Koszykówka. Czy wreszcie poszukamy trenera z głową

Polscy koszykarze od lat nie mieli trenera, który potrafiłby wykrzesać z drużyny maksimum. Kto poprowadzi ich na przyszłorocznych mistrzostwach Europy?
Maciej Lampe: W kadrze brakuje dyscypliny ?

W niedzielę europejska federacja zwiększyła liczbę uczestników turnieju z 16 do 24 zespołów. Dzięki temu zagrają w nich Polacy, którzy eliminacje przegrali. Biało-czerwoni mieli sporą szansę wyprzedzić Belgię, Bułgarię, Gruzję i Portugalię, ale ich potencjału nie umiał wykorzystać Igor Griszczuk.

Słabość selekcjonera widzieli liderzy reprezentacji. Marcin Gortat otwarcie skrytykował go na treningu po kompromitującej porażce w Portugalii, Maciej Lampe mówił o Griszczuku tak: - Sam mówił o sobie, że jest raczej zawodnikiem. Nie tłumaczy taktyki, nie mówi, jak masz grać przeciw konkretnemu obrońcy. Raczej prosi, żebyś zostawił serce na boisku.

Griszczuk trenerem został tylko dlatego, że prezes PZKosz nie potrafił przekonać fachowców z zagranicy. Jasmin Repesa czy Svetislav Pesić rozmowy kończyli szybko, bo Roman Ludwiczuk oferował niską pensję i nie potrafił przedstawić wizji pracy z reprezentacją.

Wybór Griszczuka wpisał się w ciąg nominacji przypadkowych, spóźnionych, ryzykownych lub najłatwiejszych.

Idąc wstecz: w środowisku głośno mówi się, że Muli Katzurin, który doprowadził biało-czerwonych do dziewiątego miejsca na ME w Polsce, pracował z kadrą dlatego, że były wicepremier Grzegorz Schetyna chciał za pośrednictwem PZKosz spłacić wobec niego długi Śląska Wrocław.

Andrej Urlep na przełomie wieku prowadził bezkonkurencyjny w kraju Śląsk, ale związkowa niechęć do krnąbrnego Słoweńca była zbyt duża. Kadrę objął dopiero w 2007 roku, zdecydowanie za późno.

Jego poprzednik, pierwszy obcokrajowiec na tym stanowisku Veselin Matić nigdy wcześniej nie prowadził pierwszoligowej drużyny. Serb doprowadził do kompromitującego spadku Polski do tzw. dywizji B.

Wcześniejsi selekcjonerzy - Andrzej Kowalczyk, Dariusz Szczubiał, Piotr Langosz, Eugeniusz Kijewski i Tadeusz Aleksandrowicz - byli naturalnymi kandydatami w czasach, kiedy nikt jeszcze nie myślał o obcokrajowcach. Przed nominacją żaden nie wygrał polskiej ligi.

Wymienionych nie wolno wrzucać do wspólnego worka, bo Urlep i Katzurin wypełniali stawiane im cele, a Kijewski w 1997 roku zajął wysokie siódme miejsce na ME i był o krok od awansu na MŚ.

Polska nie zareagowała na zmiany w geografii - po rozpadzie ZSRR i Jugosławii pojawiły się nowe, bardzo silne zespoły: Chorwacja, Litwa, Rosja, Serbia i Słowenia, do których dołączyły Bośnia i Hercegowina, Łotwa, Macedonia i Czarnogóra. Konkurencja rosła, Polska traciła kontakt z czołówką. Do 1991 roku biało-czerwoni zagrali w 21 z 27 turniejów finałowych - w latach 1963-71 pięć kolejnych ME kończyli w czwórce, zdobyli trzy medale, a w 1967 roku jedyny raz wystąpili na MŚ. Od niemal 40 lat nie wyskoczyli jednak ponad siódme miejsce w Europie, a w ostatniej dekadzie wygrali ledwie dwa mecze na wyjeździe o punkty.

Czego brakuje koszykarzom? - Prezesa i trenera z pasją i kwalifikacjami, którzy wiedzą, jak osiągnąć sukces - mówił "Gazecie" Gortat. - Mamy zawodników niezbędnych do stworzenia silnego zespołu, ale brakuje liderów poza boiskiem. Dlatego walimy głową w ścianę.

Nowego selekcjonera wybierze prezes PZKosz - Ludwiczuk lub Grzegorz Bachański, który będzie poważnym kontrkandydatem w wyborach na przełomie roku. Na razie obaj o szukaniu trenera wypowiadają się ogólnikowo (Ludwiczuk) lub asekuracyjnie (Bachański). Ten drugi mówi jednak: - Jeśli wygram wybory, utworzę stanowisko dyrektora sportowego reprezentacji, który znałby specyfikę koszykówki polskiej i światowej i miałby autonomię w szukaniu selekcjonera.

I Bachański, i Ludwiczuk widzieliby jako swoją prawą rękę Waltera Jeklina - Słoweńca zakorzenionego w Polsce, który jest dyrektorem sportowym grającej właśnie na mistrzostwach świata reprezentacji swojego kraju. To najlepszy możliwy kandydat do szukania selekcjonera dla naszej kadry. Nieoficjalnie wiadomo, że byłby skłonny do podjęcia rozmów z polską federacją.



Dla Sport.pl

Roman Ludwiczuk, prezes PZKosz

- Trener Griszczuk nie wypełnił zakładanego planu minimum, czyli awansu na ME - w przyszłym tygodniu na posiedzeniu zarządu zdecydujemy jaki będzie harmonogram prac nad szukaniem nowego trenera dla reprezentacji. Nasi koszykarze mają talent i warunki, ale brakuje im cwaniactwa. Dlatego uważam, że Polska potrzebuje doświadczonego trenera. Jak będę go szukał? Zastanowimy się wspólnie z zarządem. Przed wyborem trenera Griszczuka powołałem radę trenerów, która nie potrafiła zarekomendować żadnego kandydata. Zdaję sobie sprawę, że na zatrudnienie doświadczonego fachowca potrzeba dużych pieniędzy, ale reprezentacja koszykarzy to największe dobro dyscypliny. Wierzę, że w związku, w polskim sporcie w ogóle, znajdą się pieniądze na dobrego trenera.

Grzegorz Bachański, kandydat na prezesa związku

- Jeśli zostanę prezesem, to utworzę stanowisko dyrektora sportowego reprezentacji, który znałby specyfikę koszykówki polskiej, ale także tej światowej i miałby autonomię w szukaniu nowego selekcjonera. Reprezentacja potrzebuje trenera, który wypracuje system i wskaże drogę rozwoju na cztery-pięć lat. Trzeba się zastanowić czy stawiać nowego trenera przed celem walki o jak najlepszy wynik w ME i awansu na igrzyska w Londynie czy może myśleć dalekowzrocznie? Ja wolałbym, żeby dobry występ na Litwie był zaczątkiem budowania drużyny, która uzupełniana z roku na rok walczyłaby o igrzyska w Rio de Janeiro w 2016 roku i na dobre zadomowiłaby się w gronie 10 najlepszych drużyn w Europie. Pieniądze? Są najważniejsze. Zamierzam stworzyć koszykarską radę biznesu, ale trzeba będzie mierzyć siły na zamiary. W czerwcu Polska organizuje ME kobiet i możliwe, że pieniędzy nam wszystko nie wystarczy - wtedy zamiast stawiania na trenera z uznanym nazwiskiem, skierujemy się ku sensownemu trenerowi na dorobku.

Zamieszanie w Tauron Basket Lidze. Jakubowski: Jestem uzależniony od PZKosz ?


Więcej o: