TBL. Ruszają półfinały. Walczyć z Prokomem, nie obawiać się Dylewicza

Prokom z Czarnymi i Turów z Treflem zagrają w półfinałach Tauron Basket Ligi. Czy ktoś powstrzyma Prokom przed zdobyciem ósmego z rzędu mistrzostwa Polski? - W poprzednich latach różnica pomiędzy Prokomem, a resztą ligi była znacznie większa niż obecnie - uważa prezes Czarnych Andrzej Twardowski.
Do półfinału awansowały drużyny, które po sezonie zasadniczym zajęły pierwsze cztery miejsca w tabeli i nie jest odkrywczym stwierdzenie, że faworytem rywalizacji są mistrzowie Polski Asseco Prokom Gdynia. W Słupsku nie brakuje jednak wiary, że niespodzianka wisi w powietrzu i Energa Czarni mogą powalczyć z mistrzem.

- Jak będzie przebiegała rywalizacja z Czarnymi? Ciężko stwierdzić, bo przecież zespół zespołowi nierówny. Ocenianie nas przez pryzmat AZS Koszalin nie jest właściwe. Czarni to zupełnie inna drużyna, dlatego też i my będziemy musieli grać inaczej - uważa trener Prokomu Tomas Pacesas. Jego drużyna w ćwierćfinale pokonała AZS 3-1.

Prokom w starciu z Czarnymi będzie miał przede wszystkim przewagę pod koszem. W ostatnim starciu obu zespołów, które Czarni wygrali 74:71, środkowi ze Słupska kolekcjonowali faule, jakby chcieli jak najszybciej opuścić boisk, a w play-off jednym z największych walczaków na deskach jest mierzący zaledwie 175 cm rozgrywający Jerel Blassingame.

Prokom swoje problemy zauważa w przestojach rezerwowych. Tommy Adams, Krzysztof Szubarga i Filip Widenow nie potrafią ustabilizować formy, grając raz wyśmienicie, a raz słabo.

Co drugi mecz gra również Qyntel Woods, wielka gwiazda ligi w dwóch poprzednich sezonach, który teraz dołączył do Prokomu w trakcie rozgrywek. - Cały czas wprowadzamy go do gry. Woods chciałby już prezentować taką formę jak przed rokiem, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć - tłumaczy Pacesas.

Pod nieobecność Woodsa liderem Prokomu jest Daniel Ewing i to właśnie jego rywalizacja z Blassingamem na obwodzie może być najciekawsza, bo obaj koszykarze w play-off spisują się jak na liderów przystało. Blassingame zaczął nawet seryjnie trafiać za trzy punkty, co zaskakuje, bo przecież w rundzie zasadniczej zdarzało się, że obrońcy rywala z premedytacją zostawiali go bez krycia na obwodzie. W ćwierćfinale z Polpharmą Starogard Gdański trafił 8 z 13 rzutów za trzy punkty.

Amerykański rozgrywający Czarnych i Ewing mają średnią punktową w granicach 17 punktów na mecz - Blassingame potwierdza więc słowa wypowiedziane przed rozpoczęciem play-off, że jeśli zajdzie potrzeba, to zastąpi w ofensywie kontuzjowanego Camerona Bennermana. Całkiem nieźle w tę role wciela się również zmiennik Blassingame'a William Avery. - To doświadczony gracz. Takie przedłużenie myśli trenerskiej, ale na boisku. Avery'emu brakuje atletyzmu Bennermana, ale ułożeniem, spokojem i techniką pokazuje, że jest klasowym zawodnikiem - ocenia Twardowski.

Co do Ewinga, to wydaje się, że przez cały sezon czekał na play-off. Jak pokazują poprzednie sezony Amerykanin najlepiej spisuje się w meczach o stawkę. - Prokom ma świetnych obwodowych. To nie tylko Ewing, ale również Courtney Eldridge czy Szubarga - zauważa jednak Twardowski.

Pierwsze mecze Prokomu z Czarnymi w Gdyni odbędą się we wtorek i w czwartek o 18 - transmisje w TVP Sport.

W drugim półfinale, który zapowiada się na bardziej zacięty, PGE Turów Zgorzelec zagra z Treflem Sopot. Turów jako ostatni wygrał rywalizację w ćwierćfinale - na wyeliminowanie PBG Basket Poznań potrzebował pięciu spotkań, ale to sobotnie, decydujące, wygrał pewnie 87:70.

Turów ma szeroki i wyrównany skład, a na dodatek przewagę własnego boiska, na którym nie przegrał od grudnia. Z drugiej strony to właśnie Trefl trzykrotnie pokonał w tym sezonie Turów w lidze i w Pucharze Polski, jako ostatni wygrał w Zgorzelcu, a poza tym ma Filipa Dylewicza, który w ostatnim meczu z Anwilem we Włocławku ostatni kapitan reprezentacji miał 30 punktów i osiem zbiórek.

- Nie boimy się Dylewicza, bo to nie skrzywdził nas w pojedynkach z Treflem - mówi trener Turowa Jacek Winnicki. - Dużo złego wyrządzili nam za to Lawrance Kinnard, Dragan Ceranić, Lorinza Harrington czy Paweł Kikowski. Trefl to niezwykle silny zespół, który po dwóch równych zawodników na każdej pozycji i to jest ich atutem, a nie jeden reprezentant Polski - dodaje.

- Dla nas istotną przewagą będzie własne boisko, bo już w ćwierćfinale okazało się, że to bardzo ważny atut. Mamy nadzieję go wykorzystać. Chcemy być w finale i zrobimy wszystko by się tam znaleźć - kończy Winnicki.

Pierwsze mecze tej pary odbędą się w środę i w piątek w Zgorzelcu o 18. Transmisje w TVP Sport.