raz pierwszy rzucił mniej niż 10 pkt. (dziewięć). We wtorek dwucyfrową zdobycz miał już w 23. minucie.

Prokom potrafił się zbliżyć do rywala na 12 pkt. (44:56 po trójce Woodsa w 26. minucie), nadzieje na chwilę odżyły, ale już kilka sekund później za trzy odpowiedział Milos Teodosić. Gdynianie, mimo beznadziejnej sytuacji, nadal jednak walczyli. Już sześć minut przed końcem wszyscy kibice wstali, dopingowali do końca, i po chwili, po kolejnej trójce Woodsa, było tylko 62:69. Pisk i gwizdy w hali były ogłuszające, Olympiakos rozgrywał bardzo ważną akcję, którą mimo olbrzymiego tumultu ze stoickim spokojem wykończył Teodosić. I to znów za trzy! W tym momencie stało się jasne, że mistrzowie Polski rozgrywają właśnie swoje ostatnie spotkanie Euroligi w tym sezonie. W sezonie, który przejdzie do historii, bo jeszcze nigdy polski zespół nie zaszedł w Eurolidze tak daleko. I nie wiadomo, kiedy znów zajdzie...

- Niech Prokom nadal idzie w tym kierunku, niech dalej tak pracuje, to ten sezon na pewno uda mu się powtórzyć - dodał Giannakis.

Bajka Prokomu dobiegła końca - Olympiakos w Final Four »


Więcej o: